W IV kwartale ubiegłego roku ponad 3 mln osób pracowało na umowach terminowych. To aż o 286 tys. mniej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku – wynika z najnowszych danych GUS. – To efekt rekordowo niskiego bezrobocia. Pracodawcy coraz częściej muszą podpisywać umowy na czas nieokreślony, bo tego oczekują kandydaci – ocenia Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP.

Do spadku liczby osób zatrudnionych na umowach terminowych przyczyniają się także zmiany w kodeksie pracy obowiązujące od 22 lutego 2016 r. Zgodnie z nimi umowy na czas określony mogą być zawierane maksymalnie na 33 miesiące. Po tym okresie ulegają automatycznemu przekształceniu w umowy na czas nieokreślony. Ponadto w takiej formie pracodawca może zatrudniać pracownika tylko trzy razy – niezależnie od tego, czy pomiędzy kontraktami były przerwy. Wcześniej częstą praktyką było zawieranie umów terminowych nawet na 7 czy 10 lat.

Zatrudnienie na etacie nie jest największym marzeniem młodych

Mimo znacznego zmniejszenia się liczby osób zatrudnionych na czas określony, jest ich nadal bardzo dużo. Taką umowę miało w IV kwartale ubiegłego roku 23,4 proc. pracowników najemnych. Z dostępnych danych Eurostatu wynika, że odpowiedni wskaźnik w UE wyniósł w III kwartale 14,4 proc.