Od diesla do prądu w 10 lat
Historia marki Knegt była krótka, ale intensywna. Firma zadebiutowała na rynku stosunkowo niedawno. Swój pierwszy ciągnik zaprezentowała szerokiej publiczności w 2015 roku. Choć zaczynali od klasycznych rozwiązań, szybko obrali kurs na innowacyjność, stawiając niemal wszystko na jedną kartę: elektromobilność.
W 2020 roku opracowano pierwszy w pełni elektryczny model. Producent dumnie ogłaszał wówczas swoją misję:
"Przez lata budowaliśmy niezawodne ciągniki z silnikiem Diesla, ale zauważyliśmy rosnące zapotrzebowanie na czystszą i bardziej zrównoważoną alternatywę. To zainspirowało nas do stworzenia naszego pierwszego ciągnika elektrycznego - maszyny, która dorównuje osiągami dieslom, nie emitując przy tym żadnych spalin".
Oferta skrojona pod "zielone" sektory
Knegt wyspecjalizował się w maszynach przeznaczonych głównie do pielęgnacji terenów zielonych, prac komunalnych oraz obsługi stadnin. W ostatnim czasie oferta producenta była podzielona po równo między tradycję a nowoczesność:
- 3 modele spalinowe: o mocy od 25 do 50 KM.
- 3 modele elektryczne: o mocy od 45 do 65 KM.
Firma promowała się hasłem: "Razem sprawimy, że elektryczność stanie się normą". Wyższe parametry mocy w modelach elektrycznych miały być dowodem na to, że technologia bateryjna jest już gotowa, by w pełni zastąpić silniki wysokoprężne w pracach pomocniczych.
Rynek zweryfikował optymizm
Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej łaskawa. Mimo mody na ekologię i nacisków na redukcję emisji w miastach, popyt na elektryczne traktory nie spełnił oczekiwań. Jak informuje branżowy serwis Mechaman, to właśnie słabe wyniki sprzedażowe maszyn elektrycznych stały się bezpośrednim gwoździem do trumny holenderskiego przedsiębiorstwa. Wysokie koszty rozwoju nowych technologii w połączeniu z brakiem masowego odbiorcy doprowadziły do kryzysu finansowego, którego finałem jest ogłoszona właśnie upadłość.
Źródło: wrp.pl