W końcu ubiegłego roku na wsi zarejestrowanych było 955 tys. bezrobotnych. To o prawie 16 tys. więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku – wynika z danych resortu pracy. Ta statystyka nie pokazuje jednak w pełni rzeczywistej skali bezrobocia na wsi. Nie obejmuje bowiem osób zbędnych w gospodarstwach chłopskich. A jest ich bardzo dużo. – Szacuję, że rolnictwo ukrywa około 550 tys. osób praktycznie bezrobotnych – mówi dr Bożena Karwat-Woźniak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Dodaje, że ich liczba jest nawet o 20 proc. większa, jeśli uwzględni się biernych zawodowo, to znaczy osoby, które nie pracują i nie poszukują pracy, między innymi dlatego że zniechęciły się bezskutecznością starań o płatne zajęcie albo takich starań nie podejmowały, bo doszły do wniosku, że nie mają szans na zatrudnienie.

Za dużo małych

Tak duża liczba zbędnych rąk do pracy w gospodarstwach chłopskich to przede wszystkim efekt rozdrobnienia polskiego rolnictwa. Średnia powierzchnia gruntów rolnych wynosi w nich tylko 10,42 ha – wynika z danych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W tym w woj. małopolskim zaledwie 3,92 ha, podkarpackim 4,6 ha, świętokrzyskim – 5,5 ha, lubelskim 7,5 ha i łódzkim – 7,6 ha. W sumie, jak podaje GUS, aż 287 tys. gospodarstw, czyli 20 proc., ma powierzchnię zaledwie 1–2 ha, a 32 proc., czyli 472 tys., ma powierzchnię 2–5 ha. To łącznie ponad połowa spośród 1,5 mln gospodarstw.

Winna mechanizacja

Nie dość, że gospodarstwa są małe, to jeszcze pracy jest w nich coraz mniej, przede wszystkim z powodu mechanizacji. Oprócz tego polikwidowano wiele hodowli zwierząt, gdyż nie mogły sprostać wymaganiom sanitarnym narzuconym przez Unię Europejską. Rolnicy zajmują się więc przede wszystkim uprawą roślin, która nie jest tak czasochłonna. Ci zaś, którzy nie mają zajęcia, w większości nie mogą się zarejestrować w urzędach pracy jako osoby bezrobotne, nawet wtedy jeśli pracowali dodatkowo na etacie poza rolnictwem – zgodnie z ustawą o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy bezrobotnym może być ta osoba, która nie jest właścicielem lub posiadaczem nieruchomości rolnej o powierzchni użytków rolnych przekraczających 2 ha przeliczeniowe (w 2012 r. hektar przeliczeniowy dawał roczny dochód w wysokości ponad 2431 zł). W efekcie w końcu ubiegłego roku w pośredniakach zarejestrowanych było tylko 56 tys. osób posiadających gospodarstwo rolne. To zaledwie 5,9 proc. bezrobotnych zamieszkałych na wsi.

Pozostali nie mogą znaleźć zajęcia, ponieważ powstaje tam mało firm. – To mało opłacalne z powodu m.in. niskiego popytu na towary i usługi, gdyż dochody mieszkańców wsi są często niskie – twierdzi dr Mirosław Drygas, dyrektor Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. Średnie i duże inwestycje omijają często wieś także ze względu na zły stan infrastruktury drogowej i biznesowej. To sprawia, że na tym rynku pracy jest gorzej niż w miastach, bo choć na wsi żyje 39 proc. Polaków, to wśród bezrobotnych jest ich ponad 44 proc.

Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego. – Wszędzie na świecie, z pewnymi wyjątkami, bezrobocie na wsi jest większe niż w mieście – twierdzi dr Drygas.