W normalnym kraju powinny być stworzone rezerwy kryzysowe i materiałowe. Raport NIK z 2016 r. na temat rezerw żywnościowych pokazał, że nie mamy nic – mówi DGP Marcin Bustowski, przewodniczący Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni”.

Federacja rolna wystosowała właśnie pismo do premiera i ministra rolnictwa, apelując o ogłoszenie w Polsce stanu klęski żywiołowej. Powołują się na ustawę z 2002 r., która tak definiuje to zjawisko: „katastrofa naturalna lub awaria techniczna, której skutki zagrażają życiu lub zdrowiu dużej liczby osób, mieniu (…), środowisku (…), a pomoc i ochrona mogą być skutecznie podjęte tylko przy zastosowaniu nadzwyczajnych środków”.

W piśmie czytamy: „Pragniemy wskazać, że liczba ofiar tej klęski jest dużo większa niż liczba zgłoszonych przypadków gospodarstw dotkniętych suszą, ponieważ wielu rolników nie składa wniosków szkodowych, nie wierząc w ich skuteczność”. To wszystko zdaniem rolników spowoduje gigantyczne podwyżki cen żywności.

Ceny niektórych produktów skoczą nawet o 80 proc. Już dziś drożeją te pochodzenia zwierzęcego, ze względu na koszt produkcji pasz. Cena zbóż rośnie, a to przełoży się na ceny produktów spożywczych – tłumaczy Bustowski. ‒ Giełdowa cena pszenicy od maja do dziś wzrosła o ok. 200 zł za tonę, a to oznacza 38-proc. podwyżkę. Szacujemy, że cena bochenka chleba już niebawem sięgnie 8‒10 zł. To samo będzie z drobiem, wieprzowiną i wołowiną, która zdrożeje radykalnie, o 30‒40 proc., bijąc konsumenta po kieszeni. Pośrednicy i importerzy będą robić na tym interes, importując mięso z Ameryki Południowej, pszenicę z Ukrainy, a w tych krajach nie przestrzega się norm bezpieczeństwa żywnościowego, którym jesteśmy obwarowani przez UE w Polsce – dodaje.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi stara się studzić emocje.

Jeszcze nie wszystkie komisje powoływane przez wojewodów do szacowania strat w gospodarstwach poszkodowanych przez suszę zakończyły prace. Rząd przygotował projekt pomocy rolnikom, ale może on być uruchomiony dopiero po zakończeniu prac komisji – mówi DGP Małgorzata Książyk, dyrektor biura prasowego resortu rolnictwa. ‒ Ubieganie się o inne, znane od dawna formy pomocy związane np. z umorzeniem w całości lub w części podatku rolnego albo czynszu dzierżawnego również wymaga protokołu strat. Dlatego tak ważne było jak najszybsze powoływanie komisji – dodaje.

Rolnicy tłumaczą, że zawarli kontrakty na dostawy płodów rolnych, a z powodu suszy nie mogą się z nich wywiązać. Choć to nie ich wina, grożą im duże kary finansowe.

Skutki suszy w Niemczech, które są mniejsze niż w Polsce, oszacowano wstępnie na ok. 1,2 mld euro, czyli ok. 5 mld zł. A w Polsce, gdzie susza była bardziej dotkliwa, wstępnie mówi się o 1 mld zł. To katastrofa, zwłaszcza że mamy sygnały, że pszenicy brakuje, bo wyjeżdża ona za granicę, a to oznacza, że chleb nie tyle będzie droższy, ile po prostu może go nie być – mówi Marcin Bustowski.

Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki z PSL przypomina, że niedawno słyszeliśmy, że problem może i jest, ale z rolnictwem, a nie z żywnością. Wszystko obrodziło, jabłek będzie za dużo i grozi nam nadpodaż wołowiny, bo ze względu na brak pasz rolnicy szybciej zabiją krowy. Okazało się, że jest inaczej.

Sytuacja na wsi jest dramatyczna, a rząd przespał wszystkie możliwości, by złagodzić kryzys. Jurgiel i Ardanowski skupili się na przekazie, że będzie rada ds. koni. A tu ASF się rozprzestrzenia, ostatnio dotknęła powiat otwocki, chore dziki są na pograniczu powiatu sochaczewskiego – mówi DGP Piechociński.

Jego zdaniem problem jest głębszy, bo oskarżono samorządy, że nie radzą sobie z szacowaniem szkód. Między ministrem a rolnikami jest przepaść komunikacyjna.

W 2014 r. skala mobilizacji i zaangażowania społecznego była o wiele większa. A dziś kończy się na zapowiedziach prezesa Orlenu o zwiększonej sprzedaży soku jabłkowego. Ta władza nie rozmawia z organizacjami rolniczymi. Opowiada o narodowym holdingu spożywczym, ale to slogany, z których nic nie wynika – mówi Piechociński.