Coraz częściej to właśnie zagraniczne oddziały międzynarodowych firm przyciągają do siebie największe polskie talenty. Polscy informatycy, graficy, programiści, specjaliści od big data, menedżerowie, analitycy. Bywają firmy, gdzie jest ich tak wielu, że sami o sobie żartują, że są niczym „polska mafia”. A to dopiero początek, bo apetyty i ambicje są coraz większe.
– – przyznaje Agnieszka Hryniewicz-Bieniek, dyrektor biznesowy Google Polska. –– dodaje. Wśród nich jest Janusz Moneta, pierwszy szef marketingu Google’a w Polsce, który był inicjatorem uruchomionej w 2009 r. Internetowej Rewolucji, dzięki której 70 tys. polskich małych i średnich przedsiębiorców (MŚP) postawiło pierwsze kroki w internecie. Obecnie jako dyrektor marketingu MŚP na region EMEA koordynuje m.in. tego typu programy w całym regionie Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki.
Adam Kwaśniewski, pierwszy pracownik Google’a w Polsce, dziś pracuje w Dubaju jako dyrektor ds. operacji biznesowych na Bliski Wschód oraz Afrykę. – – mówi nam Kwaśniewski.
Polaków nietrudno też znaleźć w zagranicznych placówkach koncernu. W samym Dublinie pracuje ich ponad 150, zajmują się bardzo różnymi rynkami. To właśnie do Google’a zgłosiła się niedawno nasza ambasada w Irlandii. Stwierdzili, że mają problem, bo większość Polaków, z którymi mają do czynienia, to ludzie wykonujący podstawowe prace, a przecież emigranci na Wyspach to zróżnicowana grupa, nie brak osób na wysokich szczeblach, choćby w biurach pozostałych technologicznych gigantów: Amazona czy Facebooka. – – przekonuje Hryniewicz-Bieniek.
Studenckie City
Eleganckie garnitury, szykowne sukienki, płynny angielski, luz, lecz też podkreślana na każdym kroku polskość – od opowieści o rodzinnym domu po znaczki w klapach. Polscy studenci w jednej z najbardziej prestiżowych uczelni świata, London School of Economics, odkryli kilka lat temu, że ich siła tkwi właśnie w tym, że pochodzą z tego samego kraju. Od czterech lat co roku wczesną wiosną organizują na uczelni sporą konferencję, na którą zapraszają czołówkę polskiego biznesu, brytyjskich publicystów oraz dyplomatów, podczas której przez dwa dni opowiada się i słucha o sile polskiej gospodarki i szansach na rozwój. Ci młodzi ludzie w większości zapewniają, że myślą o powrocie do ojczyzny w perspektywie kilku lat. Właśnie tak zadeklarowało 77 proc. uczestników liczącego blisko 500 uczestników tegorocznego badania.
Zuzanna Kraszewska, współprzewodnicząca Polish Business Society (PBS), które zrzesza polskich studentów, opowiada, że nie powstało ono samo z siebie. Młodzi Polacy podpatrzyli, że podobne organizacje mają studenci z Niemiec czy Francji, i postanowili pójść w ich ślady, że będą się wspierać. W końcu to nie tylko kwestia patriotyzmu, co po prostu chęć wypromowania się. –– opowiada. Mówi bardzo dorośle, z rozwagą, choć ma dopiero 21 lat. Młodsza od niej o rok Aleksandra Wiśniewska, współprzewodnicząca PBS, zapewnia, że wie, iż Polakom bywa trudniej w środowiskach tak zamkniętych jak londyńskie City, ale to nie oznacza, że nie warto próbować. W końcu niektórym się udaje.
Tylko czekać, aż inicjatywa naszych studentów z LSE zostanie skopiowana w innych europejskich ośrodkach akademickich. Bo wraz z wejściem do UE rozpoczęła się nie tylko emigracja zarobkowa, lecz również edukacyjna. Polakami zapełniły się nie tylko londyńskie, dublińskie czy berlińskie restauracje, fabryki oraz hotele, lecz także sale wykładowe. Co roku na taką edukację decyduje się kilkanaście tysięcy młodych osób. I przynajmniej części z nich marzy się kariera w kolebkach kapitalizmu. Szlaki mają przetarte.
Networking przy piwie
Aneta Buchert w czołowym brytyjskim banku inwestycyjnym odpowiada za wielomiliardowe emisje obligacji dla największych korporacji. Polka wybrała Londyn spośród trzech europejskich metropolii, w których studiowała. Brytyjska stolica wygrała z Berlinem i Paryżem, bo chciała pracować w bankowości, a do tego Londyn jest najlepszym miejscem, z którym konkurować może tylko Nowy Jork. Buchert zdobywała doświadczenie w bankowości inwestycyjnej, m.in. w UBS i Merrill Lynch, a dodatkowo szefuje Polish City Club (PCC), organizacji zrzeszającej Polaków z tej wpływowej części Londynu. Dodatkowo od sześciu lat organizuje spotkania dla polskich ekspatów. Co miesiąc członkowie prestiżowego klubu zbierają się w jednym z najstarszych w centralnej części miasta pubów „The Counting House”. – – opowiada. I dodaje, że dzięki tym spotkaniom powstało wiele nowych znajomości, przyjaźni, współpracy biznesowych czy nowych ofert pracy. PCC reklamuje się jako „organizacja polskich profesjonalistów, którzy za cel mają budowanie spójnie prosperującej polskiej diaspory w Europie”. Skupia głównie finansistów, prawników i przedstawicieli wolnych zawodów. – – mówi Buchert.
Lista członków PCC robi wrażenie. Jest wśród nich Jakub Molski, który przez ponad dwa lata pracował nad największymi restrukturyzacjami przedsiębiorstw w Europie, a od dwóch lat odpowiada w Hoist Finance za inwestycje w Polsce i Niemczech. Czy Jacek Więcławski, specjalista ds. instrumentów o stałym dochodzie derywatów na rynkach globalnych Rabobank International.
PCC czy bliźniacze stowarzyszenia, jak Polish Professionals, powstały z myślą o takich osobach jak Maciek Ziomek, który w Londynie mieszka od dwóch lat. Na Wyspy Brytyjskie pojechał w ślad za żoną, która dostała propozycję pracy w Viacom International Media Networks, amerykańskim gigancie medialnym, do którego należą m.in. MTV czy Comedy Central. – – opowiada. W brytyjskiej stolicy znalazło się odpowiednie stanowisko także dla niego, propozycję złożył mu dotychczasowy pracodawca. Ziomek od dwóch lat robi karierę jako international investment director w Starcom Mediavest Group. Należąca do holdingu reklamowego Publicis grupa jest jednym z największych na świecie graczy zajmujących się komunikacją marketingową, ze 130 biurami w kilkudziesięciu krajach i 8 tys. pracowników. Ziomek odpowiada m.in. za nadzorowanie efektywności kampanii reklamowych dużych koncernów i strategie negocjacyjne z nadawcami w regionie.
– – przekonuje Maciek Ziomek. Wtóruje mu żona, Agata: – – dodaje Agata. Ona w ciągu dwóch lat już dwukrotnie awansowała, obecnie zajmuje się strategią i sprzedażą licencji do programów produkowanych przez Viacom w ramach obszaru Europy Środkowej, Wschodniej, Niemiec, Austrii i Szwajcarii.
Oboje przyznają, że w ich branży jeszcze nieczęsto spotyka się rodaków na menedżerskich stanowiskach w firmach w Londynie. –– przyznaje Maciek Ziomek. Potwierdza, że w Londynie wciąż łatwiej usłyszeć rodzimy język w restauracjach czy kawiarniach.
Poznajcie „bossów”
Jeszcze niedawno przykładem polskiego awansu w zagranicznych korporacjach była Henryka Bochniarz, była minister przemysłu, która obok szefowania Lewiatanowi od 2006 r. była prezesem Boeing International na Europę Środkową i Wschodnią. To już przeszłość, nie tylko dlatego że Bochniarz nie piastuje tego stanowiska, lecz przede wszystkim dlatego, że przybyło nam równie prestiżowych prezesów, wiceprezesów i dyrektorów z Polski w dużych firmach.
W Intelu po Ryszardzie Malinowskim, dyrektorze generalnym Client Components Group, który w ubiegłym roku przeszedł na emeryturę, awansowali kolejni Polacy. Tomasz Klekowski przez lata piastował funkcję szefa korporacji na Europę Środkowo-Wschodnią i właśnie został dyrektorem ds. marketingu biznesowego w regionie EMEA, a Klekowskiego na stanowisku zastąpił inny Polak: Krzysztof Jonak, do niedawna pełniący w Intelu funkcję country managera na terenie Ukrainy, Białorusi i Mołdawii.
Rozwija się też ścieżka Wioletty Rosołowskiej okrzykniętej w 2009 r. przez „Financial Times” jedną z najbardziej wpływowych kobiet w Niemczech. Po zrobieniu kariery w Tchibo, gdzie dotarła do stanowiska członka zarządu koncernu (odpowiadała za biznes w krajach takich, jak: Czechy, Słowacja, Ukraina, Węgry, Rumunia, Turcja, Polska i kraje bałtyckie), niedawno przeszła do L’Oréal Polska (zastąpiła Jeana Charles’a Bondy’ego). Małgorzata O’Shaughnessy, której przed laty marzyła się kariera reżysera filmowego, jest wiceprezesem Visa Europe. W górę pnie się też Mirosław Zieliński, który rozpoczął karierę w Philip Morris International (PMI) w 1991 r. na stanowisku przedstawiciela handlowego. Kolejno zajmował wiele kierowniczych stanowisk w dziale sprzedaży i marketingu tej firmy tytoniowej, a w 1999 r. przeniósł się do Kijowa, gdzie objął funkcję dyrektora zarządzającego PMI na Ukrainie. W 2002 r. został dyrektorem zarządzającym pionu globalnej sprzedaży wolnocłowej, w 2010 r. objął funkcję prezydenta regionu Europy Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Afryki (EEMA) oraz Pionu Sprzedaży Wolnocłowej PMI. Od lipca tego roku jest prezydentem ds. produktów o obniżonym ryzyku. W skład zarządu tytoniowego giganta wchodzi jeszcze jeden Polak, Jacek Olczak, który od sierpnia 2012 r. pełni funkcję dyrektora finansowego.
Głośnym echem w branży odbił się też awans Michała H. Mrożka, który w 2011 r. został członkiem kadry kierowniczej Citibank NA w Nowym Jorku, gdzie objął kluczowe stanowisko w zespole odpowiedzialnym za koordynację strategicznych projektów Citi na całym świecie. Od tego roku zaś jest prezesem zarządu banku HSBC Bank Polska.
Polak Polakowi wilkiem?
– – przyznaje Izabella Wiley, dyrektor generalna polskiego biura firmy A+E Networks, a wcześniej wieloletnia szefowa MTV Networks Polska i wiceprezes zarządu głównego MTV Networks Europe.
Po awansie w 2008 r. Wiley była w europejskiej centrali muzycznego kanału jedyną kobietą i jedynym reprezentantem Europy Środkowej i Wschodniej. Gdy odchodziła z MTV, na wysokich stanowiskach w Viacomie Polaków było znacznie więcej. –– przyznaje Wiley. To ona przecierała szlaki. Dziś przyznaje, że początki nie były łatwe. Zdarzało się, że koledzy z Londynu patrzyli na nią z góry. Gdy powierzono jej stworzenie zaawansowanego technologicznie projektu, z którego miała skorzystać cała korporacja, koledzy nie omieszkali dać jej do zrozumienia, że sobie nie poradzi. –– mówi.
Wiley twierdzi, że międzynarodowe kariery pierwszych Polaków na wysokich szczeblach są w stanie ruszyć lawinę. – – wyjaśnia. Ale do pełni sukcesu daleko. Plany budowania „polskich mafii” w międzynarodowych korporacjach może pokrzyżować mentalność, którą najlepiej oddaje powszechnie cytowane przez emigrantów hasło: „Polak Polakowi wilkiem”. – – mówi Wiley. I przytacza dowcip zasłyszany od jednego z profesorów na Uniwersytecie Stanforda. „Pewien naukowiec, specjalista od badania karaluchów, oprowadza po laboratorium gościa zza granicy. Z dumą pokazuje »podopiecznych«, którzy siedzą zamknięci w szklanych pojemnikach. – – tłumaczy. Nagle gość zauważa otwarty słoik i krzyczy: –Na co gospodarz niewzruszony odpowiada. –”. – – kwituje Wiley.
Cel: Top management
Kariery polskich menedżerów to głównie kwestia międzynarodowej polityki w korporacjach. W ciągu ostatniego dziesięciolecia globalne firmy zamiast wysyłać menedżerów z centrali, starają się pozyskiwać dobrych ludzi z lokalnych rynków i dawać im „kopniaka w górę”, bo to oni są bardziej innowacyjni, kreatywni i ambitni. Ważna jest też polityczna poprawność, która nakazuje zatrudnianie pracowników z różnych części świata i odzwierciedlanie tej struktury także w składzie zarządów, tak by nikt firmie nie zarzucił dyskryminacji. – – zauważa Aneta Buchert.
Kariera w strukturach korporacji nie jest jeszcze tak szeroko dostępna. Wciąż w Stanach Zjednoczonych 97,7 proc. prezesów największych firm to Amerykanie, 91 proc. prezesów włoskich firm to Włosi, a 85 proc. francuskich to Francuzi. Tym bardziej budzi podziw awans Jarosława Świgulskiego, który kilka tygodni temu został szefem Mars Food na Amerykę Północną. Od 1 lipca jest odpowiedzialny za strategię rozwoju i działalność operacyjną firmy na rynkach w USA i Kanadzie. Świgulski będzie też odpowiadał za strategię i inwestycje produktów żywnościowych w Brazylii, a także za globalną strategię marki Uncle Ben’s. – – mówi nam. I dodaje, że w jego korporacji liczba Polaków piastujących wysokie stanowiska nie odbiega od innych krajów o podobnej wielkości, ale to raczej dowód na to, że stać nas na wiele. – – tłumaczy.
O wysokie stanowiska w korporacjach starają się coraz młodsi polscy menedżerowie. W 2011 r. Przemysław Berendt miał 30 lat, gdy został wiceprezesem ds. marketingu w Luxoft, wówczas międzynarodowej spółce informatycznej pochodzącej z Rosji, dziś będącej globalnym dostawcą usług IT, notowanej na nowojorskiej giełdzie. – – zapewnia. I opowiada, że kiedy Luxoft wchodził na nowojorską giełdę, brał udział w tym procesie i nawet stał na balkonie giełdy, gdy uderzono w słynny dzwon. – – tłumaczy Berendt. Dodaje, że rzeczywiście można ich tam spotkać coraz częściej. – – wymienia Berendt.
Jego wizja jest niezwykle optymistyczna: –