Dziennik Gazeta Prawana logo

Nóż w plecy. Nikt nie zaszkodzi firmie tak, jak były pracownik

13 czerwca 2014, 06:50
Ten tekst przeczytasz w 15 minut
firma
firma/Shutterstock
PRL-owska mentalność przeniesiona w czasy kapitalizmu kończy się potężnymi kłopotami dla przedsiębiorców. Pracownicy wykorzystują najważniejsze dane firm, w których pracują, by otworzyć własną, konkurencyjną działalność.

Mówi Jan, właściciel firmy sprzedającej maszyny i urządzenia budowlane: .

.

Co piąta firma ofiarą

Mariusz Witalis, partner w dziale zarządzania ryzykiem nadużyć firmy doradczej EY, mówi, że na jego biurko trafia coraz więcej podobnych spraw - takich, w których pracownicy świadomie szkodzą zatrudniającym ich firmom.

- opowiada Witalis. Przytacza amerykańskie analizy, zgodnie z którymi pracownicze nadużycia kosztują przedsiębiorstwa rocznie około 6 proc. ich przychodów.

– mówi ekspert.

Nie ma branż stuprocentowo odpornych na to zjawisko. Ale są takie, które są na nie szczególnie podatne. Na przykład wszystkie rodzaje usług, gdzie informacja o klientach odgrywa istotną rolę. - zauważa Witalis.

Jeden z nich szczególnie zapadł mu w pamięć: duży zagraniczny inwestor kupił w Polsce zakład produkcyjny. Na stanowisko prezesa został powołany miejscowy menedżer. Inwestor wrócił do swojego kraju, a mianowany przez niego prezes uruchomił własną firmę, działającą w tej samej branży.

– mówi Witalis.

Na ogół nadużycie polega na tym, że pracownik albo grupa pracowników, wykorzystuje dane pozyskane w trakcie zatrudnienia u poprzedniego pracodawcy do własnej działalności biznesowej. Ekstremalny przykład takiego działania z praktyki Witalisa to przypadek jednej z firm ubezpieczeniowych, gdzie grupa pracowników nie tylko przeszła do konkurencji, zabierając dane klientów, ale jeszcze wykasowała z serwerów swojego poprzedniego pracodawcy informacje na ich temat.

Inna sprawa: jedna z dużych firm produkcyjnych zainwestowała spore pieniądze w rozbudowany system IT. System był dość skomplikowany, stworzyła go i obsługiwała grupa wysoko wykwalifikowanych informatyków. I ci właśnie informatycy wpadli na pomysł, że założą własną firmę i zażądają od byłego pracodawcy dodatkowych opłat. Postawili go w ten sposób pod ścianą, bo nikt inny nie był w stanie obsłużyć tego systemu.

– opowiada Witalis.

Kret w firmie

Robert Solga, radca prawny z kancelarii Solga i Wspólnicy, autor bloga www.tajemnica–przedsiebiorstwa.pl dzieli pracowników-konkurentów na dwie kategorie. Pierwsza to kret w firmie. Pracownik konkuruje ze swoim pracodawcą jeszcze w czasie obowiązywania umowy o pracę. Wykorzystuje informacje pracodawcy do prowadzenia własnej działalności albo działalności firmy, w której jest cichym wspólnikiem. Pracodawca traci w ten sposób przewagę konkurencyjną, bo jego konkurent wie o nim wszystko. – mówi Solga.

Kategoria druga: pracownik odchodzi i rozpoczyna oficjalnie własną działalność konkurencyjną. Kieruje swoją ofertę do klientów byłego pracodawcy, nawiązuje współpracę z jego dostawcami. Znając ceny i inne warunki zawieranych przez pracodawcę umów, jest w stanie skutecznie zawłaszczyć sporą część jego udziału w rynku. – opowiada prawnik.

