Nadaje się co drugi
Rośnie zapotrzebowanie na raporty monitorujące, które banki wykorzystują do oceny jakości tych kredytów, które już są spłacane przez klientów. BIK wydał ponad 3,5 mln tych raportów, o jedną czwartą więcej niż w I kwartale 2011 r.
Gorzej wyglądają statystyki, jeżeli chodzi o raporty dotyczące klientów starających się o kredyt. Było ich o 7,5 proc. mniej niż rok temu. – mówi Andrzej Topiński, główny ekonomista BIK, w przeszłości prezes PKO BP.
Zwraca uwagę, że z danych wynika, iż w pierwszych trzech miesiącach tego roku tylko co drugi wniosek kredytowy klientów indywidualnych był rozpatrywany pozytywnie. – mówi Topiński. Wtedy kredyt był przyznawany w sześciu na dziesięć przypadków.
Efekt? Zmniejsza się liczba udzielanych kredytów. Widać to w danych na temat wielkości zadłużenia z tytułu kredytów konsumpcyjnych, które do kryzysu bardzo szybko rosło, a od dwóch i pół roku waha się wokół 140 mld zł.
Monitorują i sprzedają
Jak zatem wytłumaczyć wzrost zapotrzebowania banków na raporty monitorujące? Zdaniem głównego ekonomisty BIK przyczyn może być kilka. Banki monitorują portfele w celu szybkiego wyłapania problemów związanych ze spłacalnością kredytów. Do takiego działania zachęca nadzór.
– wskazuje Topiński.
Nie wyklucza, że banki szukają wśród już posiadanych klientów osób, których dobra historia kredytowa wskazuje, że warto zainteresować je kolejnymi produktami bankowymi.
Z informacji płynących z banków wynika, że każda z tych diagnoz jest trafna, ale najtrafniejsza wydaje się ta ostatnia. Sprawdzenie klientów w BIK pozwala na budowanie oferty skrojonej specjalnie na ich potrzeby.
– mówi DGP rozmówca z jednego z największych polskich banków.