Dokładnie rok po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele dyskusja o zasadności jego wdrożenia sięga zenitu. Co więcej, przyjmuje coraz bardziej karykaturalną formę. Przeciwnicy i zwolennicy ograniczeń przerzucają się danymi, z których wynika, że albo zakaz pozytywnie wpłynął na rynek i trzeba go jeszcze zaostrzyć, albo wręcz odwrotnie – powoduje upadek wielu małych sklepów i konieczne jest jego cofnięcie lub co najmniej złagodzenie.
Oliwę na to wzburzone morze mógłby wylać rząd, ale ten raczej dolewa w tej sprawie oliwy do ognia. Z jednej strony premier, minister przedsiębiorczości i technologii oraz niektórzy posłowie rządzącej partii sugerują, że możliwe jest złagodzenie tych przepisów. Oni opierają się na informacjach od tych pracodawców, którzy wskazują, że zakaz niekorzystnie wpłynął na mikroprzedsiębiorstwa. Z drugiej strony Sejm ma właśnie wznowić prace nad projektem posłów PiS, który zaostrza obecne rozwiązania (przede wszystkim ma uniemożliwić powoływanie się sklepów na status placówki pocztowej, dzięki któremu teraz mogą prowadzić działalność w niedziele). Z kolei resort pracy podkreśla, że czeka na wyniki oceny skutków wprowadzenia zakazu i obecnie nie pracuje nad żadnymi zmianami w tej sprawie. Jednocześnie sugeruje, że warto rozważyć szersze uregulowanie całego rynku (nie tylko kwestii pracy w handlu, ale zasad funkcjonowania całej branży). Nie dziwi więc, że zwolennicy i przeciwnicy zakazu za wszelką cenę starają się wywrzeć presję na wprowadzenie takich modyfikacji, które byłyby dla nich korzystne.
Jest dobrze
Okazją do merytorycznej debaty i opracowania wniosków na przyszłość mogła być zorganizowana w Sejmie konferencja "Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni – podsumowanie po rocznym okresie funkcjonowania". Jej gospodarzami byli: parlamentarny zespół na rzecz wspierania przedsiębiorczości i patriotyzmu ekonomicznego oraz rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.
– P – tłumaczył Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.
W trakcie konferencji reprezentanci pracodawców i związków zawodowych przedstawili wiele informacji o obserwowanych skutkach wdrożenia zakazu.
– – wskazywał Alfred Bujara, szef handlowej Solidarności.
Indywidualne dane przedstawiali też reprezentanci pracodawców. Dla przykładu obroty Społem Poznańskiej Spółdzielni Spożywców w 2018 r. wzrosły o 4,1 mln zł (rok wcześniej tylko o 1,3 mln). Z kolei Naczelna Rada Zrzeszeń Handlu i Usług (NRZHiU) przytoczyła dane, z których wynika, że właściciele placówek małoformatowych (do 300 mkw.) odnotowali wzrosty sprzedaży w przedziale od 3 do 9 proc.
– – podkreśliła Mariola Roguska-Kopańczyk z NRZHiU.
Druga strona
Dość szybko okazało się jednak, że w trakcie konferencji głos zabierają wyłącznie zwolennicy zakazu. Wyjątkiem był Jerzy Romański, prezes Ogólnopolskiej Federacji Stowarzyszeń Kupców i Producentów. Wraz z Cezarym Kaźmierczakiem, prezesem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, podpisał się pod petycją ponad 500 właścicieli małych sklepów, która wczoraj wpłynęła do kancelarii premiera. Apelują o cofnięcie zakazu handlu i wprowadzenie zasady, zgodnie z którą każdemu pracownikowi przysługują dwie wolne niedziele w miesiącu.
– – wskazał Jerzy Romański. – – dodał.
W odpowiedzi na te zarzuty Adam Abramowicz wskazał, że każdy mógł wziąć udział w konferencji, zaproszenie do uczestnictwa otrzymała m.in. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji (zdeklarowany przeciwnik zakazu).
– – wyjaśnia Renata Juszkiewicz, prezes POHiD.
Głos w sprawie oceny funkcjonowania ustawy ograniczającej handel zabrał też resort pracy. – – wskazał Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej. – – podsumował wiceminister.