Do OFE nie będzie już trafiać 7,3 proc. naszych pensji. Składka zmaleje do 3, a nawet 2 proc. Reszta gotówki trafi do ZUS. Taka jest ostateczna propozycja kierowanej przez Jana Krzysztofa Bieleckiego Rady Gospodarczej przy premierze, która wczoraj trafiła na biurko Donalda Tuska. Na pewno poprą ją ministrowie pracy i finansów. Dzięki zmianom budżet zyska kilkanaście miliardów złotych rocznie.

Co przewiduje propozycja rady opracowana po kilkunastu miesiącach sporów o OFE?

● Składka do funduszy emerytalnych będzie zredukowana na stałe – dotychczas nie było pewne, czy rząd zdecyduje się na czasowe jej zawieszenie lub obniżenie, aby uniknąć przekroczenia 55-proc. progu ostrożnościowego tylko w 2011 i 2012 roku.

● Do funduszy trafi 2 – 3 proc. naszych pensji, podczas gdy obecnie składka wynosi 7,3 proc. – dotychczas nie było pewne, jak mocno rząd obniży ten transfer.

● Gotówka, która nie trafi do OFE, zostanie w ZUS – rozważany był scenariusz zakładający, że do OFE trafią specjalne obligacje emerytalne. Z pomysłu obligacji rada się wycofała.

To nie wszystko. Rząd rozważa wprowadzenie ulg w PIT dla osób wpłacających dodatkowe pieniądze do OFE. Byłyby odliczane np. od podstawy opodatkowania.

– Mamy dzięki temu zapewnioną stabilność w finansach, większą mobilizację do oszczędzania i wyższą stopę zastąpienia, czyli wyższe emerytury – mówi nam jeden z członków rady. Na jej propozycje muszą się zgodzić premier i cały rząd. Jednak ze względu na sytuację w finansach publicznych gabinetowi Tuska się spieszy. Może ogłosić decyzję dotyczącą losu OFE jeszcze w tym tygodniu lub najpóźniej zaraz po świętach.

Jeśli składka zostanie zredukowana do 3 proc., budżet nie będzie musiał przekazywać do ZUS z tytułu transferu do OFE ponad 14 mld zł. Jeśli zmaleje do 2 proc. – zyska 17,4 mld zł. Ta kwota trafi na konta emerytalne w ZUS, przez co będzie on miał w przyszłości wyższe zobowiązania wobec osób oszczędzających na emeryturę. To, czego teraz nie odłożymy w OFE, w przyszłości z podatków będą musiały pokryć nasze dzieci i wnuki. Spadną za to bieżące koszty obsługi systemu. Rząd będzie też mógł o nieprzekazane do OFE składki obniżać dług publiczny i deficyt. Równie dobrze może jednak te pieniądze wydać na bieżącą konsumpcję. A wtedy w przyszłości zostaniemy z wyższymi zobowiązaniami ZUS i bez żadnych rezerw na wypłatę emerytur.