Największy producent taboru w Polsce, bydgoska Pesa, wpadła w tarapaty finansowe. Wszystko przez to, że firma kilka lat temu wzięła na siebie dużo zleceń i nie potrafiła odpowiednio się z nich wywiązać. Kary za nieterminowe dostawy tramwajów naliczyły m.in. Warszawa i Kraków. Producent spiera się też ze spółką PKP Intercity o opłaty za opóźnione składy Dart, które dodatkowo dały się poznać ze swej awaryjności. W sumie kary mogą sięgnąć 160 mln zł. Kolejnym problemem była rezygnacja władz Moskwy z połowy uzgodnionych wcześniej dostaw tramwajów. Wartość całego kontraktu to 900 mln zł.
Dla Pesy szansą na wyjście z tych kłopotów miało być m.in. opracowanie nowego produktu – pociągów metra, którymi firma mogłaby podbić nowe rynki. W marcu 2016 r. otrzymała od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju 24 mln zł grantu na projekt: „Energooszczędne metro o podwyższonym poziomie komfortu i bezpieczeństwa”.
– – cieszył się ówczesny prezes Pesy Tomasz Zaboklicki. Firma przystąpiła do projektowania, w mediach zaczęły się ukazywać wizualizacje pociągów metra z Pesy, które pomalowano w barwy warszawskie. Bo właśnie stolica miała posłużyć do przetarcia szlaków.
Metro Warszawskie od dawna szykowało się do przetargu na 45 pociągów, które mają jeździć przede wszystkim na rozbudowywanej drugiej linii kolejki. Władze stołecznego przewoźnika zrobiły wyraźny ukłon w stronę bydgoskiego producenta: stołeczni urzędnicy nie wymagali od oferentów doświadczenia w produkcji pociągów metra. Wystarczyło wykazać się dostarczeniem elektrycznych pociągów dla kolei. Pesa wyprodukowała ich sporo.
Niedawne otwarcie ofert na pociągi dla metra w Warszawie przyniosło jednak zaskoczenie. Okazało się, że Pesa w ogóle nie wystartowała. O zamówienie oprócz gigantów takich jak Alstom czy Siemens walczy m.in. czeska Skoda.
Czy producent z Bydgoszczy zrezygnował z walki o ten segment kolejowy? Maciej Grześkowiak, rzecznik Pesy, twierdzi, że prace nad metrem w ostatnich miesiącach cały czas trwały, ale nie zdradza, jak bardzo były zaawansowane. Przyznaje, że firma stoi przed decyzją, czy kontynuować prace.
– – dodaje Grześkowiak.
Zaznacza, że firma z grantu przyznanego przez NCBR nie wzięła dotąd ani złotówki. Potwierdza to rzecznik tej ostatniej instytucji Kamil Melcer. – – zaznacza.
Dodaje, że sprawa nie jest zamknięta. Jeśli wnioskodawca wystąpi o płatność, NCBR każdorazowo weryfikuje, na co jest wykorzystywana.
Wygląda więc na to, że Pesa prędko nie opracuje składu metra. Jak dotąd żaden inny polski producent samodzielnie nie wytwarza takich składów. Pewne doświadczenia z metrem ma wprawdzie nowosądecki Newag, ale w tym przypadku fabryka była jedynie miejscem ostatecznego montowania wagonów firmy Siemens. –– komentuje ekspert kolejowy Karol Trammer.
Jakub Majewski z fundacji ProKolej uważa, że Pesa nie złożyła oferty na metro dla Warszawy, bo uznała, że jeszcze nie ma produktu. – – mówi.
Według ekspertów ekspresowe tempo przygotowania projektu metra byłoby ryzykowne. Wypuszczenie na tory niesprawdzonego produktu groziłoby paraliżem komunikacyjnym miasta.
W branży kolejowej słychać też, że przed przetargiem na metro dla Warszawy Pesa szukała zagranicznego partnera. Ostatecznie jednak nie udało się jej z nikim porozumieć.
– – tłumaczy rzecznik Pesy.
Od dłuższego czasu firma rozmawiała z bankami o nowych kredytach. Jak się dowiedzieliśmy, producent właśnie podpisał umowę na kredyt pomostowy.
–– usłyszeliśmy w biurze prasowym PKO BP. Spółka uzyskała 200 mln zł.
Kredyt to środki obrotowe. Dzięki pieniądzom z banków będzie można realizować nowe kontrakty. W Krakowie po długich sporach Pesa wygrała przetarg na 50 tramwajów. Pomimo problemów z wadium, miasto wciąż liczy, że podpisze umowę z bydgoską firmą.
Kredyt ma być pierwszym krokiem do restrukturyzacji spółki. Pesa liczy na znaczne dokapitalizowanie przez zewnętrznych inwestorów. W grę wchodzą firmy z Hiszpanii lub Chin. Rozmowy w tej sprawie trwają, ale do większych zmian miałoby dojść dopiero w przyszłym roku.
Firma stoi przed decyzją, czy kontynuować prace nad metrem