Warszawski indeks WIG20 na otwarciu stracił ponad 2 proc., ale po godz. 9 był już na plusie. Najważniejsze europejskie giełdy: w Londynie, Frankfurcie i Paryżu rozpoczęły sesje od przekraczających 1 proc. spadków. Potem straty odrabiały - frankfurcki indeks DAX i paryski CAC40, przed południem były ponad 2 proc. na plusie, lekko na plusie był też londyński FTSE 100.

Złoty w poniedziałek początkowo stracił do głównych walut: euro, dolara i franka szwajcarskiego po 5-7 groszy. Potem jednak polska waluta stopniowo odrabiała straty, ale kurs franka utrzymywał się powyżej 3,60 zł, euro - powyżej 4,40, a dolara - do którego złoty stracił początkowo najwięcej - w okolicach 3,28 zł.

Analitycy są zgodni: w centrum uwagi rynków znów jest Grecja i niejasność co do wypłaty kolejnej transzy pomocy dla tego kraju, oceniają też, że piątkowa interwencja na rynku walutowym nie zmieni trendu notowań złotego, które będą zależeć od wydarzeń o charakterze globalnym.

W krótkim i średnim okresie notowania złotego jak i innych walut segmentu zależeć będą od tego, czy kryzys pogłębi się i bez cienia wątpliwości to wydarzenia w Europie zdecydują o rozwoju sytuacji na rynkach finansowych - uważa główny ekonomista domu maklerskiego XTB Brokers Przemysław Kwiecień.

W jego ocenie, należy spodziewać się rekomendacji ws. wypłacenia kolejnej transzy pomocy dla Grecji, ale nie rozwiązuje to problemu. Rynek musi nabrać wiary w wypłacalność wszystkich krajów strefy i tylko to może uzdrowić sytuację. Potrzebne są zatem decyzje ws. redukcji greckiego długu (do niedawna był to niemal temat tabu) i szybkie powołanie mechanizmów ratunkowych dla całej strefy - ocenił Kwiecień.

Emil Szweda z Noble Securities ocenia, że problem sprowadza się do obmyślenia takiego wariantu upadłości Grecji, który nie pociągnie za sobą innych krajów. Nawet przeciętne umiejętności matematyczne pozwalają stwierdzić, że Grecja musi zbankrutować, chyba że będzie bez końca dotowana nowymi kredytami, ale kiedyś cierpliwość kredytodawców, czyli podatników z innych krajów musi się wyczerpać. Wygląda na to, że nie wchodzi w grę prosta redukcja długów i wpisanie strat w bilanse europejskich banków, chodzi też o nauczkę dla pozostałych rządów - musi to być rozwiązanie i bolesne i spektakularne zarazem, kosztujące nie tylko wymierne kwoty, ale także utratę władzy - uważa Szweda.

O kierunku zmian kursu naszej waluty na dłuższą metę przesądzą wydarzenia na globalnym rynku. Uważamy, że NBP nie będzie w stanie zmienić kierunku trendu kursu złotego. Jeśli na świecie będzie kontynuowany wzrost awersji do ryzyka w obawie o perspektywy globalnego wzrostu oraz restrukturyzację greckiego zadłużenia, to presja na osłabienie złotego powróci. Przy interwencjach NBP marsz w górę kursu euro powinien być jednak wolniejszy niż dotychczas - oceniają analitycy Raiffeisen Bank Polska.

Polska waluta znajdować się będzie pod wpływem nastrojów na rynkach światowych. A tam niezmiennie przeważa negatywny sentyment w związku z narastającymi i jak do tej pory nierozwiązanymi problemami zadłużeniowymi w Europie - uważają z kolei analitycy domu maklerskiego TMS Brokers.

Według analityka domu maklerskiego Banku Ochrony Środowiska Marka Rogalskiego, inwestorzy boją się, że skłócona Europa nie będzie w stanie przedstawić skutecznych rozwiązań. Jeżeli sytuacja na rynkach światowych się poprawi - a takie szanse są - to perspektywa spadku w kolejnych dniach złotego do poziomu 4,30 za euro wcale nie jest tak odległa, a jeżeli kurs EUR/USD w najbliższych dniach pójdzie wyraźnie w górę, to i dolar ma duże szanse na spadek wyraźnie poniżej 3,20 zł - ocenił Rogalski.