Dziennik Gazeta Prawana logo

Nagły koniec dopłat do przydomowych wiatraków. Branża OZE w szoku

5 lutego 2026, 06:35
[aktualizacja 5 lutego 2026, 06:33]
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
turbina wiatrowa, fotowoltaika, oze
Nagły koniec dopłat do przydomowych wiatraków. Branża OZE w szoku/Shutterstock
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej podjął decyzję o drastycznym skróceniu programu "Moja Elektrownia Wiatrowa". Zamiast planowanego 2028 roku, wnioski można składać tylko do 28 lutego 2026 r. Przedsiębiorcy i instalatorzy alarmują: to uderzenie w rodzący się rynek, które promuje "fuszki" zamiast rzetelnych instalacji.

Program ruszył w czerwcu 2024 roku i miał wspierać właścicieli domów w budowie małych turbin wiatrowych oraz magazynów energii. Pierwotnie planowano jego działanie aż do 2028 roku. Urzędnicy zmienili jednak zdanie. Powodem decyzji jest niskie wykorzystanie środków. Do tej pory wpłynęło 3031 wniosków o wartości ponad 95 mln zł, co stanowi zaledwie 20 proc. pierwotnego budżetu wynoszącego 400 mln zł. W efekcie NFOŚiGW skrócił nabór do 28 lutego 2026 r., zmniejszył dostępną pulę środków do 150 mln zł, zapowiedział przekierowanie niewykorzystanych pieniędzy na inne cele z Funduszu Modernizacyjnego.

Branża protestuje: To fizycznie niemożliwe

Przedstawiciele branży OZE, w tym firma WNES P.S.A., wystosowali apel do rządu. Wskazują, że budowa przydomowego wiatraka to nie to samo, co montaż paneli słonecznych. Proces ten wymaga analizy wietrzności i pomiarów, uzyskania Warunków Zabudowy i pozwolenia na budowę (przy masztach wolnostojących), procedur administracyjnych, które w polskich urzędach trwają średnio 3-4 miesiące. Wyznaczenie terminu na koniec lutego oznacza, że nowi inwestorzy nie mają szans na legalne sfinalizowanie projektów. Dodatkowo zimowa pogoda uniemożliwia rzetelne prace budowlane przy fundamentach masztów.

Obawy branży

Największe obawy budzi fakt, że nagłe zamknięcie naboru promuje podmioty oferujące wątpliwej jakości rozwiązania. Branża ostrzega przed turbinami montowanymi "błyskawicznie" na dachach bez odpowiednich pozwoleń i analiz konstrukcyjnych. Takie instalacje często mają zerową wydajność i służą jedynie wyłudzeniu dotacji, co psuje reputację całej technologii wiatrowej w Polsce. Rzetelne firmy, które zainwestowały w magazyny, polskie sterowniki i sprzęt, zostają teraz z towarem, którego nie zdążą zainstalować klientom przed końcem programu.

Ile można było dostać z programu?

Osoby, które zdążą złożyć wniosek do końca lutego, wciąż mogą liczyć na dofinansowanie (do 50 proc. kosztów). Dotacja może wynieść do 30 tys. zł na mikroinstalację wiatrową (moc 1 kW – 20 kW) i do 17 tys. zł na magazyn energii (pojemność min. 2 kWh). Łącznie nawet 47 tys. zł wsparcia na domową siłownię.

Apel o ratunek dla rozpoczętych inwestycji

Producenci i instalatorzy apelują do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o przywrócenie pierwotnych terminów lub wprowadzenie przynajmniej półrocznego okresu przejściowego. Ich zdaniem nagła zmiana zasad w trakcie trwania "gry" podważa zaufanie obywateli do państwa i zagraża miejscom pracy w sektorze, który miał być przyszłością polskiej energetyki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj