Niektórzy przedstawiciele lokalnych władz mówią o małym cudzie gospodarczym. Drogowe huby przejmują rolę miast, w których dawniej krzyżowały się ważne szlaki kolejowe.
W ostatnim czasie media skupiły uwagę na Strykowie, który z niewiele znaczącej miejscowości zmienił się w jeden z najważniejszych punktów komunikacyjnych tej części Europy. Miasto położone jest na przecięciu autostrad A1 i A2. Bezrobocie spadło tam z 13 do 4 proc., a budżet gminy urósł o 40 mln zł – z 10 do 50!
Takich przykładów jest więcej. Szczególnie wzdłuż autostrady A2. Np. Nowy Tomyśl (woj. wielkopolskie), od którego zresztą wzięła się nazwa węzła autostradowego. – To, co przeżywa teraz Stryków, myśmy mieli już kilka lat temu, gdy powstała kulczykówka. Teraz liczymy na to, że efekt ten wzmocni się po wydłużeniu autostrady do granicy w Świecku – mówi wiceburmistrz miasta Wojciech Ruta.
Dodaje, że dzięki dogodnej lokalizacji w postaci węzła autostrady A2 właściciel tamtejszej firmy Phoenix Contact (zajmujące się m.in. automatyką przemysłową) zdecydował się rozbudować zakład o kolejnych 10 tys. mkw. – Firma zatrudnia ok. 1,4 tys. osób i zwozi do pracy ludzi nawet z odległych terenów – wskazuje Wojciech Ruta. To m.in. powoduje, że od lat bezrobocie w Nowym Tomyślu jest kilka procent niższe niż w całym powiecie.
Reklama
Dzięki autostradzie drugie życie zyskał Torzym (woj. lubuskie), przez który przebiega też droga nr 92. Zagraniczny deweloper planuje nieopodal wybudować 200-hektarowy rekreacyjny Kownaty Park. Skusiły go dobry dojazd i bliskość granicy z Niemcami. Wielu mieszkańców znalazło też pracę przy autostradzie – w obwodzie jej utrzymania (baza wypadowa wyposażona w sprzęt np. do odśnieżania) czy na placach poboru opłat. Ostatnio inwestor z woj. lubuskiego kupił tu grunty pod budowę 7-hektarowego miejsca obsługi podróżnych z hotelem i parkingiem.
Podobnie jest w gminie Stare Miasto obok węzła Konin, gdzie robi się zagłębie firm logistycznych. Potwierdza to wójt Starego Miasta Ryszard Nawrocki. – Przy węźle Modła wszystkie grunty mamy już wykupione. Przy drugim węźle przygotowaliśmy tereny pod kolejne inwestycje – dodaje. Wartość gruntów znacznie wzrosła. – Wcześniej były nieobjęte nawet podatkiem rolnym. Czasem oddawane były za symboliczną złotówkę. Teraz sprzedajemy je za 30–60 zł za metr – mówi. Spadło też bezrobocie. Wójt twierdzi, że w powiecie konińskim wynosi ono 18 proc., a w jego gminie – o połowę mniej.
Po otwarciu kolejnego odcinka autostrady A1 w połowie listopada na rozruszanie inwestycji liczą miasto i gmina Kowal. Miasto, do tej pory traktowane jako sypialnia większego Włocławka, dziś coraz śmielej konkuruje z nim o inwestorów. Duży zakład w Kowalu planował postawić producent ciśnieniomierzy Wika SA. Ostatecznie zdecydował się na Włocławek – ale tylko dlatego, że miasto ma zostać przyłączone do Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Teraz Kowal stara się o własną strefę dla inwestorów. A to niedobrze wróży Włocławkowi, który nie może już lekceważyć lokalnego konkurenta.
Cała gmina Kowal szykuje się na żniwa. – Przygotowujemy nowe plany zagospodarowania przestrzennego dla gruntów wokół węzła autostrady A1. Chcemy przygotować ok. 100 hektarów dla przyszłych inwestorów – przyznaje wójt Stanisław Adamczyk. Gmina liczy na profity, ale już sporo zyskała na samej budowie autostrady. Urząd marszałkowski uruchomił w tym roku program „Przywrócenie równowagi ekologicznej na terenach gmin województwa kujawsko-pomorskiego w związku z budową autostrady A1 w latach 2011–2015”. W jego ramach gmina Kowal otrzymała ponad 13 mln zł (3 mln to wkład własny) m.in. na modernizację sieci wodociągowej, termomodernizację budynków czy zakup wozów strażackich. Cały roczny budżet gminy wynosi 9 mln zł.
Jest niemal pewne, że do 2016 r., gdy gotowa będzie cała autostrada A1, na południu wyrośnie kolejny lokalny lider na miarę Strykowa. Chodzi o gminy zlokalizowane wokół węzła Sośnica na przecięciu dróg A4 i A1. Już teraz w gminie Gierałtowice tuż przy węźle powstał 73-hektarowy park biznesowo-przemysłowy Synergy Park. Pracę ma w nim znaleźć ok. 2 tys. osób, a pierwsi inwestorzy pojawili się w zeszłym roku.
Zdaniem samorządowców każdy cud gospodarczy ma swoją cenę. – Życie trochę podrożało przez przyjezdnych – twierdzi Wojciech Ruta z Nowego Tomyśla. Nikt z naszych rozmówców nie odważył się jednak powiedzieć, że to w jakikolwiek sposób przyćmiło profity, z których czerpać będą latami.