Załamanie rynku nieruchomości w Stanach Zjednoczonych, Chinach i kilku krajach Unii Europejskiej jest równie wielkim zagrożeniem dla światowej gospodarki, co kryzys zadłużenia w strefie euro – wynika z analiz MFW.

Na rozpoczętym wczoraj dorocznym spotkaniu ministrów finansów państw należących do funduszu szefowa organizacji Christine Lagarde wezwała rządy do zapoczątkowania programów pomocowych dla osób nieradzących sobie ze spłatą kredytów hipotecznych.

Eksperci funduszu przygotowali się na waszyngtońskie spotkanie. Ich raport analizuje skutki 99 kryzysów na rynku nieruchomości w ostatnich 30 latach w 25 rozwiniętych krajach. Wynika z nich, że bez pomocy państwa średnio potrzeba 7 lat, zanim dłużnicy odzyskają kondycję sprzed kryzysu, a konsumpcja powróci do poprzedniego poziomu. W szczególności dopuszczenie do odbierania nieruchomości dłużnikom (foreclosure) ma fatalne skutki, bo prowadzi do spadku cen mieszkań i domów nawet o 30 proc.

Lagarde apeluje, by rządy partycypowały w spłacie złych kredytów. Wcześniej podobne postulaty zgłaszał premier Węgier Viktor Orban, ale został uznany za populistę. W USA prezydent Obama, mimo sprzeciwu Republikanów, chce przekonać Kongres do przyjęcia programu pomocowego skierowanego do zadłużonych Amerykanów. W USA ceny nieruchomości spadły w stosunku do 2006 roku o 34 proc., banki odebrały domy dwóm milionom osób, a co czwarty dłużnik spłaca kredyt większy niż wartość zakupionej nieruchomości.

Plan Obamy jest skierowany do tzw. odpowiedzialnych Amerykanów, czyli takich, którzy w minionym półroczu ani razu nie zalegali ze spłatą zobowiązań, a w poprzednich sześciu miesiącach mieli taką zaległość tylko raz. Zakłada on, że dłużnik będzie miał prawo spłacić kredyt oprocentowany niżej niż w czasach boomu mieszkaniowego w USA. Dzięki temu osoba zadłużona zaoszczędzi do 3 tys. dolarów rocznie w związku z niższymi ratami. W zamian banki uzyskają gwarancję spłaty kredytu od państwowych kas mieszkaniowych Freddie Mac i Fannie Mae.

Program prezydenta zakłada także zaostrzenie warunków udzielania kredytów w przyszłości tak, aby banki nie miały już możliwości udzielania pożyczek osobom, które słabo rokują możliwość ich spłaty. Obama chce także uruchomić specjalne fundusze pomocowe dla gmin, w których liczba domów odebranych przez banki jest jeszcze szczególnie duża.

W Hiszpanii ceny nieruchomości spadły już o 20 proc. w stosunku do okresu sprzed kryzysu. W zeszłym roku banki odebrały nieruchomości 50 tys. osób, które nie były w stanie spłacać kredytów. To jedna z głównych przyczyn bardzo słabej koniunktury. Minister gospodarki Luis de Guindos zgłosił propozycję, by banki wyrażały zgodę na czasowe wstrzymanie spłaty pożyczek mniejszych niż 200 tys. euro, o ile wszyscy członkowie rodziny są bezrobotni. Na razie akces do takiego mechanizmu zgłosiły niektóre czołowe instytucje kraju, jak Santander, BBVA i Bankia.

W Wielkiej Brytanii plan pomocy dla osób, które mają trudności ze spłacaniem kredytu, działa nieco inaczej. Zakłada on, że kredytobiorcy mogą przez dwa lata wstrzymać się ze spłatą zasadniczego kapitału kredytu oraz 70 procent pozostałych rat. W zamian rząd gwarantuje bankom spłatę 80 procent zobowiązań kredytowych dłużnika.

Na pomoc zdecydował się również rząd Węgier. We wrześniu ub.r. parlament przyjął ustawę, zgodnie z którą do 1 grudnia 2011 r. osoby, które spłacały kredyt hipoteczny w obcych walutach, mogły jednorazowo spłacić swoje zobowiązania wobec banków po stałym, niższym o 20 procent od rynkowego, kursie. Zdaniem branżowego pisma „Euromoney” z takiej możliwości skorzystało ponad 300 tys. dłużników. Powołano również Narodową Spółkę ds. Obsługi Majątku. Jej zadaniem jest wspieranie osób, które utraciły mieszkania, np. poprzez wykup zadłużonych lokali (pierwszeństwo przed bankami) przy pozostawieniu w nich dłużników (już nie jako ich właścicieli, lecz wynajmujących).

Oryginalny program pomocy dla osób, które mają kredyt hipoteczny, opracowała Łotwa. Polega on na udzieleniu dotacji Hipoteku Banka, dzięki czemu będzie on mógł darować część spłat swoim dłużnikom. Komisja Europejska zgodziła się na takie rozwiązanie, ale pod warunkiem że bank zostanie przekształcony z instytucji komercyjnej w bank o charakterze rozwojowym, który nie zajmuje się inną działalnością finansową.