Od dziesięciu dni złoty umacnia się zdecydowanie wolniej, a są sesje, jak np. w poprzednią środę, gdy kurs euro przebił barierę 4,20 zł. To efekt ubiegłotygodniowej interwencji resortu finansów, który powiedział, że w drugim i trzecim kwartale BGK będzie starał się wymieniać w NBP więcej pieniędzy z Unii Europejskiej. – mówi Marek Rogalski, główny analityk DM BOŚ.
Wygląda na to, że przedział 4,2 – 4,3 zł za euro jest z punktu widzenia resortu finansów optymalny, choć eksperci twierdzą, że bardzo trudno precyzyjnie wyznaczyć ten poziom. Niewykluczone, że dolna granica widełek jest nawet niższa, jednak interwencja słowna musiała nastąpić, zanim kurs przebił cienką czerwoną linię, na której kończy się opłacalność wymiany handlowej. W ten sposób resort finansów chce utrzymać wysoki eksport, który w ostatnim kwartale ub.r. mógł podbić nasz PKB o ok. 0,5 pkt proc. Innymi słowy, mocne euro i wciąż imponujący eksport mają być lekami na ewentualne spowolnienie gospodarcze. – twierdzi Rogalski.
Według wielu ekspertyz absolutnym progiem opłacalności jest kurs 3,80 zł, ale to w "normalnych" czasach. Teraz, gdy spowalniają gospodarki naszych głównych partnerów, ta poprzeczka może być zawieszona znacznie wyżej. – tłumaczy Marcin Turkiewicz, szef dilerów walutowych BRE Banku.
Jednak złoty pomimo interwencji MF i tak w najbliższych miesiącach będzie w trendzie aprecjacyjnym (niewykluczone, że ten trend był głównym czynnikiem wpływającym na decyzję MF). To efekt działań w strefie euro. Np. 29 lutego EBC dokona kolejnej operacji zasilania sektora finansowego w płynność. Rynek oczekuje, że tak jak to miało miejsce pod koniec 2011 r., pożyczy bankom ok. 490 mld euro. A to właśnie dzięki pierwszej transzy złoty zyskał ponad 7,6 proc., schodząc z poziomu 4,50 zł za euro do obecnego 4,18 zł. Kilka dni później ma dojść do szczytu UE, na którym oczekuje się kolejnych decyzji wzmacniających Unię. Co także może być wsparciem dla złotego. Zdaniem Marka Rogalskiego nietrudno sobie wyobrazić, że zobaczymy kurs nawet na poziomie 4,12 zł za euro. A to oznacza, że eksporterzy muszą się przygotować na umocnienie naszej waluty.