Takie pomyłki jasno dowodzą, że nie należy kierować się ani przepowiedniami amatorów, ani ekspertów. W tak delikatnej materii jak ekonomia trudno spodziewać się
precyzyjnych prognoz. Jeśli próbujemy sobie wyobrazić stan gospodarki światowej w perspektywie roku, wówczas jedynym, czego możemy się na pewno spodziewać, są rozmaite czekające na nas
pułapki. To niemalże jak chodzenie po polu minowym - trzeba stąpać bardzo ostrożnie, bo przecież nie wiadomo, gdzie rozmieszczone są ładunki i które z nich wybuchną. W ekonomii mamy wiele
niewiadomych, których wciąż jeszcze nie potrafimy jasno zdefiniować. Innych problemów nawet nie potrafimy przewidzieć, one pojawiają się nagle. Najważniejsze jest zatem - i to jedyna rada,
jaką mogę dać - dobrze się zabezpieczyć, robiąc bardzo zróżnicowane inwestycje.
Gra na giełdzie to przedsięwzięcie długofalowe, wymaga rozwagi i mocnych nerwów. Oczywiście, zawsze lepiej jest kupować akcje, zanim ich ceny pójdą w górę, bo wtedy więcej zyskujemy,
jeśli trwa hossa, i mniej tracimy, jeśli akurat jest bessa. Nie można jednak tego dokładnie obliczyć - wszyscy czasem tracimy na giełdzie pieniądze. Jeśli decydujemy się na ulokowanie
gdzieś naszych oszczędności, powinniśmy część zamienić na obligacje walutowe, część umieścić na wysoko oprocentowanej lokacie bankowej, a jeszcze inną część w obligacjach skarbu
państwa. Nie warto inwestować na giełdzie, obstawiając tylko jedną firmę.
To bardzo ważne, by Fed nie utrzymywał stóp procentowych na zbyt wysokim poziomie. Ale wielkim błędem jest myślenie, że aby rozwiązać problemy gospodarcze Ameryki, wystarczy obniżyć stopy
procentowe. Czasami ludziom wydaje się, że bank centralny sprawuje jakąś magiczną władzę nad amerykańską gospodarką i potrafi zlikwidować wszystkie strukturalne problemy sektora
finansowego. To, rzecz jasna, niemożliwe.
To tymczasowe rozwiązanie. Nie wątpię, że dzięki niemu zwiększy się konsumpcja w USA. Co więcej, pakiet może mieć korzystny wpływ na rynek pracy, jeśli jakaś część Amerykanów uzna,
że nadszedł dobry moment, by wrócić do pracy. Ale sądzę, że jego słabość polega na złudzeniu, że polityka monetarna może rozwiązać wszelkie problemy ekonomiczne. Cięcia w podatkach
nie zlikwidują niedomagań sektora finansowego. To z kolei oznacza, że zagrożone są również inwestycje. Obniżenie podatków to rozsądne rozwiązanie, gdy trzeba likwidować szkody
towarzyszące załamaniu rynku finansowego, ale nie zlikwiduje ich przyczyn. Istota problemu leży w fiasku systemu kredytów hipotecznych, w załamaniu na amerykańskim rynku nieruchomości.
Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to zbyt optymistycznie, ale przede wszystkim należy pamiętać, że czas leczy wszelkie rany - również te gospodarcze. Jeśli damy mu trochę czasu, sektor
finansowy na pewno się pozbiera. Wiele naszych wątpliwości rozwieje z pewnością przedstawienie rocznego bilansu przez największe banki. Także rynek nieruchomości z pewnością wróci do
równowagi. Ceny będą wprawdzie znacznie niższe, ale będziemy mieli wreszcie dobrze funkcjonujący rynek, na którym można sprzedać mieszkanie. Moim zdaniem należy się spodziewać
poprawy.
Ta gwałtowna reakcja na giełdach była niezwykle szokująca. Bo nie chodziło tylko o spadek popytu, który obniży aktywność gospodarczą, a co za tym idzie - wysokość produktu krajowego
brutto Stanów Zjednoczonych. To był o wiele bardziej złożony problem. Istnieje przecież bezpośredni związek między kłopotami z kredytami hipotecznymi w Stanach a sytuacją na rynkach
kredytowych w innych częściach świata.
Edmund S. Phelps, amerykański ekonomista, laureat Nagrody Nobla w 2006 r. za badanie polityki makroekonomicznej