PAP: Główny Urząd Statystyczny podał niedawno, że w kwietniu mieliśmy bezrobocie w wysokości 5,6 proc. To chyba bardzo niski poziom, zaskoczenie?

Dr Bohdan Wyżnikiewicz, prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych: To rzeczywiście bardzo niski poziom. Sama informacja o poziomie stopy bezrobocia zaskoczeniem nie jest, zaskakujące jest natomiast, jak szybko ten spadek nastąpił - szybciej niż można było się spodziewać (na koniec 2015 r. stopa bezrobocia wynosiła 9,7 proc., 2016 r. - 8,2 proc., 2017 r. - 6,6 proc., 2018 r. - 5,8 proc. - PAP). Od dawna wiadomo bowiem, że w Polsce bezrobocie będzie się obniżać, na co wskazywały prognozy demograficzne. Dodatkowo proces ten został przyspieszony przez obniżenie wieku przechodzenia na emeryturę.

Jakie są tego przyczyny?

Reklama

Z jednej strony wielu pracujących odeszło na emeryturę, jednocześnie mniej osób weszło w wiek produkcyjny. Poza tym spora część wyemigrowała zarobkowo, np. do Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Do tego mamy dość szybki wzrost gospodarczy, który wymaga większej liczby pracowników, zwiększenia zatrudnienia. To wszystko powoduje spadek bezrobocia.

Gdyby nie było napływu pracowników ze Wschodu bezrobocie byłoby jeszcze niższe?

Tego nie wiem, ale na pewno mielibyśmy większe braki na rynku pracy. One i tak już są mocno odczuwane, szczególnie w budownictwie, na co wskazują badania GUS. Mamy jednak napływ pracowników z Ukrainy, którzy uzupełniają braki, zwłaszcza w przypadku mało atrakcyjnych zajęć czy też w pracach gorzej płatnych; przy sprzedaży w sklepach, czy na straganach. Właściwe nie ma większego sklepu, który nie zatrudniałyby Ukraińców.

Reklama

Patrząc na regionalny rozkład bezrobocia można jednak dojść do wniosku, że dotykamy pewnej bariery - ci, którzy są w stanie pracować, mają na to ochotę, już pracę znaleźli. Ale są miejsca, gdzie bezrobocie jest tradycyjnie wysokie, gdzie stopa bezrobocia wielokrotnie przewyższa średnią krajową. Poza tym są osoby, których kwalifikacje nie są wystarczające, aby znaleźć pracę. Niemniej stopa bezrobocia może jeszcze spaść o kilka dziesiątych punktu procentowego, może nawet poniżej 4 proc., to nie jest przesądzone.

4-proc. bezrobocie będzie oznaczać brak rąk do pracy? Może być groźne dla gospodarki?

Brak ludzi do pracy i niedopasowanie strukturalne na rynku pracy mogą być groźne. To widać w wynikach badania GUS dotyczącego stanu koniunktury gospodarczej - do najważniejszych barier wzrostu gospodarczego i produkcji firmy zaliczają właśnie brak wykwalifikowanej siły roboczej. To prowadzi nawet do ograniczania skłonności do inwestowania w niektórych branżach. Nowi pracownicy są bowiem potrzebni najpierw do realizacji inwestycji, a potem do pracy na projektach już zrealizowanych. Bezrobocie na poziomie 4 proc. nie musi być groźne dla gospodarki pod warunkiem, że pracodawcy będą mogą znaleźć pracowników o kwalifikacjach odpowiadających ich oczekiwaniom.

Odnosząc się do zróżnicowania stopy bezrobocia w Polsce, np. w Poznaniu mamy poziom 1,3 proc. - praktycznie bezrobocia nie ma, podobnie jest w Warszawie - 1,4 proc., ale w powiecie szydłowieckim bezrobocie utrzymuje się permanentnie na poziomie powyżej 20 proc. Skąd takie dysproporcje?

Patrząc na mapę Polski zauważymy, że są cztery województwa najsilniejsze gospodarczo: mazowieckie, śląskie, wielkopolskie i dolnośląskie, które w sumie wytwarzają zdecydowanie ponad połowę polskiego produktu krajowego brutto. Ich przewaga nad resztą Polski rośnie, tam łatwiej znaleźć pracę. Ale w innych województwach, zwłaszcza na ścianie wschodniej, potencjał gospodarczy jest znacznie mniejszy, w związku z tym mamy tam wyższe bezrobocie.

Ale powiat szydłowiecki czy radomski są w województwie mazowieckim, które jest jednym z liderów gospodarczych.

To prawda, ale w tych powiatach bezrobocie jest tradycyjnie problemem, z którym lokalna władza najwyraźniej nie jest w stanie sobie poradzić, nie ma pomysłu, jak go rozwiązać. Szydłowiec jest swego rodzaju fenomenem, który w ogóle nie pasuje do województwa mazowieckiego. Bezrobocie w powiecie szydłowieckim wynosi 23,2 proc. - a było jeszcze wyższe - wobec 4,7 proc. w województwie mazowieckim. Dane wskazują, że to powiat bardziej podobny do Świętokrzyskiego, z którym graniczy. Gospodarki Radomia (w powiecie bezrobocie wynosi 17,1 proc., a w mieście - 11,7 proc. - PAP) nie ożywia nawet lotnisko - nie cieszy się dużą popularnością. Przyczyna nie leży w nieudolności władz lokalnych, raczej w braku dobrych pomysłów na rozwój.

Także niektóre powiaty północno-wschodniej Polski borykają się z wysokim bezrobociem. W powiecie braniewskim mamy bezrobocie na poziomie 20,4 proc., w kętrzyńskim - 17,9 proc. Podejrzewam, że w tym przypadku ludzie są w stanie więcej zarobić w szarej strefie, niż podejmując legalną pracę. Żyją np. z małego ruchu granicznego, a uzyskiwane w ten sposób dochody satysfakcjonują ich na tyle, że nie szukają pracy - wolą pracować na czarno, czy uczestniczyć w "miękkim przemycie".

Władze lokalne mogą skutecznie walczyć z bezrobociem?

Są przykłady o tym świadczące, np. Nowa Sól. Największa w Europie fabryka nici, po jej zamknięciu miała stać się symbolem Polski w ruinie. Tymczasem Nowa Sól jest przykładem sukcesu (w powiecie nowosolskim bezrobocie wynosi 8 proc. - PAP). Inne miasto, które potrafiło znaleźć się w nowej rzeczywistości, przyciągnąć inwestorów, dać im korzystne warunki, jest Rzeszów z bezrobociem w wysokości 5 proc. To miasto jest w stanie "pociągnąć w górę" województwo (ze stopą bezrobocia w wys. 8,3 proc - PAP). Patrząc na udział województw w polskim PKB dostrzeżemy, że poza czterema, o których wcześniej wspomniałem, w pozostałych mamy spadek ich kontrybucji. Wyjątkiem jest właśnie podkarpackie, którego udział trzyma się na podobnym poziomie. To oznacza, że kondycja miasta może promieniować na okalający je region.

Z danych GUS wynika również, że w pierwszym kwartale br. spadł w Polsce - w porównaniu z poprzednim kwartałem - współczynnik aktywności zawodowej Polaków, a liczba osób niepracujących przypadających na 1000 pracujących wzrosła. Jednocześnie zmniejszył się wskaźnik zatrudnienia. To niepokojące informacje?

Te zmiany nie są specjalnie duże. Niepokojące może być jednak to, że za zmianę tę są odpowiedzialni głównie młodzi ludzie. Cały ciężar spadku wzięły na siebie osoby w wieku do 24 lat. To oznacza, że młodzież nie garnie się do pracy. Nie wiem, z czego to wynika - może postanowiła dłużej studiować. We wszystkich innych kategoriach wiekowych mamy niewielkie przyrosty współczynnika aktywności zawodowej, a w tej grupie - nie.

Ogólnie spadek aktywności zawodowej w Polsce wiąże się z obniżeniem wieku emerytalnego. Mimo, że opłaca się dłużej pracować, żeby mieć wyższą emeryturę, ludzie jednak bardziej sobie cenią odejście z pracy. Inną przyczyną może być program 500+. Dane pokazują bowiem, że około 100 tys. kobiet w wieku 24-32 lat zrezygnowało w ostatnich latach z pracy.