Albo dostaniemy miliardy euro pomocy, albo zaczniemy zamykać fabryki i zwalniać tysiące ludzi. Zakłady samochodowe Opla, którym rząd w Berlinie odmawia pomocy, postanowiły uciec się do szantażu. Grożą, że zredukują personel w europejskich fabrykach aż o 20 procent.
Mimo próśb i nalegań niemiecki rząd - podaje "Der Spiegel". Być może gabinet Angeli Merkel zgodzi się jedynie na ulgi i kredyty. Resztę zostawia poszczególnym landom, w których znajdują się zagrożone zamknięciem fabryki. A takie zakłady są trzy: .
>>> Berlin chce bankructwa Opla
Groźby Opla to odpowiedź na strategię rządu, który postanowił najwidoczniej . Angela Merkel nie wyklucza bowiem pomocy publicznej dla producenta aut, ale uważa, że jest jeszcze na to za wcześnie. Do tego pani kanclerz bardzo przygotowany przez dyrekcję koncernu.
>>> Co dalej z General Motors?
Problemy Opla wynikają z fatalnej sytuacji jego macierzystej grupy, General Motors.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|