Jak jednolity podatek wpłynie na system ubezpieczeń?

Co wiemy: Wprowadzenie jednolitego podatku nie zmieni obecnych zasad odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne (przynajmniej takie jest założenie). Czyli np. nadal 19,52 proc naszego wynagrodzenia ma być przekazywane na konto i subkonto emerytalne i ewentualnie do OFE. Podobnie ma być z innymi składkami, które są dziś odprowadzane od wynagrodzenia z części pracownika i pracodawcy, tj rentową chorobową czy wypadkową. Składka emerytalna i rentowa osób o wysokich dochodach trafi do ZUS do poziomu tzw. trzydziestokrotności, to co zapłacą powyżej nie podwyższy im emerytur.

Wątpliwości: Na wprowadzeniu jednolitej daniny mają zyskać osoby o najniższych wynagrodzeniach. Ma się to odbyć przez zmniejszenie klina podatkowego czyli łącznych procentowych obciążeń podatkami i składkami ich płacy a to oznacza, że zapewne nie będą płacić części składek. Pytanie czy zapłaci je za te osoby budżet czy będą miały np. okrojone uprawnienia do pewnych świadczeń.

Ile wyniesie podatek?

Co wiemy: Najwyższe obciążenie nową jednolitą daniną ma być zbliżone do dzisiejszego łącznego obciążenia podatkiem PIT i daninami (obecnie wynosi około 43 proc). W praktyce ma wynieść ok. 40 proc. Z kolei na drugim końcu skali, obciążenia mają być niższe niż dziś w przypadku zatrudnienia na etat (czyli będą wynosiły kilka lub kilkanaście procent). Wiadomo także, że w przypadku przedsiębiorców maksymalne obciążania maja być niższe niż w przypadku reszty podatników.

Wątpliwości: Nie są znane dokładne stawki podatku, nie tylko minimalna i maksymalna, ale także pośrednie i związane z nimi progi. Nowa danina ma mieć kilka progów podatkowych. Mowa o 5-7 progach. Ma być ich więcej wśród podatników o niższych dochodach tak, by progresja czyli zwiększanie obciążeń w tej grupie przebiegała łagodnie i podatek rósł stopniowo.

Jaki będzie los ulg i odliczeń?

Co wiemy: W tej chwili prowadzone są prace nad wariantami podatku z zachowaniem obecnych ulg na dzieci oraz wspólnego rozliczenia małżonków i scenariusz bez nich. Na pewno zniknie trzydziestokrotność. Czyli faktyczna ulga powodująca, że po przekroczeniu zarobków w wysokości trzydziestu przeciętnych pensji, podatnik przestaje płacić składkę emerytalną i rentową. W praktyce oznacza to dla tych osób wzrost obciążeń podatkowych o ponad 10 proc.

Wątpliwości: Pozbycie się tak daleko idących preferencji, z których korzystają miliony podatników - mogą przesądzić o poparciu dla planu Beaty Szydło. Decyzja w tej sprawie zapadnie na szczeblu politycznym.

Kto będzie pobierał nową daninę?

Co wiemy: Dziś podatek dochodowy PIT pobierają Urzędy Skarbowe natomiast składki na ubezpieczenia społeczne ZUS. Wprowadzenie jednolitej daniny pociągnie za sobą konieczność ujednolicenia poboru. Za ZUS-em przemawia rozbudowana struktura oraz zinformatyzowanie tej instytucji. Resort finansów z kolei i podległe mu urzędy nie są tak dobrze zinformatyzowane, ale za to pobór podatku to tradycyjna rola "skarbówki".

Wątpliwości: Decyzja o tym komu powierzyć pobór podatku będzie decyzją polityczną. Już teraz zaczyna się zakulisowa konkurencja między ZUS a resortem finansów, o to kto będzie pełnił tę rolę. Obie strony zbierają atuty do biurokratycznej rozgrywki w tej sprawie. Możliwe są dwa model, albo pobór i jego kontrolę bierze na siebie resort finansów urzędy skarbowe. Lub ZUS staje się poborcą a podlegle służby zwalczają nadużycia czy ucieczkę przed płaceniem jednolitej daniny.

Jak nowy system odpowie na problem śmieciówek?

Co wiemy: Podatek jednolity obejmie wszystkie rodzaje dochodów z pracy, bez względu na formę prawną zawieranych umów. To oznacza, że jeśli ktoś dziś jest zatrudniony na umowie o dzieło lub umowie zlecenie będzie traktowany tak samo, jak etatowiec. W ten sposób rząd przy okazji chce rozwiązać problem śmieciówek – zrównanie ich w kosztach pracy z zatrudnieniem etatowym ma spowodować, że pracodawcom przestanie się kalkulować wypychanie pracowników na tzw. umowy śmieciowe, bo koszty będą porównywalne.

Wątpliwości: Tzw. ozusowanie umów o dzieło i umów zlecenie – bo do tego sprowadza się wprowadzenie podatku jednolitego od tychże – może mieć poważne konsekwencje dla wielkości zarobków osób, które dziś są na takich umowach zatrudnione. Pracodawcy raczej niechętnie będą brali na siebie dodatkowy koszt. Podatek jednolity od tzw. umów śmieciowych w wielu przypadkach może spowodować wzrost obciążeń pracowników.

Czy zwiększy ściągalność podatków?

Co wiemy: Podatek jednolity ma być neutralny budżetowo. To znaczy, że wpływy z poszczególnych jego elementów mają być zbliżone do obecnych. Jeśli rocznie z PIT państwo uzyskuje 83 mld zł (licząc z tym, co otrzymują samorządy) to nadal ma tyle otrzymywać. Fundusze, które dziś są zasilane wpływami ze składek, też mają na tym nie stracić – skoro np. roczny dochód Funduszu Pracy ze składek w 2017 r. ma wynosić około 10,4 mld zł to nie powinno się to zmienić. To tzw. funduszowanie podatku jednolitego – czyli przypisane jego "kawałków" do poszczególnych "szuflad" w budżecie.

Wątpliwości: Wprowadzenie nowej daniny ma jednak wypełniać kilka celów, które w efekcie mogą mieć pośredni wpływ na budżetowe dochody. Przede wszystkim ma zmniejszyć tzw. klin podatkowy dla najmniej zarabiających podatników. Skoro bilans ma wyjść na zero na obniżkę tego klina będą musieli się zrzucić podatnicy z drugiego bieguna skali.

Jak system wpłynie na działalność gospodarczą?

Co wiemy: Ma zniknąć podatek liniowy od jednoosobowej działalności gospodarczej w takiej formule, jak go znamy dziś. Obecnie przedsiębiorca rozliczający się według PIT może wybrać, czy płacić podatek według skali (18 i 32 proc.), czy według stawki liniowej (19 proc.). Inaczej ma być też liczona część składkowa – dziś przedsiębiorca płaci ją ryczałtem w wysokości 60 proc. składki od średniej pensji. W nowym systemie bazą do wyliczania ma być płaca minimalna.

Wątpliwości: Debata nad podatkiem jednolitym w działalności gospodarczej skupiła się na "liniowcach" – ale nadal nie wiemy, co się stanie z innymi formułami, z jakich korzystają przedsiębiorcy rozliczający się według PIT. Ci, którzy mają niewielkie przychody mogą jeszcze płacić podatki ryczałtowo i według tzw. karty podatkowej. Jeśli nowy system będzie podatkiem jednolitym bis to wrzucenie ich do progresywnej skali może oznaczać wzrost obciążeń, choć to będzie zależało od skalibrowania stawek i progów.

Jaki będzie miał wpływ na kwotę wolną od podatku?

Co wiemy: Rząd deklaruje, że nowa danina ma wypełniać jedną z głównych wyborczy obietnic prezydenta Andrzeja Dudy i Prawa i Sprawiedliwości: zwiększenia kwoty wolnej do 8 tys. zł. Podatek jednolity ma zostać tak skalibrowany, że podwyżka kwoty wolnej, która w normalnych warunkach, w obecnie obowiązującym systemie kosztowałaby około 16 mld zł (według wyliczeń Kancelarii Prezydenta), zostałaby sfinansowana przez wzrost obciążeń dla najwięcej zarabiających, głównie tych, którzy dziś korzystają z zasady trzydziestokrotności.

Wątpliwości: Z wypowiedzi ministra Henryka Kowalczyka, szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów wynika, że dochód do 8 tys. zł będzie jednak obłożony nową daniną w wysokości 19,52 proc. Odpowiada to dzisiejszej składce ubezpieczeniowej. To oznacza, że pojęcie "kwota wolna" będzie traktowane tak, jak dziś, czyli jako dochód wolny od podatku PIT. Nadal nie jest jasne, czy to zwolnienie będzie przysługiwało wszystkim podatnikom, czy jednak rząd zdecyduje się wprowadzić tzw. kwotę degresywną, czyli malejącą wraz ze wzrostem dochodu.

Jak zmiana będzie oddziaływać na podatki dochodowe "pozaproacowe" – np. podatek od najmu, od dochodów kapitałowych – gdzie zostanie zachowane status quo?

Co wiemy: Podatek jednolity przede wszystkim ma dotyczyć dochodów uzyskiwanych z pracy. Jego celem miało być ujawnienie wszystkich kosztów zatrudnienia i próba ich zmniejszenia, czyli redukcja tzw. klina podatkowego. Ale już dziś niektóre dochody, które nie wynikają z zatrudnienia, mogą być opodatkowane na zasadach ogólnych, czyli według skali – np. dochody z najmu. Niewykluczone, że nowy podatek zostanie rozszerzony również o te kategorie.

Wątpliwości: Jednak podatnicy mogą, jeśli chcą, wybrać również inną formę opodatkowania dochodów z najmu – np. ryczałt. Nie jest jasne, czy nowy system utrzyma taką możliwość. Kolejny problem to opodatkowanie dochodów z kapitału: dziś zyski ze sprzedaży akcji, obligacji, czy z dywidend opodatkowane są stawką liniową 19 proc. i nie łączą się z innymi dochodami wykazywanymi przez podatnika. Nie wiadomo, czy podatek od kapitałów utrzyma swoją odrębność wobec nowej daniny.

Kogo będzie promował nowy system? Jaką grupę społeczną i dlaczego?

Co wiemy: Rząd nie ukrywa, że przy wprowadzaniu nowego podatku chce zwiększyć tzw. progresję podatkową. Po co? Żeby system był bardziej "sprawiedliwy" czyli równo dotkliwy dla każdego podatnika. Dziś uderza przede wszystkim w tych, którzy mają dochody niskie i poniżej średniej. Przy niskiej progresji, albo przy podatku liniowym, wszyscy podatnicy płacą taki sam (lub podobny) procent swoich dochodów. Ale to wcale nie oznacza takiego samego obciążenia: dla kogoś z dochodem rzędu 4000 zł brutto oddanie państwu 30 proc. jest bardziej dotkliwe, niż dla kogoś zarabiającego 10000 zł. W pierwszym przypadku do dyspozycji podatnikowi zostanie 2800 zł, w tym drugim 7000 zł. W Polsce dziś system jest wręcz degresywny ze względu na zasadę trzydziestokrotności.

Wątpliwości: Teoretycznie podatek jednolity ma wspierać najmniej zarabiających podatników, utrzymujących się z pracy. Ale tu też jest wątpliwość. To zadziała w przypadku dochodów z pracy etatowej. Ale dziś wielu podatników zarabiających poniżej średniej pracuje na śmieciówkach i oni wcale nie muszą być beneficjentami nowego systemu. Kłopot jest też z tym, że nowy podatek jednolity prawdopodobnie nie będzie powszechny: nadal wyłączone będą z niego takie grupy zawodowe, jak rolnicy.

Czym plan Szydło różni się od propozycji zgłaszanych przez PO w kampanii?

Co wiemy: Główna idea, nad którą pracują obecnie eksperci rządowi została przedstawiona przez PO w kampanii wyborczej. Wywodzi się z pomysłu pokazanego 10 lat temu przez Pawła Wojciechowskiego. Różnice tkwią w detalach. PO proponowała wzór, który wyliczał stawkę podatku w zależności od dochodu na głowę w rodzinie. Natomiast obecna propozycja oparta jest na klasycznym modelu stawek i progów podatkowych. Propozycja Platformy nie dotyczyła także osób prowadzących działalność gospodarczą, a rząd chce je włączyć do jednolitej daniny.