Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak porwać za sobą ludzi? (cz. 1)

28 stycznia 2008, 15:10
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Mówi się, że jeden dobry lider potrafi wykrzesać z ludzi tyle energii, co stu menedżerów i tysiąc „szefów”. Lider to ktoś, kto działa i kto wpływa na działania innych ludzi. W codzienności funkcjonowania firm, gdzie zdawać by się mogło, działania bieżące są tak monotonne i rutynowe, pośpiesznie wyznaczane cele sprzedażowe i produkcyjne tak wysokie, słowo to może uchodzić za nazbyt górnolotne.

W czasach gdy rozwiązania technologiczne z ubiegłego tygodnia okazują się nieadekwatne wobec aktualnych oczekiwań i wymagań, można jedynie upewniać się w przekonaniu, że metody zarządzania ludźmi praktykowane na początku ery industrialnej dziś się już nie sprawdzą... I jak dowodzi praktyka nie będą się sprawdzały

Wszelkie zagraniczne opracowania naukowe i poradniki na temat zarządzania ludźmi, programy szkoleniowe skopiowane z zachodnich organizacji i wykorzystywane bez zrozumienia źródeł postaw ludzi w Polsce mogą przynieść więcej złego niż dobrego. Często planowanie procesów rozwojowych z myślą o przyszłych liderach, bez głębszego odniesienia się do polskich realiów, kończy się sporym i bezcelowym wydatkiem.

Przełom, którego konsekwencje obserwujemy w Polsce od kilkunastu lat, jest typowym przykładem wrzucenia kogoś na głęboką wodę. Ale przez bez mała 50 lat, czyli przez ponad dwa pokolenia, sposób myślenia Polaków o pracy był konsekwentnie i z uporem wypaczany. Skutkiem są cały czas obecne w społeczeństwie postawy i uruchomiony w konsekwencji u Polaków system naturalnych odruchów obronnych. Wspomnieć wystarczy zalegające u wielu gdzieś w neuronach schematy: postawy roszczeniowe (czy się stoi, czy się leży...), równoważenie pojęć dobrze i miło, a także wpojona potrzeba walki (nieważne, czy z czymś, czy o coś) i czujności (a raczej podejrzliwości). Przedsiębiorczość Polaków jest znana na całym świecie. Jednak czym innym jest spryt zapewniający doraźne przeżycie w warunkach kryzysu, a czym innym przedsiębiorczość autentyczna, gwarantująca byt pokoleniom obywateli czy pracownikom przedsiębiorstwa i ich rodzinom. Spryciarza od cwaniaka dzieli dość wąska granica, ale każdego z nich od przedsiębiorcy oddziela ocean postaw społecznych i kompetencji.

W krajach zachodnich, na których próbujemy się wzorować, etos pracy przechodzi niejako naturalnie z pokolenia na pokolenie. Myślenie często znajduje odzwierciedlenie w potocznym języku. I tak na przykład w USA bardzo często można usłyszeć dwa sformułowania, które w Polsce pozostają rzadkością. Spróbujcie podziękować policjantowi w USA za wskazanie właściwego adresu lub pracownicy supermarketu za wytarcie podłogi, gdy stłukliśmy słoik musztardy. Natychmiast usłyszysz pełne zdziwienia: No problem. Thats my job Po to tu przecież jestem, Za to mi płacą. Spróbuj zwierzyć się swemu amerykańskiemu koledze z ambitnych planów zawodowych na przyszły rok. Usłyszysz często : Take it easy. One step at a time! Spokojnie, jeden krok na raz lub krok po kroku. Źródłem takich zachowań jest nie tyle konsekwentne szkolenie pracowników co wpojony im od dawna, jeszcze w domu, szacunek do każdej pracy.

Jednocześnie czy potraficie wyobrazić sobie frustrację, jaką na terenach o wysokim bezrobociu czy po prostu w enklawach autentycznej biedy wywołują reklamy lśniących samochodów, eleganckich ubrań, perfum czy jakichkolwiek luksusowych przedmiotów?

Co ci ludzie sądzą o tych, którzy mogą sobie na takie dobra pozwolić? Jakie mają poczucie przeciętnego standardu życiowego w Polsce, poziomu normalnej egzystencji, jak postrzegają swoje własne szanse życiowe, i jak szukają możliwości ich wykorzystania?

Przełom gospodarczy w Polsce przyniósł toksyczne przekonanie, że dobrobyt i luksus są niezbędne i osiągalne szybko i łatwo. To przekonanie jest efektem naturalnego z perspektywy praw rynku kreowania wygórowanych potrzeb przez wszechobecną i agresywną reklamę. W Polsce brakuje niezależnego punktu odniesienia, niezbędnego do oceny własnej sytuacji. Od dziesiątek lat jest on obecny w mentalności społeczeństw rozwiniętego Zachodu. Zdrowe mniemanie o sobie, swoich możliwościach i otaczających nas realiach to fundament kultury i etosu pracy.

Drobna dygresja: w Holandii istnieje specjalna usługa telefoniczna, która umożliwia otrzymanie obiektywnej informacji o naszym statusie majątkowym. Po podaniu szczegółowych danych o stanie swego posiadania klient otrzymuje informację na jakim poziomie żyje, czy powinien zarabiać więcej na danym stanowisku, czy powinien pozazdrościć sąsiadowi nowego domu, czy może już teraz pomyśleć o remoncie swego mieszkania albo o kupnie nowego samochodu.

Ale próżnia jaką otoczone jest w Polsce pojęcie etosu pracy, wyraźna luka w obszarze przekonań ludzi, potrzeba pozyskania punktu odniesienia stwarzają doskonałe szanse polskim liderom i kandydatom na nich oddziaływania na ludzi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj