Dziennik Gazeta Prawana logo

Biedni pracujący. Harują, lecz nie stać ich na jedzenie i leki

1 lutego 2019, 08:32
Ten tekst przeczytasz w 16 minut
Mechanik samochodowy
Mechanik samochodowy/Shutterstock
Harują, lecz nie stać ich na jedzenie i leki. Nawet od 4 do 10 proc. pracujących Polaków żyje w ubóstwie.

Na szczycie piramidy potrzeb Małgorzata umieściła jedzenie i leki. Gdy zaczyna brakować na nie pieniędzy, ratuje się, klikając w internecie na szybką krótkoterminową pożyczkę albo dzwoni do koleżanki. Na buty i odzież dla młodszego syna odkłada z 500+. Żeby zarobić na lodówkę i kuchenkę, wyjechała na miesiąc do Niemiec, gdzie opiekowała się parą seniorów. Teraz musi się opiekować chorą matką, więc nie może wyjechać na długo. Spokój jest dla niej równie ważny co gotówka – nie chce zdradzać dzieciom, że dzieje się coś złego. Trzy lata temu przeszła zawał, a gdy wychodziła ze szpitala, pielęgniarka wręczyła jej rachunek za leczenie. – – wspomina Małgorzata.

Andrzej porównuje wypadki losowe – takie jak ból zęba czy zepsuta pralka – do łagodnego, rutynowego tąpnięcia. Konto zostaje wyzerowane, więc mogą z żoną rozpocząć kolejną próbę oszczędzania. Kiedyś było jeszcze gorzej. Andrzej niechętnie wraca do wydarzeń sprzed dwóch lat, kiedy na umowie zleceniu jako listonosz zarabiał 1,6 tys. zł. Firma straciła duże państwowe zamówienie i szybko pojawiała się zapowiedź grupowych zwolnień. Kierownik regionalny prosił, żeby jako lojalni pracownicy zostali do końca miesiąca, obiecywał dodatkową wypłatę. Pracowali po 12 godzin. – – wspomina Andrzej. Żyli z pensji żony, ale 1,2 tys. zł wydali na czynsz, opłaty i leki w internetowej aptece. – – opowiada.

Takie historie wcale nie są w Polsce wyjątkiem. – – wyjaśnia dr hab. Anna Zachorowska-Mazurkiewicz z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Badaczka wyjaśnia, że skala biedy osób mających zatrudnienie jest dużo większa: – Dane dotyczące subiektywnej oceny sytuacji materialnej gospodarstw domowych wskazują, iż praca nie zapewnia godnego życia 6,9 proc. pracujących. Tylu z nich uznało swoją sytuację za raczej złą i złą, a dla pracowników zatrudnionych na stanowiskach robotniczych odsetek ten rośnie do prawie 9,6 proc. Innym objawem ubóstwa jest wskaźnik niedostatku, gdzie pod uwagę bierze się wydatki. W grupie pracowników niedostatek dotknął w 2016 r. 38,5 proc. osób, w tym na stanowiskach robotniczych aż 51,2 proc.

Z kolei dr Rafał Muster z Uniwersytetu Śląskiego wskazuje na związek formy zatrudnienia z ubóstwem i precyzuje: – – mówi.

Zależność tę potwierdza historia zatrudnionej na umowie o dzieło sprzątaczki, która, gdy zachorowała, nie mogła pójść na zwolnienie, więc, żeby przeżyć miesiąc bez wypłaty, zdecydowała się wziąć pożyczkę. Szybko wpadła jednak w spiralę zadłużenia, bo na spłatę kolejnych rat musiała zaciągnąć następny kredyt. – – mówi Katarzyna Duda, ekspertka Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a. – Wspomniana sprzątaczka, podpisując umowę, była przekonana, że pożycza 4 a nie 7 tys. zł. Nikt jej nie wyprowadził z błędu i dzisiaj zostało jej jeszcze kilka tysięcy do spłaty.

Na równi pochyłej

Historie pracujących biednych pokazują, że część z nich do pewnego momentu zajmowała całkiem dobrą pozycję na rynku pracy. Ich sytuację zmieniły dopiero zawirowania związane z utratą zatrudnienia, chorobą lub kłopotami rodzinnymi. – – wspomina początki pracy w domu maklerskim Andrzej. Swoją karierę zaczynał od obsługi klienta. Szybko zrobił licencję maklera i złapał wspólny język z klientami, od których przyjmował zlecenia. Był tak zaangażowany, że po jakimś czasie znał na pamięć kody większości spółek. Następnie trafił do działu regionalnego, gdzie pełnił funkcję asystenta dyrektora. Gromadził dane i robił analizy. Czuł się na tyle pewnie jako osoba znająca reguły giełdy, że pod przyszłe finansowe sukcesy zaciągnął pożyczkę na 60 tys. zł. Niedługo potem jego spółka zbankrutowała. Kolejnym ciosem było cięcie etatów. – – wspomina.

– opowiada Małgorzata. Przeprowadziła się do rodziców, do małego dwupokojowego mieszkania. Po kilku miesiącach poszukiwań znalazła pracę w gospodarstwie agroturystycznym. Oficjalnie była kucharką, ale z czasem dochodziły kolejne obowiązki: gotowanie, sprzątanie hotelowych pokoi, a także mieszkania i garażu właścicieli oraz pranie ich rzeczy. Kilka razy pracowała nawet w polu przy wykopkach. Podobnie jak inne zatrudnione w gospodarstwie kobiety. – – wspomina Małgorzata. –

Fizyczne i psychiczne zmęczenie skończyły się dla niej zawałem. Po powrocie do zdrowia właścicielka hotelu nie chciała ryzykować i odmówiła dalszej współpracy. Małgorzata zaczęła robić na szydełku, wyszywać, organizować chrzciny i komunie w domach, ale to nie zapewniało jej stałego dochodu.

– wyjaśnia dr Zachorowska-Mazurkiewicz z UJ. – – dodaje ekonomistka.

Kobiety mają też kłopoty z powrotem na rynek pracy po kilkuletniej nieobecności spowodowanej wychowaniem dzieci, czego dowodzi przypadek Zofii, żony Andrzeja. – – opowiada Andrzej. Kobieta najpierw podjęła pracę u znajomego w grupie zarządzającej firmą budowlaną. Musiała przymykać oko na wiele nieprawidłowości, zarabiając przy tym 2 tys. zł. Zrobiła podyplomowe studia z biologii i chemii, ale przez rok nie dostała ani jednej oferty z urzędu pracy. Następnie skończyła kurs kierowników biur i dwa semestry w szkole policealnej na kierunku pomoc nauczyciela technicznego. Od trzech lat pracuje jako pomoc techniczna w przedszkolu. – – mówi wyraźnie podłamany Andrzej.

Życie rodzinne osób, które muszą liczyć się z każdym groszem, jest wystawione na wiele ciężkich prób. – – mówi Katarzyna Duda.

20 lat w pozycji podporządkowanej

60-letni Krzysztof o swoim życiu opowiada krótkimi, rwanymi zdaniami. Kiedyś pracował jako monter okrętów kadłubowych w Stoczni Gdynia i tylko wspominając historię oddanych statków, unosi głowę do góry. W połowie lat 90. zdecydował się na powrót do rodzinnego miasteczka w woj. kujawsko-pomorskim, ale tam największe zakłady pracy były już zamknięte. Znajomy zaproponował, żeby pojechali na jabłka. Trafili w okolice Grójca, gdzie Krzysztof spędził kolejne 20 lat. W tym czasie zarabiał czarno od 2,5 zł do 7 zł za godzinę. Pracując po 12 godzin w normalnym trybie i 16 godzin przy większych zamówieniach. Nigdy nie ma pewności, czy nadgodziny będą płatne. – – opowiada Krzysztof. – .

Gdy zarobki nie przekraczają 1,2 tys. zł, największym problemem jest nocleg. Praca u części sadowników przedłuża się i z sezonowej staje się całoroczną. Kilka razy korzystał z takiej możliwości. Poza sezonem wykonuje szereg różnych prac gospodarskich. Wtedy można liczyć na skromny kąt u właściciela, ale zarobki były o połowę mniejsze. – – wspomina Krzysztof.

Na trudną sytuację ekonomiczną osób pracujących na stanowiskach robotniczych zwraca uwagę dr Zachorowska-Mazurkiewicz. – Na stanowiskach robotniczych przychód netto w 2017 r. wyniósł 1593,98 zł (na nierobotniczych 2445,98 zł) i był najniższy spośród wszystkich grup społeczno-ekonomicznych, niższy nawet niż przychód rencistów, który wyniósł 1683,24 zł.

Niekorzystne położenie zdegradowanej klasy robotniczej z bliska obserwowała Katarzyna Duda, która podczas swoich badań spotkała wielu górników zatrudnionych jako pracowników ochrony na terenach pokopalnianych. – – mówi Duda.

Z kolei prof. Wiesława Kozek z Uniwersytetu Warszawskiego, współautorka książki „Utrzymać się na powierzchni. O walce z biedą w pięciu krajach europejskich w perspektywie indywidualnego sprawstwa”, twierdzi, że w miastach takich jak Radom proces deindustrializacji oznaczał powstanie problemów dla lokalnych rynków pracy. – – tłumaczy badaczka. – – dodaje.

Uniknąć marginalizacji

Małgorzata ostatni raz wyjechała na wakacje osiem lat temu. Udało jej się wtedy uzbierać na pięciodniowy pobyt we Władysławowie. Od tamtej pory lipiec i sierpień to czas odkładania na ubrania i szkolne przybory. Teraz wydatków jest więcej, bo w październiku starszy syn zaczął studia. Mieszkając wspólnie z rodzicami i opiekując się nimi, przejęła odpowiedzialność za ich finanse. Większość pieniędzy wydaje na leki i codzienne potrzeby. Zdarza się, że dwa razy w miesiącu zawozi ojca do oddalonego o 30 km szpitala. Wynajęcie samochodu to koszt 100 zł, które pożycza od koleżanki. – – mówi.

Rok temu zaczęła 10-miesięczny kurs organizowany przez opiekę społeczną. Specjalizacja: opieka nad dziećmi i osobami starszymi. Odbyła czteromiesięczny staż w przedszkolu, gdzie miesięcznie zarabiała 700 zł. Przepracowała tam jeszcze pół roku, ale cztery miesiące temu skończyła się jej umowa. Dużym wsparciem jest dla niej opieka społeczna, bez której nie spłaciłaby rachunku wystawionego przez szpital za hospitalizację po zawale. Niezależnie od tego, każdy kontakt z pracownikiem socjalnym to dla niej duży stres i poczucie, że po raz kolejny żebrze o 300 zł. – – mówi Małgorzata. Po chwilowym namyśle dodaje: –

Po kilku miesiącach bezrobocia listonosz Andrzej dostał propozycję współpracy od znajomego, który założył firmę kurierską. – – opowiada.

W ostatnich miesiącach razem z żoną odczuli małą finansową poprawę. – – opowiada. Kilka dni temu Andrzej uznał, że jednak zdrowie jest najważniejsze i zawiesił kursy w sobotę i niedzielę.

Dla Krzysztofa pracującego w sadownictwie każda wymiana zdań, upomnienie się o ubezpieczenie i umowę kończyły się wskazaniem na bramę i groźbą wyprowadzki. Właściciel sadu miał w odwodzie mniej wybrednych pracowników, którzy od wielu lat zbierają się na przystanku w Warce. – – mówi.

Pracę w sadownictwie Krzysztof porzucił definitywnie ponad rok temu. – – opowiada. – mówi Krzysztof i spogląda na statek, unosząc do góry głowę.

– opowiada Adriana Porowska, szefowa Misji. – – dodaje.

Ważnym wątkiem, który przewija się w debacie na temat biednych pracujących, jest rola pomocy społecznej. Jak zauważają Wiesława Kozek, Julia Kubisa i Marianna Zielińska w książce „Utrzymać się na powierzchni”, korzystanie z pomocy społecznej jest trudniejsze z powodu instytucjonalnej bezwładności agend zaangażowanych w udzielanie wsparcia, reagujących bardzo zachowawczo na poszerzający się zakres zjawiska biedy wśród osób pracujących. Zasadniczym problemem jest więc niemożność wyrwania się z biedy, sukcesem natomiast uniknięcie marginalizacji mającej postać bezdomności, ciężkich chorób, głodu, prostytucji, uzależnień, utraty najbliższej rodziny.

21 stycznia tego roku w Warszawie na jednym z parkingów spłonął 62-letni ochroniarz. Przyczyny pożaru budki ochroniarskiej, w której pracował, nie są jeszcze oficjalnie potwierdzone, ale ze wstępnych ustaleń wynika, że pożar wybuchł po rozszczelnieniu butli z gazem, którą ochroniarz dogrzewał pomieszczenie. Ofiarę wypadku znała Katarzyna Duda. – – wspomina Duda. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj