Nie pozwolimy, by Unia zamykała polskie fabryki i ograniczała produkcję. A tak by się stało, gdybyśmy przyjęli proponowane przez UE limity emisji gazów cieplarnianych wydalanych przez zakłady. Polska zaskarży je do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
"Nie możemy przyjąć takich limitów emisji gazów cieplarnianych na lata 2008-12, jakie proponuje nam Unia, bo są one zaniżone. Zaskarżymy tę decyzję do
Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości" - mówi minister środowiska Jan Szyszko.
A chodzi o to, że Unia obcięła nam limity o ponad 1/3 z 284,6 mln ton rocznie do niewiele ponad 200 mln ton. Dlaczego? Bo licząc je wzięła zaniżone dane. I tak np. spece z Brukseli, jak tłumaczy minister Szyszko, wzięli wzrost PKB (wartość wszystkich nabytych przez nas towarów i usług) na poziomie 4,7 proc., a jest ponad 7 proc., co oznacza, że gospodarka rozwija się o wiele szybciej niż myślą eksperci wspólnoty.
A jak gospodarka się rozwija, to fabryki pracują pełną parą i emitują niestety do atmosfery gazy cieplarniane. Gdyby chcieć zmieścić się w limitach wyznaczonych przez wspólnotę, trzeba by zamknąć część wielkich fabryk. Albo zgodzić się na płacenie gigantycznych kar za nieprzestrzeganie norm.
Jest jednak nadzieja, że ETS przyzna nam rację i nakaże Unii podnieść limity. Nie jesteśmy bowiem osamotnieni w tego typu skargach. Identyczne złożyły już Czechy i Słowacja, którym Bruksela także zaniżyła normy biorąc od uwagę nieaktualne dane o gospodarce.
A chodzi o to, że Unia obcięła nam limity o ponad 1/3 z 284,6 mln ton rocznie do niewiele ponad 200 mln ton. Dlaczego? Bo licząc je wzięła zaniżone dane. I tak np. spece z Brukseli, jak tłumaczy minister Szyszko, wzięli wzrost PKB (wartość wszystkich nabytych przez nas towarów i usług) na poziomie 4,7 proc., a jest ponad 7 proc., co oznacza, że gospodarka rozwija się o wiele szybciej niż myślą eksperci wspólnoty.
A jak gospodarka się rozwija, to fabryki pracują pełną parą i emitują niestety do atmosfery gazy cieplarniane. Gdyby chcieć zmieścić się w limitach wyznaczonych przez wspólnotę, trzeba by zamknąć część wielkich fabryk. Albo zgodzić się na płacenie gigantycznych kar za nieprzestrzeganie norm.
Jest jednak nadzieja, że ETS przyzna nam rację i nakaże Unii podnieść limity. Nie jesteśmy bowiem osamotnieni w tego typu skargach. Identyczne złożyły już Czechy i Słowacja, którym Bruksela także zaniżyła normy biorąc od uwagę nieaktualne dane o gospodarce.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|