DGP: „Nigdy jeszcze nie było tak źle, epidemia COVID-19 zmasakrowała budżety samorządów” – powiedziała Hanna Zdanowska, prezentując projekt budżetu Łodzi na 2021 r. Co pan na to?

Reklama

Sebastian Skuza, wiceminister finansów: Nie znam projektu tej uchwały. Mogę jednak odnieść się do sytuacji całego sektora jednostek samorządu terytorialnego po trzech kwartałach tego roku. W stosunku do analogicznego okresu 2019 r. w 2020 r. dochody ogółem samorządów były wyższe o ok. 10,5 proc. Zwracam uwagę, że rok 2019 był bardzo dobry – zarówno dla budżetu państwa, jak i budżetów lokalnych. Jeśli chodzi o dochody własne JST, to tu mamy wzrost na poziomie 5,4 proc. Sytuacja samorządów jest więc lepsza, niż można było prognozować jeszcze wiosną tego roku. Mówi się też o załamaniu inwestycji w samorządach, tymczasem ten spadek jest minimalny. W omawianym okresie wydatki majątkowe (to głównie inwestycje – przyp. red.) władz lokalnych były tylko o 2,6 proc. niższe.

Mimo to w miastach pojawiła się tendencja do ich przycinania. Warszawa ścięła wydatki majątkowe o ponad 400 mln zł, Gdańsk o 130 mln zł, Poznań o 170 mln zł, Katowice o 50 mln zł.

Zwróćmy jednak uwagę, że w tym roku mamy dopływ 6 mld zł dla samorządów w ramach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Dodatkowo mam informację, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów rozstrzygnęła też nabór na kolejne 6 mld zł. To pieniądze, które samorządy mogą przeznaczyć tylko na inwestycje. W tym roku tej drugiej puli władze lokalne nie wydadzą, prędzej już w 2021 r. To będzie więc odciążenie przyszłorocznych budżetów. Zakładamy też, że tempo inwestycji publicznych w skali makro będzie w przyszłym roku wyższe o nawet 5,6 proc., czyli urośnie do poziomu 4,9 proc. PKB. Warto też podkreślić, że samorządy na inwestycje z reguły wydają ze środków własnych powyżej 30 mld zł, a to czyni je jednym z największych inwestorów publicznych w Polsce.

I sądzi pan, że utrzymają to tempo?

Jestem optymistą, pamiętajmy o tych 12 mld zł na działania inwestycyjne. Takiego wsparcia – mimo że jest jednorazowe – w sytuacjach kryzysowych dla jednostek samorządu terytorialnego jeszcze nie było.

Gdy rozmawialiśmy we wrześniu, twierdził pan, że sytuacja finansowa JST nie jest gorsza niż w 2019 r., czyli przed pandemią. Pańskie tezy oprotestowały największe korporacje samorządowe i niektórzy eksperci. Specjalista od finansów komunalnych dr Aleksander Nelicki, którego cytuje Unia Metropolii Polskich, napisał wręcz, że „resort finansów forsuje optymistyczną wersję sytuacji finansowej JST”. Wskazuje, że za wzrost dochodów w stosunku do zeszłego roku odpowiadają transfery na zadania wykonywane przez JST w imieniu rządu, że dochody, które samorządy mogą przeznaczyć na zadania własne, nie nadążają za inflacją oraz że wzrost transferów wyrównawczych nie rekompensuje ubytku w dochodach z PIT i CIT.

Nie mogę tego potwierdzić, skoro – jak mówiłem – dochody własne wzrosły o 5,4 proc. Rzeczywiście po III kw. 2020 r. mamy niższe – również o 5,4 proc. – dochody samorządów z PIT, minimalnie wyższe są natomiast dochody z CIT, wyższe są też dochody z głównego podatku lokalnego, czyli podatku od nieruchomości. Zwracam uwagę, że po trzech kwartałach budżety JST zamknęły się nadwyżką w wysokości 18,7 mld zł. To oznacza, że ich budżety zarówno w części bieżącej, jak i majątkowej zanotowały bardzo dobry, dodatni wynik. Jeżeli chodzi o nadwyżkę operacyjną, czyli różnicę między bieżącymi dochodami i wydatkami, to kwota ta rośnie do 24,9 mld zł. Dochody z tytułu transferów są neutralne, czyli zrównane z wydatkami, a samorządy odnotowały jednak nadwyżkę. Nie zgadzam się więc z kasandrycznymi przepowiedniami, że samorząd terytorialny się kończy. Wiem, że trwa dyskusja na temat wprowadzanych zmian podatkowych. Przecież my jako budżet państwa też jesteśmy w pierwszym roku, mówiąc kolokwialnie „w plecy”, na estońskim CIT. Ale patrzymy na to w kategoriach długoterminowego rozwoju i że docelowo każdy na tej zmianie będzie in plus.

Samorządowców bardziej bolą szykowane zmiany w PIT. Włączenie większej liczby podatników pod ryczałtowy PIT, w ramach którego lokalne władze nie mają już swoich udziałów we wpływach, spowoduje, że z samorządowych budżetów rząd wydrenuje 1,5 mld zł rocznie i przekaże do budżetu państwa.

To może powiedzmy sobie szczerze, jaki to jest procent dochodów JST? Raczej niewielki. Mimo tych wszystkich ubytków szacujemy, że dochody samorządów w 2021 r. z tytułu udziału we wpływach z PIT i CIT będą wyższe.

Wyższe niż te 1,5 mld zł rocznie, które zaraz stracą?

Tak! Według naszych prognoz dochody z PIT dla JST mają być w 2021 r. o ok. 2 mld wyższe niż obecne. Często od samorządowców słyszę, że państwo ma większe możliwości, bo ewentualne straty w PIT wyrówna sobie dochodami z VAT, który jest niedostępny dla samorządów. Ale przecież cała gospodarka odczuwa wpływ pandemii. Budżet państwa też dziś odczuwa jej skutki.

Gdy rząd swoimi działaniami uszczupla dochody własne samorządów, często odpowiada, że przecież poziom ich dochodów rośnie. Tyle że gdybyście nie zabierali tych pieniędzy, te dochody wzrosłyby bardziej. Tak więc nie ma tu mowy o rekompensacie, której domagają się samorządy.

Summa summarum dochody samorządów z PIT i tak rosną! Choć faktycznie słychać głosy o rekompensacie.

Reklama

O tym właśnie mówię. Gdybym miał zarobić dwa razy więcej, też bym się zdenerwował, jeśli wskutek działań rządu miałbym zarobić tylko 1,5 raza więcej.

Najważniejsze jednak, że tych pieniędzy w systemie jest generalnie coraz więcej. Nie wspomniałem jeszcze o pieniądzach z rządowego Funduszu Dróg Samorządowych. To też przecież dodatkowe miliardy, które trafią do samorządów.

Czyli jest tak: z jednej strony podskubujecie samorządom ich dochody własne, z drugiej tworzycie kolejne rządowe fundusze celowe dla samorządów. A więc model finansowania władz lokalnych staje się coraz bardziej klientelistyczny.

Ale co jest złego w takim modelu, w którym mówimy o wspieraniu konkretnych inwestycji i odrobinie konkurencji w związku ze składanymi wnioskami? Czy można nazwać wykorzystanie środków unijnych modelem klientelistycznym? Uważam, że nie. Ponadto zwiększenie do kwoty 4,9 mld zł w nowelizacji ustawy budżetowej na 2020 r. środków przeznaczonych na Fundusz Dróg Samorządowych może podnieść wskaźnik sukcesu i umożliwić realizację większej liczby dobrych projektów.

Nie jest to nadmierne wkraczanie w autonomię samorządów?

Nie możemy wyciągać tak daleko idących wniosków. Suma dochodów podstawowych w systemie jednostek samorządu terytorialnego jest coraz wyższa, zarówno z tytułu udziału w podatkach, jak też subwencji ogólnej. W kolejnych latach również przewidujemy w tym obszarze wzrost.

Tyle że wasze prognozy są zbyt optymistyczne. Rozmawiałem o tym z prezydentem Ciechanowa. Po 10 miesiącach 2020 r. jego miasto ma 2,8 mln zł mniej z PIT niż przewidywał MF. Po całym 2020 r. spodziewa się wyniku niższego o 3,5 mln zł, a jeśli pandemia będzie postępować, ta różnica będzie jeszcze wyższa.

Przy nowelizacji budżetu szacowaliśmy dochody na poziomie spadku PKB 4,6 proc., myślę, że ten spadek ostatecznie będzie dużo niższy. Tak więc mimo wszystko dochody samorządów we wrześniu i październiku wróciły na utartą ścieżkę. Nie można przez pryzmat jednej gminy mówić o systemowym problemie. Kiedyś analizowaliśmy raport BGK o sytuacji w jednostkach samorządowych. Raport przygotowano wyłącznie na oczekiwaniach władz samorządowych.

Tak czy inaczej samorządy mówią jedno, a resort finansów drugie. Zastanawiam się, czy nie wynika to z faktu, że te same dane można czytać na kilka sposobów? Przykładowo dochody Warszawy, zrealizowane w okresie styczeń–wrzesień 2020 r., były nominalnie o 2,7 proc. wyższe niż w analogicznym okresie 2019 r. Ale, jak podają władze stolicy, jeśli nie uwzględnimy wzrostu dotacji z budżetu państwa na program 500 plus oraz wzrostu dochodów z opłat za wywóz śmieci (bo wpływy te mogą być przeznaczone wyłącznie na funkcjonowanie systemu odpadowego), to dochody Warszawy były niższe o 4,5 proc.

Nie odnoszę się do indywidualnych sytuacji, mam za to w ręku twarde dane z trzech kwartałów br., z których wynika, że dochody własne JST rosną w stosunku do 2019 r. Nie zawahaliśmy się jednak, nawet kosztem zwiększenia deficytu i długu sektora publicznego, przekazywać samorządom miliardów złotych na inwestycje i to mimo tego, że JST mają po trzech kwartałach ponad 18-mld nadwyżkę w budżetach, przy planowanym deficycie w wysokości 26,1 mld zł.

Zazwyczaj pod koniec roku różnica między nadwyżką i planowanym deficytem spada, bo samorządy rozliczają inwestycje i regulują płatności. Pytanie, czy nadwyżka po trzech kwartałach jest wyższa niż zazwyczaj?

Po III kw. 2019 r. nadwyżka wyniosła ok. 14 mld zł, przy planowanym deficycie ok. 22,3 mld zł. Cały zeszły rok zamknął się deficytem rzędu 1,7 mld zł.

To czemu tegoroczna nadwyżka budżetowa JST jest wyższa o 4 mld zł?

Bo rosną dochody, nie ma innej możliwości. To także efekt działań rządowych programów, transferujących miliardy złotych do samorządów.

Samorządy miały też korzystać z eurofunduszy z unijnego Planu Odbudowy. Ale na razie polskie weto do kolejnego unijnego budżetu może pozbawić je tych pieniędzy.

To bardzo daleko idący i moim zdaniem nieuprawniony wniosek.

Pandemia trwa, czy przewidujecie jeszcze jakieś rozwiązania pomocowe dla samorządów?

Wdrażamy program 500 plus dla nauczycieli, który będzie sfinansowany poprzez zwiększenie subwencji oświatowej o 300 mln zł. Jeszcze w tym roku mamy rezerwy subwencyjne do podziału między samorządami, to prawie pół miliarda środków, przede wszystkim dla mniej zamożnych samorządów. W Sejmie złożona została też poprawka do ustawy okołobudżetowej zakładająca poluzowanie reguły wydatkowej dla samorządów także na 2021 r. To pozwoli samorządom reagować w bardziej elastyczny sposób.