Największy wróg gazu łupkowego – rosyjski Gazprom – postanowił uczyć się technologii jego wydobycia u Chińczyków. Do Chin przyjechali pierwsi rosyjscy specjaliści. Będą obserwować początki eksploatacji należącego do państwowej CNPC złoża Changning w prowincji Syczuan.

Nieracjonalnie drogo

Obecność ekspertów Gazpromu przy wydobyciu łupków w Chinach budzi zdziwienie. Choć Rosja posiada znaczne zasoby niekonwencjonalnego gazu (szacunki mówią o 63 bln m sześc.), lokalni producenci nie są zainteresowani jego wydobyciem. Powodem są zbyt wysokie koszty. Wydobycie tradycyjnego gazu w Rosji kosztuje 30 dol. za 1 tys. m sześc., a Amerykanie wydają na gaz łupkowy 125 dol. – tłumaczy w rozmowie z DGP Konstantin Simonow, szef rosyjskiego Funduszu Narodowego Bezpieczeństwa Energetycznego. I dodaje, że dlatego rozpoczęcie eksploatacji łupków jest nieracjonalne. Tym bardziej że na swoją kolej wciąż czekają gigantyczne złoża gazu tradycyjnego.

Nie oznacza to jednak, że nie warto już teraz zdobywać wiedzy na temat nowoczesnych technologii, jakie Chińczycy ściągnęli od Amerykanów. Komercyjne wydobycie łupków w dłuższej perspektywie zyska na atrakcyjności – mówi nam Dmitrij Abzałow z Centrum Koniunktury Politycznej Rosji. Nasze łupki mają większe perspektywy niż europejskie. Rosja posiada lepiej rozwiniętą infrastrukturę i niższą gęstość zaludnienia, co ułatwia poszukiwania gazu – dodaje.

Zainteresowanie Gazpromu chińskimi łupkami jest też swoistą ucieczką do przodu. Rosja od pięciu lat traci pozycję w Europie przez słabnącą w czasie kryzysu konsumpcję i konkurencję ze strony dostawców LNG. Jednocześnie Gazprom ma problemy z zawarciem kontraktu na dostawy gazu do Chin. Pekin zwleka, bo liczy, że łupkowy boom powtórzy się też w Chinach i automatycznie odpadnie potrzeba importu z Rosji – tłumaczy nam Swietłana Mielnikowa z Rosyjskiej Akademii Nauk. Władze ChRL planują, że za 10 lat kraj będzie wydobywał 100 mld m sześc. gazu łupkowego rocznie. To o 1/4 mniej, niż wynosi obecne zapotrzebowanie Chin na gaz.

Za, a nawet przeciw

Wysłanie rosyjskiej delegacji do Chin ma też aspekt wizerunkowy. W ten sposób koncern chce pokazać światu, że nie chowa głowy w piasek na wzmiankę o gazie łupkowym, jak to stwierdził były szef BP Andy Flower – czytamy w przygotowanej na zamówienie DGP analizie rosyjskiego Centrum Ekspertyzy Energetycznej. To istotna zmiana w postawie Gazpromu. Jeszcze niedawno jego przedstawiciele określali łupkowy boom mianem bańki mydlanej – dodaje Michaił Krutichin z agencji RusEnergy.

Koncern prowadzi bowiem aktywną kampanię przeciwko wydobyciu tego gazu w Europie. W 2010 r. wydał 100 tys. dol. na badanie zagrożeń, jakie wiążą się z eksploatacją łupków. Jak twierdzi europoseł Bogusław Sonik, Gazprom inspiruje niektóre organizacje ekologiczne do walki z wydobyciem niekonwencjonalnego gazu w Europie. To właśnie protesty zielonych doprowadziły do nałożenia moratorium na wydobycie łupków we Francji, w Bułgarii i Szwajcarii. Tymczasem – twierdzi Sonik – wydobycie gazu nie stanowi zagrożenia ekologicznego, o ile firmy pracują zgodnie z przyjętymi procedurami.

Niemcy i Ukraina też liczą na boom

Poza Polską także Kijów – największy odbiorca rosyjskiego gazu – postrzega łupki jako środek do uniezależnienia się od Gazpromu. Ukraina ma trzecie co do wielkości złoża gazu łupkowego w Europie szacowane na co najmniej 1,2 bln m sześc. Koncesje na wydobycie tego surowca dostały już Royal Dutch Shell i Chevron. Kijów liczy, że komercyjne wydobycie tego gazu ze złóż Ołeśka (na zachodzie kraju) i Juziwśka (na wschodzie) rozpocznie się najpóźniej w 2018 r. Ogromne zapasy łupków znaleźli w połowie lipca także Niemcy. Tamtejsze złoża kryją 6,8 – 22,6 bln m sześc., z czego 10 proc. można wydobyć przy zastosowaniu obecnie znanych technologii. Naukowcy z RFN obalili także główny argument Gazpromu przeciwko wydobyciu łupków. Twierdzą, że metoda szczelinowania hydraulicznego jest nie tylko rentowna, ale i bezpieczna dla środowiska.