Rząd zaproponował pakt dla pracy. Poseł Szejnfeld chce dołożyć swoje propozycje, chciałbym je poznać bliżej – powiedział minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz w TVN 24. Ludowcy chcą dodać także własne postulaty, m.in. pakiet "Pierwszy pracownik". To propozycja ulg dla firm jednoosobowych, które zdecydują się na zatrudnienie pracownika. Jak zapowiada minister pracy, łącznie ze wszystkich pomysłów ma powstać jeden projekt, który przejdzie przez Sejm. Koalicji zależy na wdrożeniu rozwiązań zmniejszających bezrobocie także z tego powodu, że może się to przełożyć na wzrosty w sondażach.

>>>Bezrobotni znikną, bo założą firmy? Zobacz, co wymyślił rząd

Wczoraj projekt Szejnfelda na konferencji prasowej lansowała PO. Zapadła decyzja, że zostanie zgłoszony jako projekt klubowy, prawdopodobnie już w przyszłym tygodniu. – Te pomysły powinny wzmocnić bodźce do zakładania własnych przedsiębiorstw. Taki ulgowy okres daje szanse na rozwinięcie skrzydeł – mówi główny ekonomista Plus-Banku (dawniej Invest) Wiktor Wojciechowski.

Projekt przewiduje, że przez pół roku osoba zakładająca firmę nie będzie musiała płacić składek emerytalnych i zdrowotnych, a potem przez dwa lata składki będą niższe niż obecne preferencyjne płacone przy pierwszym założeniu firmy. Obecnie składkę nalicza się od 30 proc. minimalnego wynagrodzenia, a projekt postuluje 20 proc. Ulgi w składkach mają być uzupełnione o podatkowe, bo projekt ma zliberalizować zasady przyznawania kredytu podatkowego, tak by jego wzięcie było łatwiejsze. Można też będzie z niego korzystać nie rok jak teraz, ale dwa lata. Następnie kredytowane zobowiązania podatkowe mają być spłacane w ciągu pięciu lat.

Propozycje Szejnfelda mogą się okazać bardzo popularne. Obecnie według resortu pracy 280 tys. firm płaci ubezpieczenia na zasadach preferencyjnych, to 19 proc. osób prowadzących działalność gospodarczą.

Obawy zgłasza Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Jego zdaniem przedsiębiorcy korzystający z pakietu startowego mogą stanowić mocną konkurencję dla istniejących firm, które płacą pełne zobowiązania. Adam Szejnfeld uważa jednak, że nie powinno tak być – ulgi są adresowane do firm, które dopiero chcą się osadzić na rynku i ruszają z działalnością. Nie powinny być więc dużą konkurencją dla firm, które już działają, mają klientów i kontakty.

Praktycy biznesu o propozycjach Szejnfelda. Więcej na www.dziennik.pl