O kontrakt walczyły też rodzime zakłady, wchodzące w skład zagranicznych konsorcjów: PZL-Mielec należący do Sikorsky'ego oraz PZL-Świdnik z brytyjsko-włoskim właścicielem AgustaWestland.

Reklama

Prezes świdnickich zakładów lotniczych Krzysztof Krystowski uważa, że MON podjęło szkodliwą dla rodzimego przemysłu decyzję. - Dociera coraz więcej informacji. Tak naprawdę nie było przetargu - powiedział prezes PZL-Świdnik. Jego zdaniem tak oceniano oferty, żeby wybrać właśnie Caracala, a nie inne śmigłowce.

Prezes Krystowski w rozmowie z IAR dodał też, że decyzja resortu obrony dziwi tym bardziej, że PZL-Świdnik przedstawił dobrą ofertę. Przypomniał, że zaproponowano nowoczesną maszynę, która spełniała wszystkie stawiane przez MON wymagania.

Spełniliśmy 100 procent wymagań i dziś wygląda na to, że szukało się raczej kruczków, żeby nas nie brać w ogóle pod uwagę - dodał prezes Krystowski.

Z informacji przekazanych przez MON wynika, że zarówno zakłady ze Świdnika, jak i mielecka firma nie spełniły "wymogów formalnych i wymagań technicznych". Wczoraj wiceminister obrony Czesław Mroczek tłumaczył, że chodzi między innymi o termin dostaw śmigłowców, ich wyposażenie w systemy walki oraz możliwość serwisowania w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Łodzi.

Kontrakt śmigłowcowy to olbrzymie pieniądze. Wartość umowy opiewa na około 13 miliardów złotych. Za tę cenę wojsko dostanie 50 maszyn w różnej wersji: od śmigłowców dla wojsk lądowych, przez maszyny na potrzeby jednostek specjalnych, po śmigłowce morskie, w tym do zwalczania okrętów podwodnych.