Gminy skusiły się na łatwo dostępne pieniądze z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW), a teraz mają duży problem. Nie stać ich na utrzymanie obiektów i korzystających z nich instytucji. Na ten cel z PROW mogło pójść nawet 1,3 mld zł, bo na projekt pojedyncza gmina mogła otrzymać do pół miliona złotych.

Zdaniem ekspertów pieniądze zostały zmarnowane. Problem jest tym większy, że gminy dokładały do tych inwestycji własne (lub pożyczone przez banki) pieniądze, a teraz nie mogą ich nawet odzyskać.

Gminy nie mają nawet na opał

Stowarzyszenie Kapitał-Praca-Rozwój, które jest jednym z pośredników dzielących pieniądze z PROW, policzyło, że tylko w 23 mazowieckich gminach znajdujących się na terenie jego działania, powstało 300 świetlic. Oznacza to, że taka placówka jest w co drugiej wsi. Problem w tym, że podczas tegorocznej zimy ogrzewane było tylko 20 z nich, bo jedynie one są w miarę regularnie wykorzystywane.

Zbigniew Woźniak, wójt gminy Bielany (powiat sokołowski), tłumaczy, że gminy pisały wnioski, bo pieniądze były łatwo dostępne. Otrzymywały środki z PROW, remontowały posiadane przez siebie pomieszczenia, tworzyły świetlice. Potem zwykle oddawały klucze sołtysowi lub ochotniczej straży pożarnej, a ci zamykali nowe obiekty na klucz.

– Gmin nie stać nawet na ogrzanie tych pomieszczeń, nie mówiąc o zatrudnieniu kadry, która spowodowałaby, że w tych placówkach wreszcie zaczęłoby się coś dziać – przyznaje Zbigniew Woźniak.

Wyjaśnia, że na terenie jego gminy powstało pięć takich placówek, a wniosek o dotację na utworzenie szóstej czeka na rozpatrzenie w Urzędzie Marszałkowskim. Gmina prowadzi trzy przedszkola i dwa zespoły oświatowe, więc przy coraz większej dyscyplinie finansów, na utrzymanie świetlic nie starcza jej pieniędzy. Rocznie pojedynczej placówce może przekazać nie więcej niż tysiąc złotych. Starcza to na zorganizowanie jednej w roku imprezy dla ochotniczej straży pożarnej.

Pułapki unijnego programu

Zdaniem organizacji pozarządowych tak jest w całym kraju. Nie tylko nie ma mowy o wykorzystaniu świetlic na wsi do celów kulturalnych czy rekreacyjnych, ale nawet nie są tam organizowane odpłatnie wesela czy inne imprezy okolicznościowe, które pozwoliłyby gminom pozyskać środki na utrzymanie tych placówek.

Samorządy wyremontowanych pomieszczeń nie mogą też przerobić na przedszkole czy żłobek, bo nie zezwalają na to warunki programu. Gminy wpadły w pułapkę zastawioną na nie przez fundusze unijne.

Przez siedem lat obiekty powstałe za środki z PROW nie mogą przynosić nam żadnego zysku – mówi Marian Sekulski, wójt gminy Wodynie (woj. siedleckie).

Eksperci podkreślają jednak, że samorządy przystępując do programu o tym wiedziały.

Nie przeanalizowały warunków umowy, nie miały pomysłu, do czego inwestycja jest im potrzebna i jak dalej będą ją finansować – mówi Marek Zagórski, prezes Fundacji Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej.

Jego zdaniem znaczna część tych projektów nie powinna w ogóle być realizowana, ponieważ nie miała uzasadnienia ekonomicznego.

Gminy chcą odzyskać wkład własny

Do każdego z tych projektów gminy dołożyły swoje(lub pochodzące z kredytu) pieniądze.

Było to – w zależności od tego, z której tzw. osi PROW samorząd pozyskał środki – 20 lub 25 proc. wartości inwestycji. Przy maksymalnej kwocie dotacji gmina musiała dopłacić 125 tys. zł. Zdaniem ekspertów istnieje mechanizm, który pozwoliłby samorządom odzyskać te pieniądze.

Samorządy mogłyby pobierać opłaty przedsiębiorców i stowarzyszeń za organizowanie w tych obiektach imprez kulturalnych, integracyjnych czy edukacyjnych lub pozyskiwać pieniądze od sponsorów, gdyby zgodziło się na to Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Dzięki temu gmina miałaby pieniądze na opłacenie kosztów eksploatacyjnych i zapewnienie funkcjonowania tych obiektów przez cały rok.

Jednak resort rolnictwa, a w jego ślad urzędy marszałkowskie upierały się dotychczas, że samorządy nie mogą pobierać opłat, bo oznaczałoby to komercyjne wykorzystanie projektu. Iwona Chomiuk z biura prasowego Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w odpowiedzi przygotowanej w styczniu dla DGP podkreślała, że ten wymóg wynika z warunków określonych w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich, który Komisja Europejska zatwierdziła we wrześniu 2007 r.

Dochód nie zawsze oznacza zysk

Eksperci, zgadzając się co do zasady, że projekty nie mogą przynosić zysku, kwestionują jednak szczegółowe warunki przyznawania wsparcia, które określiła już nie Unia Europejska, lecz resort rolnictwa.

Każdy przedsiębiorca wie, że dochód to jest przychód minus koszty. Gmina nie może kierować się chęcią zysku, ale wolno jej prowadzić działalność generującą dochód, ale nie wyższy niż wniesiony przez nią wkład własny do projektu – podkreśla Jarosław Supera, prezes Stowarzyszenia Kapitał-Praca-Rozwój.

Tym samym projekt nie będzie miał charakteru komercyjnego. Jarosław Supera dodaje, że w ramach innego działania PROW – Podstawowe usługi dla ludności, samorządy realizują także niekomercyjne projekty przewidujące budowę wodociągów czy kanalizacji.

Pomimo zapisu o ich niekomercyjności nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby zrezygnować z pobierania od mieszkańców opłat za dostarczaną wodę czy odprowadzane ścieki – podkreśla Jarosław Supera.

Gmina nie może na tym zarabiać, ale wolno jej pobierać opłaty na poziomie kosztów eksploatacyjnych. Tę zasadę można zastosować również do wiejskich świetlic i inych obiektów, które powstały za pieniądze z PROW. Dlatego we wniosku o przyznanie pomocy w części dotyczącej planowanych wpływów i kosztów samorządy powinny wykazywać tzw. wskaźnik NPV na poziomie nieprzekraczającym 25 proc. inwestycji.

Zwróciliśmy się do resortu rolnictwa i Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z prośbą o interpretację, czy gminom wolno tak postępować. Resort potwierdził, że pobieranie opłat do wysokości 25 proc. kosztów przedsięwzięcia jest możliwe, nawet wtedy gdy samorząd nie przewidział tego we wniosku o przyznanie pomocy. Gmina o takim zamiarze musi jednak poinformować urząd marszałkowski. Ponadto musi być zachowany cel projektu, tzn. obiekt powinien stanowić centrum kulturalne gminy.

Resort rolnictwa zmienia zdanie: gminy mogą pobierać opłaty do wysokości 25 proc. kosztów inwestycji