Im większy szum wokół franka tym więcej chętnych do zadłużania się w tej walucie. W kwietniu i maju frankowe kredyty na nieruchomości wnioskowane przez klientów Open Finance stanowiły już niemal 15 proc. wartości. W czerwcu może to być jeszcze więcej. Tymczasem w ostatnich trzech miesiącach zeszłego roku było to między 8 a 10 proc. wartości wnioskowanych kredytów.

Zabiegających dziś o kredyt w CHF kusi zastosowanie zasady – „pożyczaj w walucie na górce kursu, a spłacaj gdy waluta tanieje”. Liczą zapewne, że ryzyko kursowe będzie działało na ich korzyść. Kurs wysoko obecnie wycenianej waluty spadnie, a wraz z nim obniży się rata i całe zadłużenie wyrażone w złotych. Klient który dziś pożycza 300 tys. zł w przeliczeniu na CHF (po średnim kursie NBP z poniedziałku - 3,31 zł - zadłuża się na 90,64 tys. franków) Jeśli kurs spadnie do 2,5 zł wartość kredytu z 300 tys. zł stopnieje do ok. 230 tys. zł, a rata z 1400 zł do 1060 zł (do obliczeń przyjęliśmy 3 proc. marży, Libor 0,2 proc. i 8 proc. spread).

Na dodatek wzmacnia się też przekonanie, że w razie masowych problemów kredytobiorców rząd lub politycy coś wymyślą, aby ulżyć w niedoli zadłużonym we franku. Pomysł zamrożenia kursu franka, wzorowany na węgierskim rozwiązaniu, wpisała już w program wyborczy partia Polska Jest Najważniejsza.

Popadający w nadmierny optymizm związany z zadłużeniem się we franku powinni jednak brać również pod uwagę prognozy mówiące, że kurs CHF w najbliższych miesiącach jest w stanie przebić barierę 3,5 zł. Czego w takim razie może dokonać w ciągu 30 lat?