Od 3 października 2019 r. część adwokatów i radców prawnych stara się ugruntować przekonanie, że w sporach sądowych między bankami a kredytobiorcami frankowymi wszelkie argumenty przemawiają na korzyść tych drugich. Sprawy są zdecydowanie bardziej skomplikowane.

Reklama

Dyskusja nad znaczeniem i skutkami wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w głośnej sprawie państwa Dziubaków (C-260/18) została w polskiej przestrzeni medialnej zdominowana przez kancelarie prawne reprezentujące frankowiczów. Emocje i nadzieje podsycane przez kancelarie padają na podatny grunt. Liczba pozwów sądowych dotyczących umów indeksowanych i denominowanych do franka wzrosła lawinowo – podobnie jak przychody prawników. Właścicielka jednej z kancelarii „frankowych” pochwaliła się, że w porównaniu do roku 2015 liczba prowadzonych przez nią spraw wzrosła o… ponad 1000 (słownie: tysiąc) procent (zob. Tygodnik Polityka nr 6/2020).

Wielomiesięczna ofensywa medialna prawników reprezentujących „frankowiczów” przybiera często formę kryptoreklamy i omijania branżowych kodeksów (na co słusznie zwrócił uwagę UOKiK). Przede wszystkim jednak ich jednostronna narracja ugruntowała szereg mitów wokół orzeczenia TSUE oraz wyroku warszawskiego sądu okręgowego w sprawie państwa Dziubaków.

Niniejsza publikacja powstała jako głos równoważący stronniczą narrację kancelarii „frankowych”. Koniecznym wydaje się bowiem zwrócenie uwagi na drugą stronę medalu – a więc pomijane zazwyczaj aspekty i konsekwencje decyzji podejmowanych przez kredytobiorców. Panuje co do tego zgoda nie tylko wśród pełnomocników banków, ale również uznanych ekspertów i przedstawicieli świata akademickiego, profesorów prawa i ekonomii, których opinie znajdą państwo na kolejnych stronach.

Czarno-biały obraz świata malowany przez część prawników wymaga rozsądnej korekty, a mity – sprostowania. Dla dobra kredytobiorców i przyszłości rynku finansowego, ale także w trosce o praworządność i sprawiedliwość.

Publikacja ma charakter merytoryczny. Nie jest jej celem straszenie frankowiczów, ale rzetelne wyjaśnienie punktu widzenia drugiej strony i stojących za nim przesłanek prawnych.

MIT 1: wyrok TSUE nakazał unieważnianie umów frankowych

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-260/18 okazał się o wiele mniej jednoznaczny niż poprzedzająca go opinia Rzecznika Generalnego. Trybunał wcale nie określił, w jaki sposób powinny orzekać polskie sądy. Nie dał nawet wskazówek co do optymalnych rozwiązań. Owszem, w niektórych konkretnych przypadkach pozwolił na unieważnienie umowy, ale tylko jeśli sąd uprzednio stwierdził abuzywne (nieuczciwe) klauzule. Co ważne, TSUE dopuścił jednocześnie inną drogę do zakończenia sporu między kredytobiorcą a bankiem, a więc zastosowanie tzw. przepisów dyspozytywnych (tj. takich, którymi „zastępuje” się klauzule uznane za abuzywne). A takie rozwiązania istnieją i były już przez polskie sądy stosowane. Jest to chociażby zastosowanie średniego kursu NBP lub po prostu utrzymanie umowy w mocy, ponieważ jej unieważnienie byłoby niekorzystne dla kredytobiorcy.

MIT 2: wyrok TSUE zaaprobował przewalutowanie z zachowaniem LIBOR-u

Orzeczenie TSUE wprost mówi, że przewalutowanie kredytów frankowych na polskie złote z zachowaniem preferencyjnej stawki oprocentowania LIBOR dla franka szwajcarskiego może nie być możliwe na gruncie polskiego prawa. A to dlatego, że stanowiłoby ono zmianę charakteru głównego przedmiotu umowy. TSUE przypomniał tym samym oczywistość (zupełnie pomijaną przez pełnomocników frankowiczów, że istotą umowy kredytu waloryzowanego do kursu waluty obcej jest uzyskanie przez konsumenta korzyści w postaci niższego oprocentowania w zamian za ryzyko kursowe. Innymi słowy, kredyt indeksowany nie może istnieć bez ryzyka kursowego.

Zupełnie odrębną kwestią jest fakt, że przekształcenie przez sąd kredytu frankowego w kredyt złotowy oprocentowany według stawki LIBOR byłoby złamaniem obowiązującego w Polsce unijnego Rozporządzenia BMR (wskaźniki referencyjne). Stanowi ono, że stopa procentowa jest nierozerwalnie związana z walutą, do której została przypisana. Oznacza to, że sąd – gdyby wydał prawomocny wyrok nakazujący przewalutowanie kredytu na złote z zachowaniem LIBOR – paradoksalnie zmusiłby bank do złamania prawa.

MIT 3: bankom nie przysługuje roszczenie za udostępnienie kapitału

Unieważnienie umowy kredytowej prowadzi do sytuacji, w której strony powinny zwrócić sobie nienależne świadczenia. Bank otrzymał od klienta odsetki – a co otrzymał klient od banku? Otóż nie tylko określoną sumę pieniędzy (kwotę kapitału), ale też możliwość korzystania z tych środków przez określony czas. Taka usługa ma swoją rynkową cenę, podobnie jak i sam pieniądz. Zdaniem wybitnego cywilisty, prof. Michała Romanowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, korzystanie przez klienta z cudzego kapitału jest dla banku zubożeniem, a dla klienta – bezpodstawnym wzbogaceniem. Także Sąd Najwyższy w uzasadnieniu wyroku z 11 grudnia 2019 r. (V CSK 382/18) stwierdził, że prawo unijne i wyrok TSUE nie wykluczają możliwości występowania przez banki z roszczeniami o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału po unieważnieniu umowy. Do tej pory już kilka banków wystąpiło do klientów z takimi roszczeniami.

MIT 4: unieważnienie umowy kończy spór z bankiem

Reklama

Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie dotyczący państwa Dziubaków – a więc w sprawie, której dotyczyło orzeczenie TSUE – pokazał, że unieważnienie umowy jest dla kredytobiorców wstępem do dalszych, skomplikowanych sporów sądowych. Pomijając zapowiedzianą już przez bank rozprawę apelacyjną (wyrok zapadł w I instancji), państwa Dziubaków czekają dwie kolejne sprawy. Pierwsza będzie dotyczyć dokładnego rozliczenia wzajemnych roszczeń, zgodnie z tzw. teorią salda. Sąd nie zastosował bowiem pożądanej przez prawników „frankowych” teorii dwóch kondykcji. Druga sprawa będzie dotyczyć wspomnianego wyżej roszczenia banku o zwrot korzyści wynikającej z wieloletniego korzystania z kapitału. Kredytobiorców czeka więc co najmniej kilka kolejnych lat procesów sądowych, a co za tym idzie – konieczność poniesienia kosztów pełnomocników procesowych.

MIT 5: abuzywność klauzul indeksacyjnych to kwestia bezdyskusyjna

Należy pamiętać, że wyrok TSUE ws. Dziubak odpowiada na pytanie, co dalej W NASTĘPSTWIE uznania klauzul przeliczeniowych (w tym przypadku indeksacyjnych) za abuzywne. Trybunał w ogóle nie rozstrzygał samej kwestii abuzywności. Decyzja należy każdorazowo do sądu. A polskie orzecznictwo jest wciąż niejednoznaczne. Kredytobiorcy rozważający pozwanie banku powinni mieć świadomość, że w wielu przypadkach sądy nie uznały mechanizmów waloryzacyjnych za niedozwolone i odrzucały roszczenia kredytobiorców, przyznając jednocześnie rację bankom. Stało się tak choćby w przypadku jednej z czołowych postaci… stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu”, które wiedzie prym w publicznych oskarżeniach pod adresem sektora bankowego. Sąd uznał w jej przypadku, że klauzula przeliczająca wartość kredytu denominowanego nie była abuzywna oraz że umowa frankowa nie była sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

MIT 6: spory sądowe frankowiczów nie mają wpływu na innych kredytobiorców

Jak zauważa ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej prof. Włodzimierz Szpringer, kredytobiorcy złotowi, którzy zdecydowali się w okresie „boomu frankowego” na kredyt w rodzimej walucie, ponoszą od samego początku znacznie wyższe koszty zadłużenia niż frankowicze. Suma rat zapłaconych dotychczas z tytułu kredytu we frankach jest w wielu przypadkach nadal niższa, niż gdyby kredytu udzielono w złotych. Dodatkowo, w sytuacji gdy dochodzi do „odfrankowienia” (złoty + LIBOR), kredyt taki – ze względu na aktualnie ujemną wartość stopy LIBOR dla franka – stałby się kredytem niemalże darmowym. Stanowi to nie tylko jawną dyskryminację kredytobiorców złotowych, ale też stwarza ryzyko kolejnej fali roszczeń, powstałej na skutek całkowicie zrozumiałej frustracji złotowiczów. To z kolei mogłoby ostatecznie doprowadzić do zachwiania sektora bankowego, którego skutki odczuliby wszyscy konsumenci i cała krajowa gospodarka.

_________________________________________________________________________

Na jakie wydatki należy się przygotować

Od podjęcia decyzji o pójściu do sądu przeciwko bankowi do zakończenia sprawy minie wiele miesięcy. Należy się liczyć z uczestnictwem w więcej niż jednej sprawie (wygrana z bankiem doprowadzi zapewne do powództwa ze strony banku o „wynagrodzenie za korzystanie z kapitału”). Każda z nich będzie mieć kilka etapów. To nie tylko pierwsza instancja i ewentualna apelacja. W grę wchodzi również kasacja do Sądu Najwyższego, a – jak pokazują przykłady z ostatnich miesięcy – także wnioski do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu (takich przypadków nie powinno być jednak wiele). Choć klient banku ma szanse na wygraną, to za działania swoich prawników będzie musiał zapłacić. Prócz opłat sądowych podstawowe wydatki to:

- analiza sprawy

- przygotowanie pozwu

- uczestnictwo w rozprawach

- sporządzanie pism procesowych

- „opłata za sukces”.

Tylko ta ostatnia może być kwotą idącą w dziesiątki tysięcy złotych. Pozostałe są mniejsze, ale – w zależności od długości trwania sprawy, stopnia jej skomplikowania – również mogą się złożyć na znaczące kwoty. W przypadku wygranej można liczyć na zasądzenie ich od drugiej strony. Ale pewności co do wygranej nie ma.

_________________________________________________________________________

Materiały prasowe

PARTNER

Czytaj także pozostałe artykuły z dodatku: