W niedzielę w gospodarstwie w gminie Mielnik (Podlaskie) wykryto ognisko afrykańskiego pomoru świń (ASF). To szóste ognisko tej choroby u trzody chlewnej w Polsce. Wszystkie wykryto w województwie podlaskim. Poprzednie ognisko wykryto we wtorek w gospodarstwie położonym w miejscowości Rębiszewo-Studzianki, w gminie Wysokie Mazowieckie.

Reklama

- Afrykański pomór świń, który jest w naszym kraju w strefach administracyjnie zabezpieczonych zaczyna się wymykać spod kontroli. Widać wyraźnie nieskuteczność działań inspekcji weterynaryjnej - ocenił Ajchler na poniedziałkowej konferencji prasowej w Sejmie.

Jego zdaniem, w związku z występowaniem kolejnych ognisk ASF widać wyraźnie brak koordynacji działań ministra rolnictwa. - Nie ma procedur, co do utylizacji, wyraźnie postawionych, kto i jak ma postępować - podkreślił poseł.

Poinformował, że w zeszły czwartek napisał do ministra rolnictwa pismo w tej sprawie, z prośbą o wyjaśnienie coraz częstszych przypadków ASF.

Poseł PO ocenił, że środki zarezerwowane w budżecie na wypadek wystąpienia tego typu chorób są zbyt niskie. Skrytykował również wydłużenie czasu rolnikom na wypełnienie zasad bioasekuracji do 10 sierpnia. - Przecież to powinno być dawno zrobione - dodał.

W poniedziałkowym komunikacie o ognisku ASF we wsi Rębiszewo Studzianki Główny Inspektorat Weterynarii przypomniał hodowcom świń i myśliwym o konieczności przestrzegania zasad bioasekuracji i bezwzględnego wypełniania wszelkich zaleceń służb weterynaryjnych dotyczących zabezpieczenia przed ewentualnym przeniknięciem wirusa do gospodarstw, w których utrzymywane są świnie.

W gospodarstwach, które nie spełniają tych wymogów, a ich właściciele złożą stosowne oświadczenie do ministerstwa rolnictwa, nie będzie można hodować trzody chlewnej, ale zostanie im wypłacona rekompensata za rezygnację z hodowli.

Reklama

Minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel powiedział w minioną środę dziennikarzom w Warszawie, że prowadzone jest dochodzenie skąd pojawił się wirus w gospodarstwie w miejscowości Rębiszewo-Studzianki. Dodał, że trudno jest to ustalić, bo od Hajnówki, gdzie wystąpiło poprzednie (czwarte) ognisko ASF u świń, jest 100 km.

- Na pewno, jeżeli chodzi o bioasekurację, to w tym gospodarstwie była prawidłowo realizowana (...). Choroba nie wzięła się od dzików, bo tam dzików nie ma. Wygląda na to, że ktoś tam musiał wirusa przenieść - powiedział minister. Zaznaczył, że ognisko zostało już zlikwidowane i nie powinno być żadnych konsekwencji z tego powodu.

Pierwszy przypadek ASF w Polsce wykryto w lutym 2014 roku. Od tego czasu inspekcja weterynaryjna odnotowała sześć ognisk tej choroby u trzody chlewnej (z czego trzy w tym roku) oraz ponad sto przypadków ASF u dzików, które dotyczyły ponad 160 sztuk tych zwierząt. Wszystkie te przypadki miały miejsce w województwie podlaskim.

Wirus ASF nie jest groźny dla ludzi.