Mówi Jan, właściciel firmy sprzedającej maszyny i urządzenia budowlane: .
.
Co piąta firma ofiarą
Mariusz Witalis, partner w dziale zarządzania ryzykiem nadużyć firmy doradczej EY, mówi, że na jego biurko trafia coraz więcej podobnych spraw - takich, w których pracownicy świadomie szkodzą zatrudniającym ich firmom.
- opowiada Witalis. Przytacza amerykańskie analizy, zgodnie z którymi pracownicze nadużycia kosztują przedsiębiorstwa rocznie około 6 proc. ich przychodów.
– mówi ekspert.
Nie ma branż stuprocentowo odpornych na to zjawisko. Ale są takie, które są na nie szczególnie podatne. Na przykład wszystkie rodzaje usług, gdzie informacja o klientach odgrywa istotną rolę. - zauważa Witalis.
Jeden z nich szczególnie zapadł mu w pamięć: duży zagraniczny inwestor kupił w Polsce zakład produkcyjny. Na stanowisko prezesa został powołany miejscowy menedżer. Inwestor wrócił do swojego kraju, a mianowany przez niego prezes uruchomił własną firmę, działającą w tej samej branży.
– mówi Witalis.
Na ogół nadużycie polega na tym, że pracownik albo grupa pracowników, wykorzystuje dane pozyskane w trakcie zatrudnienia u poprzedniego pracodawcy do własnej działalności biznesowej. Ekstremalny przykład takiego działania z praktyki Witalisa to przypadek jednej z firm ubezpieczeniowych, gdzie grupa pracowników nie tylko przeszła do konkurencji, zabierając dane klientów, ale jeszcze wykasowała z serwerów swojego poprzedniego pracodawcy informacje na ich temat.
Inna sprawa: jedna z dużych firm produkcyjnych zainwestowała spore pieniądze w rozbudowany system IT. System był dość skomplikowany, stworzyła go i obsługiwała grupa wysoko wykwalifikowanych informatyków. I ci właśnie informatycy wpadli na pomysł, że założą własną firmę i zażądają od byłego pracodawcy dodatkowych opłat. Postawili go w ten sposób pod ścianą, bo nikt inny nie był w stanie obsłużyć tego systemu.
– opowiada Witalis.
Kret w firmie
Robert Solga, radca prawny z kancelarii Solga i Wspólnicy, autor bloga www.tajemnica–przedsiebiorstwa.pl dzieli pracowników-konkurentów na dwie kategorie. Pierwsza to kret w firmie. Pracownik konkuruje ze swoim pracodawcą jeszcze w czasie obowiązywania umowy o pracę. Wykorzystuje informacje pracodawcy do prowadzenia własnej działalności albo działalności firmy, w której jest cichym wspólnikiem. Pracodawca traci w ten sposób przewagę konkurencyjną, bo jego konkurent wie o nim wszystko. – mówi Solga.
Kategoria druga: pracownik odchodzi i rozpoczyna oficjalnie własną działalność konkurencyjną. Kieruje swoją ofertę do klientów byłego pracodawcy, nawiązuje współpracę z jego dostawcami. Znając ceny i inne warunki zawieranych przez pracodawcę umów, jest w stanie skutecznie zawłaszczyć sporą część jego udziału w rynku. – opowiada prawnik.
- mówi Solga. I dodaje, że w niebezpieczeństwie są najczęściej małe i średnie firmy. – Duża przetrwa odejście kluczowego pracownika - oczywiście poniesie straty, ale sobie poradzi. - uważa.
Nie zrobiłem nic złego
Tomasz, niegdyś sprzedawca, dziś działa na swoim
Pracodawca też winien
Według Mariusza Witalisa pracownik najczęściej występuje przeciwko firmie z trzech powodów. Pierwszy to presja ze strony pracodawcy lub otoczenia: pracownik ugina się pod narzuconymi na niego zadaniami albo chce więcej zarabiać, bo potrzeby jego rodziny są duże. Drugi element to okazja - do nadużycia może dojść wtedy, gdy pracownik ma dostęp do strategicznych informacji, które na dodatek są słabo chronione. Trzeci zaś to racjonalizacja działania - sam dokonujący nadużycia znajduje wytłumaczenie dla swojego postępowania. Na przykład takie: skoro mam duży wpływ na wyniki firmy, to powinienem więcej z tego mieć. Bo mi się należy.
Ale, dodaje ekspert, pracodawcy też nie są tu bez winy: gdy nie dbają o to, czy pracownik identyfikuje się z firmą, to ryzyko, że ten jej zaszkodzi, rośnie. – - mówi Witalis.
Robert Solga dodaje, że często pracownicy-konkurenci nawet nie mają pojęcia, że robią coś złego. - mówi prawnik. I od razu zastrzega: nie zawsze wykorzystywanie danych o klientach byłego pracodawcy jest nadużyciem. Wszystko zależy od okoliczności. Jeżeli pracownik współpracował z pewnymi klientami, zanim został zatrudniony, przyprowadził tych klientów do firmy, to teraz, po odejściu, ma prawo dalej z nimi współpracować. Bo tu w grę mogą wchodzić relacje osobiste.
- mówi Solga.
Ludzie są nieuczciwi
Jan się zżyma:
Rynkowa wersja fuchy
Eksperci zwracają uwagę, że "pracownicza konkurencja" to nie jest tylko specyfika polskiego rynku. Mariusz Witalis mówi, że wchodzenie w konflikt interesów, dorabianie sobie na boku jest powszechne w całym naszym regionie. Spekuluje, że to taka wolnorynkowa wersja fuch z czasów PRL, czyli dorabiania sobie na boku przez pracowników państwowych firm kosztem tych przedsiębiorstw.
= mówi.
Robert Solga dodaje, że pracodawcy nie powinni biernie przyglądać się temu zjawisku. = mówi. Niestety wśród małych przedsiębiorców pokutuje przekonanie, że takie umowy są drogie, gdyż trzeba płacić byłemu pracownikowi odszkodowanie także wtedy, gdy zwolni się go z zakazu konkurencji.
– twierdzi prawnik.
Ale nawet bez umowy o zakazie konkurencji można się dobrze zabezpieczyć. Trzeba jednak objąć wartościowe informacje tajemnicą przedsiębiorstwa. Jakie? Te, które mają wartość gospodarczą. Nie tylko bazę klientów, lecz także dane o cenach, upustach, potrzebach kontrahentów, terminach obowiązywania umów itp.
- mówi Solga.
Samo ustanowienie tajemnicy przedsiębiorstwa nie jest szczególnie trudne. Prawo nie wymaga przy tym zbyt dużej staranności pracodawcy. To, co trzeba zrobić w pierwszej kolejności, to poinformować pracowników, że konkretne informacje są poufne.
- precyzuje Solga.
Ale Mariusz Witalis twierdzi, że to właśnie z tymi technicznymi zabezpieczeniami w firmach jest problem. To, co przedsiębiorca traktuje jako własność intelektualną - np. patenty - na ogół chronione jest nieźle. - mówi Witalis.
I opowiada, czym takie przechwycenie danych może się skończyć:
Liczy się lojalność
Jan:
Tomasz: