Niemcy tracą opinię bezpiecznej przystani – uważa agencja Moody’s. Amerykańscy analitycy obniżyli do negatywnej perspektywę utrzymania przez RFN najwyższej (AAA) oceny ryzyka kredytowego. Jednak zdaniem polskich ekonomistów nie będzie to miało radykalnego wpływu na perspektywy współpracy gospodarczej naszego kraju z zachodnim sąsiadem.

Moody’s obawia się, że Niemcy nie będą w stanie przeprowadzić kontrolowanego bankructwa Grecji. A także tego, że sfinansowanie nieuchronnych bailoutów dla Hiszpanii i Włoch zrujnuje budżet RFN.

Wczoraj minister finansów Wolfgang Schaeuble zarzucił analitykom Moody’s, że koncentrują się wyłącznie na krótkoterminowych zagrożeniach dla strefy euro, a nie biorą pod uwagę procesu reform strukturalnych w krajach południa Europy. Tradycyjnie pojawiły się zarzuty, że agencje grają w swoją prywatną grę, co ma niewiele wspólnego z realiami ekonomicznymi.

Polscy eksperci nie wierzą, aby w dłuższej perspektywie warunki zaciągania pożyczek na rynkach dla Niemiec istotnie się pogorszyły i aby gorsza koniunktura w Republice Federalnej miała wpływ na kondycję polskiej gospodarki.

Odebranie przez Standard & Poor’s najwyższej oceny ryzyka kredytowego (AAA) Stanom Zjednoczonym i Francji nie zapobiegło dalszemu spadkowi rentowności tych papierów. Na świecie działają potężne fundusze inwestycyjne, które muszą lokować biliony euro w bezpieczne aktywa. Niemieckie bundy takimi aktywami pozostaną. Dlatego nasi zachodni sąsiedzi nadal będą mogli tanio pożyczać na rynku – mówi DGP główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka.

Także Piotr Ciżkowicz, ekonomista Ernst & Young, uważa, że ostrzeżenie Moody’s nie będzie miało wpływu na perspektywy polskiej gospodarki. Dla Polski najważniejsza jest koniunktura gospodarcza za Odrą, a w szczególności popyt wewnętrzny oraz wyniki niemieckiego eksportu, na który składają się komponenty produkowane w Polsce. A tego nie zmieni niewielka zmiana rentowności obligacji Niemiec, które pozostają na rekordowo niskim poziomie – tłumaczy.

Kontrowersyjne jest także uzasadnienie stanowiska Moody’s. Niemcy przyjęły pryncypialne stanowisko wobec Grecji i nie zgodzą się na złamanie przez Greków warunków udzielonej pomocy. To rzeczywiście może doprowadzić do wyjścia kraju z unii walutowej. Ale taki ruch umocni strefę euro, a nie ją osłabi. Pokaże bowiem, że Niemcy nie żartują, i wymusi kontynuację niezbędnych reform strukturalnych w Hiszpanii i we Włoszech – uważa Stanisław Gomułka. Jego zdaniem ryzyko bankructwa Madrytu i Rzymu pozostaje niewielkie.

Moody’s zredukował także do negatywnej perspektywę wyceny ryzyka kredytowego dwóch innych państw, które mają najwyższą notę (AAA): Holandii i Luksemburga. A to oznacza, że jeśli groźba amerykańskiej agencji się spełni, już tylko jedno państwo strefy euro, Finlandia, utrzyma taką ocenę. Wówczas pod znakiem zapytania stanąłby plan stabilizacji unii walutowej forsowany od trzech lat przez kanclerz Angelę Merkel. Mający wkrótce powstać Europejski Mechanizm Stabilizacji (ESM) nie mógłby bowiem już po bardzo korzystnych stawkach ściągać kapitału na rynkach i dalej pożyczać go państwom i bankom w potrzebie.

W oczach inwestorów wiarygodność ESM opiera się na gwarancjach państw unii walutowej, z których przynajmniej część ma najwyższe oceny ryzyka kredytowego. Z powodu przedłużającego się oczekiwania na wyrok Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe ESM, który miał działać od 1 lipca, prawdopodobnie będzie uruchomiony dopiero na jesieni.

Porażka koncepcji uratowania strefy euro poprzez fundusz gwarancyjny może jednak skłonić Berlin do znacznie bardziej radykalnych kroków: uwspólnotowienia długu krajów unii walutowej poprzez emisję euroobligacji. Za takim rozwiązaniem już teraz optują trzy największe, poza Niemcami, państwa Eurolandu: Francja, Hiszpania i Włochy. Berlin obawia się jednak, że będzie to dla niemieckiego podatnika niezwykle kosztowne, bo rentowność wspólnych obligacji dalece przekroczy cenę, której dziś domagają się rynki za zakup bundów. Angela Merkel uważa także, że emisja euroobligacji spowoduje, że kraje południa Europy nie będą już miały motywacji, aby kontynuować reformy strukturalne.