Dziennik Gazeta Prawana logo

Tak polskie firmy wywodzą Rosjan w pole

31 stycznia 2011, 07:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Tiry wreszcie trafią na tory
Tiry wreszcie trafią na tory/Inne
Dziś w Paryżu odbędzie się kolejna tura polsko-rosyjskich negocjacji w sprawie umowy tranzytowej. Nie czekając na ich efekty, część polskich biznesmenów próbuje zminimalizować straty i nawiązuje współpracę z Litwinami i Białorusinami.

Dziennik „Lietuvos Żinios” pisze, że przed litewskimi terminalami przewozów międzynarodowych ustawiają się kolejki ciężarówek na polskich rejestracjach. Tam towary z polskich przeładowywane są na litewskie auta, które transportują towar do Rosji.

Umowa tranzytowa między Polską i Rosją wygasła 15 stycznia, i do tej pory kraje nie porozumiały się co do limitów ładunków. Rosjanie chcą je obniżyć dla polskich przewoźników o jedną czwartą. Każdy dzień zamkniętej granicy rosyjskiej przekłada się na ogromne straty; tylko w styczniu sięgnęły one 120 mln zł. Taka sytuacja jest szczególnie groźna dla niewielkich firm. – Około 80 proc. polskich przewoźników to firmy do 10 samochodów. Co trzecia zaczęła współpracę ze spedytorami z państw bałtyckich i Białorusi – szacuje Jan Buczek, prezes Związku Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. Ci nawet dwukrotnie podnieśli ceny transportu. I jak nieoficjalnie mówią nasi przewoźnicy, „przechrzczenie” polskiego towaru np. na litewski (przez zamianę faktury) kosztuje 400 – 500 euro za samochód warzyw czy owoców.

– Wolimy dopłacać do przewozów, niż stracić stałych klientów i nie wywiązywać się z kontraktów – tłumaczy Buczek.

Zamówień jest tak wiele, że zagraniczni przewoźnicy nie nadążają z transportem polskich towarów. – Poza tym nie chcą nawet słyszeć o przelewach. Tylko gotówka – mówi Zbigniew Wilma z firmy transportowej WITO.

Przekazanie towaru zagranicznemu kierowcy nie oznacza, że uda się go dowieźć do celu. Rosjanie, widząc większe niż zwykle partie towarów z Litwy i Białorusi, coraz częściej poddają tamtejszych kierowców drobiazgowej kontroli. Prezes ZMPD otwarcie mówi o łamaniu międzynarodowego prawa handlowego przez rosyjskie służby. – Rosjanie blokują towar pochodzący z Polski. Zgodnie z prawem należy brać pod uwagę miejsce załadunku towaru, a nie pochodzenia – denerwuje się Buczek.

Inne polskie firmy przed stratami ratują ich spółki córki założone w Rosji. – Wszelkie zamówienia rosyjskie realizuje nasz oddział w Kaliningradzie, z którego nasi kierowcy jeżdżą ciężarówkami na białoruskich lub rosyjskich rejestracjach – tłumaczy pracownik firmy STM Group. Polski oddział firmy zrezygnował tymczasowo z transportu na Wschód i realizuje zamówienia Unii.

– My ratujemy się wysyłką kolejową – mówi Lech Gabrielczak z firmy Atlas. Nie jest to najlepsze rozwiązanie, bo trzeba zapełnić cały wagon, a to ładunek z trzech tirów; zamówienia nie zawsze są tak duże. Ponadto towar idzie dłużej. Jeśli w poniedziałek sytuacja się nie zmieni, firma zwróci się do przewoźników niemieckich, co zwiększy koszty transportu.

Szanse na rozwiązanie problemu podczas dzisiejszych paryskich rozmów są nikłe. – Robimy, co w naszej mocy, ale sytuacja jest trudna – przyznaje rzecznik Ministerstwa Infrastruktury Mikołaj Karpiński.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj