Katarzyna, 26 lat, ukończyła kulturoznawstwo i pedagogikę, wcześniej pracowała w wolontariacie i na stażach, głównie w fundacjach
Do jednego z warszawskich urzędów pracy zgłosiła się kilka tygodni temu. Przyszła do niego osobiście, choć wcześniej próbowała zarejestrować się przez Internet. Po kilku próbach i blisko godzinie wpisywania w komputer kolejnych danych, poddała się.
Zatrudnionej w urzędzie kobiecie, niewiele starszej od Katarzyny, zajęło to nie więcej niż 10 minut. Rubryki dotyczące przebytych kursów i szkoleń, które były najbardziej problematyczne, zostawiła puste.
wspomina Katarzyna. Ale skarży się także na obowiązkowe rozmowy z pośrednikiem pracy - spotkanie trwało 10 minut i ograniczyło się do informacji, że wszystkie oferty publikowane są na stronie - i próby dostania się do doradcy zawodowego - musiałaby na nie czekać aż dwa miesiące. Tymczasem w znajdującym się piętro wyżej wojewódzkim urzędzie pracy kolejki do doradcy zawodowego w ogóle nie ma.
opowiada. - dodaje.
Bezrobotni mogą uczestniczyć w kilkunastu różnych szkoleniach - dostanie się na nie jest trudne, a liczba miejsc - ograniczona. Wśród warsztatów są nie tylko te z pisania CV, ale także radzenia sobie ze stresem, asertywności, publicznych wystąpień czy np. szukania swoich mocnych stron. Te ostatnie organizowane pod hasłem "Wyspa skarbów". Z reguły trwają dwa dni, po 6 godzin. Mimo oferty kursów, Katarzyna pracę miejskiego stołecznego urzędu pracy ocenia źle.
- kwituje.
***
Anna, 30 lat, były dyrektor ds. sprzedaży w jednym z banków, po studiach ekonomicznych, zwolniona z powodu redukcji etatów, pracę straciła w grudniu
Do urzędu pracy zgłosiła się w połowie stycznia. Był poniedziałek, a poczekalnia ledwo mieściła wszystkich bezrobotnych. Tych zawsze jest najwięcej na początku tygodnia, choć prawdziwe tłumy przychodzą z początkiem każdego miesiąca, kiedy mają miejsce zwolnienia grupowe. W salce, która przystosowana jest dla dziesięciu osób, było ich około 50. Na swoją kolej czekała kilka godzin.
opowiada Anna, prosi o niepodawanie imienia i nazwiska. W kolejnych tygodniach nikt się z nią nie skontaktował, nie licząc jednego listu.
nie kryje zaskoczenia. Postawiła na firmę szkoleniową dla przedstawicieli średnich firm. Nazwa jeszcze powstaje, ale pierwsi klienci już zgłosili chęć uczestnictwa z kursach.
- mówi. Do spotkania z pośrednikiem pracy w ogóle nie doszło. - kwituje.
***
Paweł, 43 lata, pracownik budowlany, 17 lat pracy
mówi Paweł. Poprzednich pracodawców zawsze znajdował sam - bez pośrednictwa urzędu pracy.
Inni bezrobotni - pracownicy fizyczni - z którymi rozmawiam, przekonują, że nawet jak oferta z urzędu jest, to z reguły jej nie przyjmują.
przekonuje Jacek, 34 lata (nazwisko do wiadomości redakcji). Telefony po kilku tygodniach przestaje odbierać - nie udaje mi się ponownie z nim skontaktować. Podobnie Paweł. A kiedy ostatecznie się do niego dodzwaniam, dalsze pytania ucina: -