Co roku od stycznia do końca maja pracownicy służby cywilnej mogli zgłaszać się do postępowania kwalifikacyjnego w celu ubiegania się o status urzędnika mianowanego. Dla wielu osób państwowy egzamin przeprowadzany przez Krajową Szkołę Administracji Publicznej (KSAP) był realnym narzędziem do sprawdzenia wiedzy i kwalifikacji. Co więcej, osoby, które znalazły się w rządowym limicie i uzyskały najlepsze wyniki, mogły się cieszyć miesięcznym dodatkiem – od 900 zł brutto, z kolejnymi latami rosnącym nawet do 4 tys. zł.
Reklama
Jednak w tym i ubiegłym roku grupa osób, które mogą otrzymać mianowanie, została okrojona do zaledwie nieco ponad 30 absolwentów KSAP. Powód? Pandemia i trudności w przeprowadzeniu egzaminów w jednym dniu dla kilkuset kandydatów. Nieoficjalnie mówi się, że rząd w ten sposób chce zaoszczędzić miliony złotych na dodatkach, woli też nie zwiększać grona urzędników, którzy podlegają szczególnej ochronie. Tym bardziej że w okresie pandemii były już przeprowadzane podobne, masowe egzaminy. Przykładowo jesienią zeszłego roku tysiące lekarzy zdawało pisemne państwowe egzaminy specjalizacyjne (organizowano je np. w halach sportowych, takich jak Atlas Arena).