- mówi Solga. I dodaje, że w niebezpieczeństwie są najczęściej małe i średnie firmy. – Duża przetrwa odejście kluczowego pracownika - oczywiście poniesie straty, ale sobie poradzi. - uważa.

Nie zrobiłem nic złego

Tomasz, niegdyś sprzedawca, dziś działa na swoim

Pracodawca też winien

Według Mariusza Witalisa pracownik najczęściej występuje przeciwko firmie z trzech powodów. Pierwszy to presja ze strony pracodawcy lub otoczenia: pracownik ugina się pod narzuconymi na niego zadaniami albo chce więcej zarabiać, bo potrzeby jego rodziny są duże. Drugi element to okazja - do nadużycia może dojść wtedy, gdy pracownik ma dostęp do strategicznych informacji, które na dodatek są słabo chronione. Trzeci zaś to racjonalizacja działania - sam dokonujący nadużycia znajduje wytłumaczenie dla swojego postępowania. Na przykład takie: skoro mam duży wpływ na wyniki firmy, to powinienem więcej z tego mieć. Bo mi się należy.

Ale, dodaje ekspert, pracodawcy też nie są tu bez winy: gdy nie dbają o to, czy pracownik identyfikuje się z firmą, to ryzyko, że ten jej zaszkodzi, rośnie. – - mówi Witalis.

Robert Solga dodaje, że często pracownicy-konkurenci nawet nie mają pojęcia, że robią coś złego. - mówi prawnik. I od razu zastrzega: nie zawsze wykorzystywanie danych o klientach byłego pracodawcy jest nadużyciem. Wszystko zależy od okoliczności. Jeżeli pracownik współpracował z pewnymi klientami, zanim został zatrudniony, przyprowadził tych klientów do firmy, to teraz, po odejściu, ma prawo dalej z nimi współpracować. Bo tu w grę mogą wchodzić relacje osobiste.

- mówi Solga.

Ludzie są nieuczciwi

Jan się zżyma:

Rynkowa wersja fuchy

Eksperci zwracają uwagę, że "pracownicza konkurencja" to nie jest tylko specyfika polskiego rynku. Mariusz Witalis mówi, że wchodzenie w konflikt interesów, dorabianie sobie na boku jest powszechne w całym naszym regionie. Spekuluje, że to taka wolnorynkowa wersja fuch z czasów PRL, czyli dorabiania sobie na boku przez pracowników państwowych firm kosztem tych przedsiębiorstw.

= mówi.

Robert Solga dodaje, że pracodawcy nie powinni biernie przyglądać się temu zjawisku. = mówi. Niestety wśród małych przedsiębiorców pokutuje przekonanie, że takie umowy są drogie, gdyż trzeba płacić byłemu pracownikowi odszkodowanie także wtedy, gdy zwolni się go z zakazu konkurencji.

– twierdzi prawnik.

Ale nawet bez umowy o zakazie konkurencji można się dobrze zabezpieczyć. Trzeba jednak objąć wartościowe informacje tajemnicą przedsiębiorstwa. Jakie? Te, które mają wartość gospodarczą. Nie tylko bazę klientów, lecz także dane o cenach, upustach, potrzebach kontrahentów, terminach obowiązywania umów itp.

- mówi Solga.

Samo ustanowienie tajemnicy przedsiębiorstwa nie jest szczególnie trudne. Prawo nie wymaga przy tym zbyt dużej staranności pracodawcy. To, co trzeba zrobić w pierwszej kolejności, to poinformować pracowników, że konkretne informacje są poufne.

- precyzuje Solga.

Ale Mariusz Witalis twierdzi, że to właśnie z tymi technicznymi zabezpieczeniami w firmach jest problem. To, co przedsiębiorca traktuje jako własność intelektualną - np. patenty - na ogół chronione jest nieźle. - mówi Witalis.

I opowiada, czym takie przechwycenie danych może się skończyć:

Liczy się lojalność

Jan:

Tomasz:

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj