Dziennik Gazeta Prawana logo

Zmiany w płaceniu składek na ZUS? Część polityków liczy, że zastopuje je sam Jarosław Kaczyński

8 listopada 2017, 06:43
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Pieniądze
Pieniądze/Shutterstock
ZUS chce zniesienia limitu płacenia składek na ubezpieczenia emerytalne dopiero w 2019 r. Część polityków liczy, że zmiany zastopuje sam Jarosław Kaczyński.

Granicę opłacania składek na poziomie 30 przeciętnych wynagrodzeń wprowadzono w 1999 r. wraz z reformą emerytalną. Proponowane przez rząd jej zniesienie od 2018 r. oznacza, że ZUS musi dokonać zmian w czterech programach: KSI (Kompleksowym Systemie Informatycznym) ZUS, PUE, programie Płatnik i aplikacji ePłatnik. Dziś w momencie przekroczeniu pułapu (w tym roku to 127 800 zł) programy automatycznie przestają naliczać składkę emerytalną i rentową.

ZUS radzi rządowi: zaczekajcie

– to fragment opinii zakładu do projektu ustawy. Choć jak wynika z naszych informacji, ZUS pracuje jednocześnie nad doraźnym rozwiązaniem, które dawałoby możliwość rozliczania składki, gdyby rząd jednak uparł się znieść limit już w styczniu.

Projekt zgłoszono dwa tygodnie temu. W błyskawicznym tempie, bez żadnych konsultacji, został przeforsowany przez rząd i czeka na rozpatrzenie przez Sejm. – – mówi Janusz Szewczak, wiceszef sejmowej komisji finansów. By projekt wszedł w życie, musi być uchwalony i opublikowany do końca listopada. Szybkie tempo jest utrzymywane, by nie zmobilizowali się przeciwnicy tego rozwiązania – tak w rządzie, jak i samym PiS.

Jak wynika z nieoficjalnych informacji, Mateusz Morawiecki dostał na wprowadzenie tych zmian zielone światło od prezesa PiS. Z punktu widzenia wicepremiera projekt w przyszłym roku przynosi trzy korzyści: zwiększa limit wydatków o 5 mld zł, daje tyle samo wpływów i podnosi o dodatkowe 0,25 proc. PKB granicę bezpieczeństwa deficytu budżetowego (zgodnie z unijnymi wymogami może on wynosić 3 proc. PKB).

Przeciwnicy sugerują: zapomnijcie

Przeciwnicy rozwiązania liczą, że uda się im dotrzeć z argumentami do prezesa Kaczyńskiego i projekt zostanie zastopowany. Obawiają się, że uderzy on w tych, którzy pracują na etacie i nie uciekali przed płaceniem składek i niższych podatków na ubezpieczenia społeczne, np. w samozatrudnienie. – – mówi jeden z posłów PiS. W tej grupie znajdzie się spora część urzędników rządowych, samorządowych i parlamentarzystów, którzy zmiany odczują na własnej kieszeni.

Kolejny powód to fakt, że wejście w życie tego rozwiązania od stycznia oznacza realne zmniejszenie środków na wynagrodzenia w funduszach płac budżetówki – tam, gdzie są zatrudnione osoby zarabiające powyżej 10 650 zł miesięcznie brutto. Bowiem większe składki zapłacą nie tylko pracownicy, ale także pracodawcy. A w większości przypadków Morawiecki nie zwiększył budżetów na wynagrodzenia. Wreszcie przeciwnicy pomysłu wskazują, że podwyższanie obciążeń składkami tej grupie w momencie, gdy mają być one obniżane dla części osób prowadzących działalność gospodarczą, zaprasza wręcz do ucieczki z etatu.

Inni ostrzegają: ludzie uciekną od etatów

Obawy przeciwników likwidacji 30-krotności nie są pozbawione podstaw. Liczba osób, które decydują się na działalność gospodarczą i liniowy 19-proc. PIT, rośnie niemal równolegle z liczbą uzyskujących wysokie dochody. Według danych z izb skarbowych grupa podatników PIT deklarujących dochód roczny powyżej miliona złotych zwiększyła się z 14,6 tys. w 2013 r. do 20,4 tys. w roku 2016. W tym samym czasie grupa liniowców poszerzyła się z 446,5 tys. do 534 tys. Ponad 80 proc. milionerów rozlicza podatek dochodowy w ten właśnie sposób. Likwidacja 30-krotności nie dotknie ich w żaden sposób. Ale ci, którzy dziś pracują na etatach i mają wysoki dochód, zyskają dodatkową motywację, by pójść w ślady najbardziej zamożnych.

Radosław Piekarz, doradca podatkowy z kancelarii A&RT, uważa, że składka na ZUS będzie nawet większym motywatorem do takiego działania niż niższa stawka podatku. Zarówno pracownik, jak i pracodawca będą płacić ZUS od pełnego przychodu (19,52 proc.). Tymczasem przechodząc na samozatrudnienie, płacił będzie tylko pracownik (czy też zleceniobiorca), i to ryczałt, niepełne 1200 zł miesięcznie (licząc z dobrowolną składką chorobową). A przez pierwsze dwa lata działalności znacznie mniej, bo będzie korzystał z preferencji dla startującej firmy (niecałe 490 zł).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Autor bez zdjęcia
Grzegorz Osiecki

Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej od 2009 r. specjalizujący się w tematyce politycznej, ekonomicznej, w tym finansów publicznych, ubezpieczeń społecznych i polityki społecznej. Laureat Grand Press Economy w 2019 roku. Nominowany do Grand Press w kategorii news w 2018. Wcześniej dziennikarz radiowej „Trójki”, Informacyjnej Agencji Radiowej, telewizyjnej Panoramy w TVP 2 i „Dziennika".

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraSkładka zdrowotna z kilkoma progami. Ma powstać nowy model »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj