Dziennik Gazeta Prawana logo

Sabotaż na żądanie. "Związek zawodowy może pełnić rolę konia trojańskiego w firmie"

16 listopada 2019, 09:43
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Ludzie w biurze
Ludzie w biurze/Shutterstock
Pozyskanie cennego know-how biznesowego rywala lub zepsucie mu opinii na rynku nie wymaga dziś wielkiego wysiłku ani pieniędzy. Wystarczy przekonać pracownika konkurencji, żeby wstąpił do międzyzakładowej organizacji związkowej.

Załóżmy, że świetnie prosperującej firmie A przybywa nowy konkurent, przedsiębiorstwo B. Oferuje ten sam produkt podobnej jakości, ale po nieco niższej cenie i zaczyna się rozpychać na rynku. Spółka A, której biznes nie jest już tak opłacalny jak wcześniej, zakłada więc u siebie tzw. żółty związek zawodowy, czyli formalnie reprezentujący jej pracowników, ale w praktyce działający pod auspicjami pracodawcy i od niego zależny. Organizacja przyjmuje formę związku międzyzakładowego i wstępuje do niej kilka osób zatrudnionych w przedsiębiorstwie B (jeśli nie będzie chętnych, firma A może nawet zastosować finansową zachętę, oczywiście płatną pod stołem).

Żółty związek, czyli de facto zakamuflowana firma A, automatycznie żąda wówczas od firmy B wielu informacji o jej działalności – w tym np. o zasadach wynagradzania i sytuacji ekonomicznej związanej z zatrudnieniem (oraz przewidywanych w tym zakresie zmian). Spółka B zgodnie z prawem powinna przekazać organizacji pracowniczej takie dane. Tym samym duża część biznesowego know-how trafia wtedy w ręce konkurencji. Co więcej, żółty związek zaczyna przekonywać pracowników firmy B, że powinni powalczyć o podwyżki i jednocześnie w ich imieniu domaga się tego od samego pracodawcy. Jeśli będzie działać sprawnie, może rozpocząć spór zbiorowy, grożący strajkiem. Wieść o problemach rozniesie się po rynku, do B przyklei się opinia, że jest to przedsiębiorstwo z wewnętrznymi problemami, które nie docenia pracowników. W tym czasie firma A korzysta ze zdobytego know-how i prowadzi aktywną politykę wizerunkową, wykorzystuje wiedzę i przewagę zyskaną nad konkurencją. Brzmi jak science fiction (a raczej business fiction)? Niekoniecznie. To zupełnie realny scenariusz, który – w mniejszym lub większym stopniu – jest realizowany na rynku. – Nie znam przypadku, by firma ewidentnie złapała konkurencję za rękę i formalnie zarzuciła jej działanie na szkodę poprzez wykorzystanie związku zawodowego. Bo to bardzo trudno udowodnić. Za to sytuacje, gdy przedsiębiorcy mają uzasadnione podejrzenie takich działań – już tak. Znam np. przypadek, gdy szef związku w jednej firmie miał relacje towarzysko-rodzinne z właścicielem konkurencyjnego przedsiębiorstwa. Ta pierwsza spółka dość szybko zorientowała się w sytuacji, dała do zrozumienia, że wie i zminimalizowała w ten sposób ryzyko – wskazuje dr Maciej Chakowski, partner w kancelarii C&C Chakowski&Ciszek.

Skali tego zjawiska nie da się oszacować, bo nie da się nawet policzyć, ile organizacji w Polsce ma charakter żółtego związku (żaden związkowiec nie przyzna się przecież, że działa z inspiracji pracodawcy). – podkreśla dr Chakowski.

Działam i żądam

Dobrym przykładem mogą być regulacje dotyczące tworzenia związków zawodowych. Zakładową organizację może powołać 10 osób zatrudnionych w firmie. Wytypowanie ich spośród pracowników konkurencji, zachęcenie do założenia związku i utrzymanie kontroli nad jego działalnością mogą być nie lada wyzwaniem dla przedsiębiorstwa, które chciałoby w ten sposób podstawić nogę rywalowi. Zwłaszcza jeśli ten ostatni zatrudnia tylko np. kilkadziesiąt osób (wówczas utrzymanie planów w tajemnicy jest w praktyce niemożliwe). To raczej rozwiązanie dla większych przedsiębiorstw, które mają pieniądze i czas na prowadzenie takich działań. Znacznie prostsze jest wykorzystanie międzyzakładowej organizacji związkowej, czyli takiej, która działa w co najmniej kilku firmach.

Pracodawca, który chce zaszkodzić konkurencji, może więc powołać u siebie żółty związek w takiej właśnie formie, a następnie zwerbować do niego przynajmniej jednego pracownika swojego biznesowego przeciwnika. W ten sposób uzyska wpływ na jego funkcjonowanie.

Czasem nie trzeba nawet tworzyć podległej sobie organizacji pracowniczej. Jeśli przedsiębiorca ma dobre relacje z działającym u siebie związkiem, to może porozumieć się z jego działaczami, aby przyjęli formę międzyzakładowej organizacji i pozyskali członków u konkurencji (szef często zna się ze związkowcami, a obu stronom zależy przecież na wspólnym celu, czyli na tym, aby firma dobrze funkcjonowała na rynku, bo wtedy zarabia i właściciel, i jego pracownicy). – podkreśla prof. Monika Gładoch, kierownik katedry prawa pracy na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj