Dziennik Gazeta Prawana logo

Zatrudnieni na chwilę, gotowi do odstrzału. Pracownicy na wypożyczeniu

15 sierpnia 2015, 09:18
Ten tekst przeczytasz w 16 minut
Figurki pracowników łatających puzzle
Figurki pracowników łatających puzzle/Shutterstock
Wybawca czy zło wcielone? Po prawie 12 latach funkcjonowania agencji pracy tymczasowej nikt nie domaga się już ich likwidacji. Ale o ucywilizowanie zasad ich działalności apelują wszyscy.

Po II wojnie światowej typowa pani domu z amerykańskich przedmieść miała w ciągu dnia sporo wolnego czasu. Przyzwyczajona do zastępowania w firmach mężczyzn walczących na froncie postanowiła, że wykorzysta te wolne godziny do pracy na pół etatu w biurze lub usługach, najczęściej zastępując osoby na urlopach lub nieobecne z powodu choroby. Nie była świadoma, że przykłada rękę do powstania wartego miliardy dolarów rynku agencji pracy tymczasowej i zupełnie nowej grupy społecznej – prekariatu. Idea „wypożyczania” pracownika bez formalności związanych z zatrudnieniem na stałe i z możliwością szybkiego zwolnienia zaczęła się szybko upowszechniać. Ten model zatrudnienia na grunt europejski jako pierwszy przeniósł naród tyleż antyamerykański, co praktyczny – Francuzi. A z matecznika strajków i 35-godzinnego tygodnia pracy rozprzestrzenił się po innych krajach Starego Kontynentu. Dziś na całym świecie w tej formie pracuje już ponad 40 mln osób.

Polska nie jest wyjątkiem. Agencje zatrudnienia zaczęły formalnie stosować pracę tymczasową od 2004 r. Według danych Ministerstwa Pracy w ubiegłym roku usługę taką oferowało 1762 z 5157 takich podmiotów zarejestrowanych w Polsce. Polega ona na kierowaniu podwładnych do czasowego wykonywania zadań w innych firmach. Osoby „wypożyczane” są pracownikami agencji, lecz zatrudnionymi do wykonywania zadań na rzecz i pod kierownictwem pracodawcy-użytkownika, czyli firm „wypożyczających” do pracy tymczasowej. Tych ostatnich w ubiegłym roku było 14,6 tys., czyli o ponad 600 więcej niż w 2013 r. Z kolei liczba samych pracowników tymczasowych wzrosła aż o 140 tys. (do 699,3 tys.). Aby to dokładniej zobrazować, można przyjąć, że w zeszłym roku na zatrudnienie tymczasowe przeszli wszyscy mieszkańcy Opola i w całym kraju jest ich już tylu, ilu obywateli ma Łódź. A ma być jeszcze więcej – Polska należy do tych krajów, w których zatrudnienie tymczasowe utrzymuje się na poziomie poniżej średniej europejskiej. Daleko nam do Wielkiej Brytanii czy Holandii.

Z perspektywy prawie 12 lat niełatwo jest sporządzić bilans zysków i strat, jakie na krajowym podwórku spowodowało wypożyczanie pracowników. Dla jednych agencje pracy tymczasowej są siedliskiem zła, symbolem ograniczania praw pracowników i oszczędności kosztem zatrudnionych. Wystarczy wskazać synonimy pojęcia „tymczasowy”: nietrwały, dorywczy, sezonowy, przejściowy, chwilowy. Jeśli tym ma się charakteryzować zatrudnienie coraz większej grupy Polaków, to trudno się z tego cieszyć. Dla innych jednak agencje są wybawcami, dzięki którym pracę zdobyły tysiące bezrobotnych osób mających problemy ze znalezieniem jakiegokolwiek źródła zarobkowania. I partnerami biznesowymi, którzy zapewniają usługi odpowiadające potrzebom tysięcy przedsiębiorców.

Wszystko przez samochody

Początki pracy tymczasowej u nas różnią się od amerykańskiego pierwowzoru. Pomysł zatrudniania „na chwilę” nie rodził się w biurze lub między kuchnią a salonem, lecz w wielkich halach produkcyjnych firm z branży motoryzacyjnej. – – mówi Agnieszka Zielińska, kierownik Polskiego Forum HR, wiodącego zrzeszenia agencji zatrudnienia w Polsce.

W praktyce różne formy „wypożyczania” pracowników były stosowane nad Wisłą, zanim jeszcze w 2003 r. uregulowano zasady pracy tymczasowej w odrębnej ustawie (weszła w życie 1 stycznia 2004 r.). Najczęściej zawierano umowę cywilnoprawną między dwoma przedsiębiorcami (wypożyczającym i użytkownikiem), która regulowała zasady kierowania pracowników do innych firm. – – tłumaczy prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego, kierownik Zakładu Zatrudnienia i Rynku Pracy Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

W Polsce odpowiedzią na potrzeby firm było uchwalenie ustawy z 2003 r. Określiła ona ramy, w jakich można wypożyczać zatrudnionych. Wskazała m.in., że pracownik tymczasowy może wykonywać zadania np. o charakterze sezonowym, okresowym, doraźnym oraz takie, których terminowe wykonanie przez podwładnych pracodawcy użytkownika nie byłoby możliwe lub które powinna świadczyć osoba nieobecna w firmie. Uniemożliwiła jednocześnie takie zatrudnienie np. przy pracach szczególnie niebezpiecznych, określiła prawo „czasowników” do urlopu oraz ustaliła okresy wypowiedzenia ich kontraktów (można ich zatrudniać na umowie o pracę na czas określony lub cywilnoprawnej, np. zlecenia). Przepisy ograniczyły także czas stosowania pracy tymczasowej (obecnie w okresie 36 kolejnych miesięcy pracownik może być kierowany do jednej firmy na okres nieprzekraczający łącznie 18 miesięcy). Same agencje, które chcą oferować taką usługę, muszą uzyskać wpis do rejestru prowadzonego przez marszałka województwa właściwego dla siedziby takiej jednostki.

Usankcjonowanie wypożyczania pracowników zaczęło szybko przynosić efekty. Nową usługę zaczęły oferować obecne na rynku agencje zatrudnienia, które do tej pory zajmowały się najczęściej pośrednictwem pracy, prowadzeniem rekrutacji, doradztwem personalnym. Już w pierwszym roku obowiązywania ustawy podmioty takie zatrudniły 167 tys. pracowników kierowanych do wykonywania obowiązków w ponad 800 przedsiębiorstwach. W ubiegłym roku funkcjonowało już 1,8 tys. agencji świadczących usługę pracy tymczasowej, które łącznie podpisały 1,9 mln umów z osobami kierowanymi do pracy w innych firmach (na jednego pracownika tymczasowego przypadały więc średnio trzy umowy; w 2013 r. było to średnio osiem umów). Na rynku pojawiają się wciąż nowe tego typu podmioty, ale główną rolę na nim odgrywa wielka czwórka: Adecco, Randstad, Manpower i Work Service (tylko ta ostatnia firma ma rodowód krajowy). Polską specyfiką jest to, że najczęściej pracowników tymczasowych zatrudnia się do pracy przy produkcji, a nie np. biurowej czy usługowej.

Lista skarg

Niemalże jednocześnie ze stosowaniem pracy tymczasowej zaczęły się pojawiać dotyczące jej zarzuty. Jednym z najczęściej przytaczanych jest przyczynianie się do prekaryzacji, czyli wzrostu niepewności pracy, który wiąże się z ubożeniem i ograniczeniem szans życiowych całych grup społecznych (osób wykonujących pracę na niestabilnych warunkach, czyli prekariuszy). Już same warunki tymczasowego zatrudnienia, czyli możliwość przenoszenia „czasownika” z firmy do firmy, ich okrojone – w porównaniu ze zwykłymi pracownikami – uprawnienia (m.in. krótszy okres wypowiedzenia umowy, inne zasady przyznawania urlopów, brak szczególnej ochrony przed zwolnieniem, np. ze względu na ciążę itp.) powodują, że wobec takiej działalności kierowane są zarzuty o rozmontowywanie praw pracowniczych. Takie opinie potęgują dodatkowo dwie kwestie: nadmierne wykorzystywanie umów cywilnoprawnych przez znaczną część agencji i obchodzenie zakazu długotrwałego zatrudnienia tymczasowego, co może prowadzić do zjawiska „stałej pracy tymczasowej”. Ten pierwszy zarzut potwierdzają statystyki – w ubiegłym roku na kontraktach cywilnoprawnych było zatrudnionych aż 389 tys. pracowników tymczasowych (56 proc.; na umowach o pracę 310 tys., czyli 44 proc.).

– zauważa dr Anna Reda-Ciszewska z Biura Eksperckiego NSZZ „Solidarność”. Sama inspekcja też zwraca uwagę na ten problem. Z jej ubiegłorocznych kontroli przeprowadzonych w agencjach wynika, że co piąty kontrakt cywilnoprawny „czasownika” był zawarty w warunkach, w których należało podpisać umowę o pracę. Według inspektorów agencje decydują się na takie zatrudnienie ze względu na oszczędności (np. w opłacaniu składek za studentów).

Koronnym argumentem przeciwników pracy tymczasowej jest jednak drugi z omawianych zarzutów, czyli obchodzenie czasowego limitu takiego zatrudnienia. Sposób na omijanie przepisów jest prosty. Z art. 20 ust. 1 ustawy z 2003 r. wynika, że zasada, zgodnie z którą pracownik tymczasowy może być zatrudniony u tego samego pracodawcy użytkownika przez maksymalnie 18 miesięcy w ciągu kolejnych trzech lat, dotyczy wyłącznie jednej agencji. W praktyce zatem jedna firma może korzystać z usług tego samego „czasownika” przez okres dłuższy niż 18 miesięcy, o ile po upływie takiego okresu będzie go już „wypożyczać” z innej agencji. A te mogą przecież porozumiewać się między sobą i wymieniać się podwładnymi lub same tworzyć kolejne agencje córki (w branżowym slangu nazywa się to pączkowaniem). – – podkreśla Reda-Ciszewska.

O tym, jak bezsilni w takich przypadkach są pracownicy tymczasowi, przekonuje niedawny wyrok Sądu Najwyższego (z 1 kwietnia 2015 r.; prawdopodobnie pierwsze orzeczenie SN w omawianej materii). Zajmował się on sprawą pracownicy tymczasowej będącej w ciąży, w przypadku której agencja przekroczyła 18-miesięczny limit wykonywania obowiązków u tego samego pracodawcy użytkownika. Kobieta domagała się przed sądem uznania, że w związku z tym przekroczeniem łączy ją już z agencją zwykła umowa o pracę na czas określony (czyli bez odstępstw przewidzianych w ustawie o pracownikach tymczasowych). Do jej twierdzeń przychyliły się sądy I i II instancji, ale SN uznał inaczej. Podkreślił, że z żadnych przepisów nie wynika, aby przekroczenie limitu tymczasowego zatrudnienia skutkowało nawiązaniem zwykłej umowy o pracy (zarówno z agencją, jak i ewentualnie z pracodawcą użytkownikiem).

Nie wszystkie jednak zarzuty stawiane zarówno oferującym, jak i korzystającym z pracy tymczasowej są właściwie kierowane. Niejako rykoszetem w cały rynek tej usługi uderzają przypadki kontrowersyjnego outsourcingu pracowniczego (personalnego). W skrócie polega on na tym, że jedna firma (może być to agencja zatrudnienia) przejmuje od innej jej pracowników, a następnie kieruje ich do wykonywania pracy u dotychczasowego pracodawcy. Przedsiębiorca przekazujący swoich dotychczasowych pracowników płaci agencji, ale nie musi już przejmować się wszystkimi obowiązkami związanymi z zatrudnieniem (dokumentacją, zasadami zwolnień itp.). To działanie na granicy prawa, ale wprost niezakazane, bo żaden przepis nie określa obecnie, na jakich zasadach ma się odbywać taki outsourcing. Nie jest to jednak usługa pracy tymczasowej przewidziana i uregulowana w ustawie z 2003 r. Pomimo tego nagłośnione i budzące kontrowersje przypadki outsourcingu są łączone z taką formą zatrudnienia. Tak stało się np. ze sprawą TVP, która przekazała ponad 400 pracowników do zewnętrznej firmy LeasingTeam (oferuje ona też klasyczną pracę tymczasową). Pracownicy złożyli już pozew o stwierdzenie nieważności umowy między oboma podmiotami. Dużym echem odbiła się także sprawa czterech nieuczciwych agencji (m.in. Centrum Niderlandzkie i Royal), które na mocy umów z około 350 pracodawcami przejęły 14 tys. osób zatrudnionych dotychczas w tych firmach i następnie „wypożyczyły” je tym samym przedsiębiorcom. Problem w tym, że nie opłacały za przejęte osoby składek na ZUS. Proceder – na różną skalę – trwał od 2006 do 2013 r. Dziś ZUS żąda zaległości od pracodawców, którzy oddali swoich pracowników do agencji.

Są plusy

Gdyby w tym miejscu zakończyć bilans działalności agencji, trzeba byłoby ukuć wniosek, że pracy tymczasowej należy jak najszybciej zakazać. Ocena działalności podmiotów, które ją oferują, nie jest jednak tak prosta. Po pierwsze kwestionować można samą skalę naruszeń, które im się zarzuca. –– zauważa Agnieszka Zielińska.

Nie można też nie wspomnieć o pozytywnych skutkach działalności agencji. – – tłumaczy prof. Elżbieta Kryńska.

Spośród 1,9 mln umów o pracę tymczasową w ubiegłym roku najwięcej (aż 676 tys.) zawierano z osobami wykonującymi prace proste (w tym z robotnikami wykonującymi prace proste w przemyśle), magazynierami (175 tys.), pakowaczami (119 tys.), sterowniczymi procesów przemysłowych (98 proc.), operatorami maszyn i urządzeń (86 tys.) oraz robotnikami pracującymi przy przeładunku towaru (74 tys.). Często zapomina się, że to dzięki agencjom powstają takie nowe miejsca pracy. –– tłumaczy Agnieszka Zielińska.

Podkreśla, że niesprawiedliwe dla agencji bywają także zarzuty dotyczące niskiego poziomu wynagrodzeń „czasowników” w porównaniu z innymi pracownikami. –– dodaje.

Nie można też zapomnieć, że korzyści z pracy tymczasowej czerpią nie tylko pracodawcy, ale także konsumenci, czyli w praktyce każdy z nas. – – mówi prof. Elżbieta Kryńska.

Tłumaczy, że to specyfika naszych czasów. –– dodaje profesor.

Wpływu agencji na kształtowanie obecnego rynku pracy nie przeceniają także ich najważniejsi adwersarze: związki zawodowe. – – zauważa dr Anna Reda-Ciszewska.

To się jednak wkrótce zmieni. Najprawdopodobniej w I kwartale 2016 r. wejdą w życie przepisy, które ograniczą możliwość zatrudniania pracowników na podstawie umów terminowych. Wprowadzony zostanie 36-miesięczny limit pracy na czas określony (wraz z trzymiesięcznym okresem próbnym). Jeśli firma będzie kontynuować zatrudnienie po upływie tego okresu, będzie to już praca na umowie bezterminowej. – – tłumaczy ekspert NSZZ „Solidarność”.

Okazją ku temu były rozmowy dotyczące zmian w pracy tymczasowej, jakie na przełomie 2014 i 2015 r. odbywały się pod auspicjami Ministerstwa Pracy. Oprócz przedstawicieli resortu wzięli w nich udział reprezentanci agencji, związków zawodowych i Państwowej Inspekcji Pracy. Wszyscy przedstawili swoje rekomendacje zmian. PIP zaproponowała m.in. wprowadzenie zasady, że ograniczenie okresu wykonywania obowiązków u jednego pracodawcy użytkownika dotyczy także przypadku, gdy osoba jest kierowana do tej samej firmy przez inną agencję pracy tymczasowej. NSZZ „Solidarność” przypomniała o własnym projekcie nowelizacji ustawy z 2003 r., przygotowanym jeszcze w 2012 r. Przewiduje on m.in., że w razie przekroczenia 18-miesięcznego limitu pracy u jednego pracodawcy użytkownika obie strony połączy umowa na czas nieokreślony. Co ciekawe, niektóre ze związkowych postulatów pokrywają się z tymi zgłoszonymi przez agencje. Chodzi np. o konieczność przedstawienia gwarancji finansowych (np. w postaci depozytu bankowego) przy rejestracji agencji po to, aby wykazać, że niezagrożona jest wypłata świadczeń dla pracowników tymczasowych.

– wskazuje Agnieszka Zielińska.

Związki proponują jeszcze głębsze zmiany. – – zauważa dr Anna Reda-Ciszewska.

Choć strony rozmów w sprawie tymczasowego zatrudnienia wciąż dużo dzieli, to jednak nieczęsto zdarza się, by wszyscy zgadzali się choćby co do samej potrzeby zmian. Rząd mógłby to wykorzystać. Skoro w czasie kampanii wyborczej tak dużo mówi się o konieczności poprawienia warunków pracy w Polsce, to nie można zapominać o „czasownikach”. To też są pracownicy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj