Francuzi, Brytyjczycy i Polacy to trzy narody, które w UE najchętniej zmieniają pracę – wynika z indeksu mobilności publikowanego w monitoringu rynku pracy Randstad, międzynarodowej firmy doradztwa personalnego. W indeksie po drugim kwartale tego roku osiągnęliśmy 108 pkt, przy średniej dla UE wynoszącej 100 pkt. Na drugim biegunie są Austriacy, Holendrzy i Niemcy.
–– tłumaczy Katarzyna Gurszyńska, menedżer ds. komunikacji Randstad.
Eksperci są zdania, że mobilność wymusza u nas niestabilność rynku pracy – bankructwa firm, fuzje i przejęcia, zmiany strategii, ograniczanie produkcji to od lat rzeczywistość polskiego pracownika. – – uważa Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.
Ryzyko utraty pracy jako wysokie i bardzo wysokie ocenia co trzeci polski pracownik ankietowany przez Randstad. – – tłumaczy Grzegorz Baczewski, dyr. departamentu dialogu społecznego i rynku pracy Konfederacji Lewiatan.
Większą obawę o utratę pracy w krajach UE czują Grecy, Hiszpanie, Słowacy i Włosi.
Eksperci podkreślają, że równocześnie Polaków cechuje wysoki optymizm – 74 proc. uważa, że znajdzie jakąś nową pracę, to o 9 pkt proc. więcej niż średnia w UE. Niewykluczone, że wynika to z faktu, że jesteśmy... niewybredni. Jedna trzecia badanych przyznaje, że ich wybór pierwszej pracy był wynikiem przypadku (w grupie 18–24 lata ponad połowa), i to pomimo że 45 proc. uważa, iż pierwsza praca determinuje resztę kariery.
– T – zwraca uwagę Grzegorz Baczewski.
Ale na los zdajemy się także już wcześniej, wybierając kierunek kształcenia. W konsekwencji blisko połowa badanych (wśród których większość stanowią osoby z wyższym wykształceniem) obecnie zdecydowałaby się na zdobywanie innych umiejętności. Tak twierdzą przede wszystkim osoby w wieku 25–44 lata. One na ogół decyzje na temat wyboru studiów podejmowały jeszcze wtedy, gdy panowała moda na kierunki humanistyczne, a nie techniczne. Efekt: dziś co trzeci polski pracodawca narzeka na niedobór właściwych pracowników.
Na liście najbardziej poszukiwanych, przygotowanej przez firmę doradczą Manpower, są wykwalifikowani pracownicy fizyczni, inżynierowie, operatorzy produkcji, menedżerowie sprzedaży, kierownicy czy pracownicy IT. – – twierdzi Łukasz Komuda. Jego zdaniem lepszy efekt przyniosłoby zatrudnienie w szkołach profesjonalnych doradców zawodowych, którzy pomogliby uczniom zaplanować kształcenie i karierę pod rzeczywiste możliwości oraz zainteresowania i uwzględnili w nich różne scenariusze rozwoju sytuacji na rynku pracy.
Grzegorz Baczewski dodaje, że oprócz tego powinien zostać rozbudowany system staży i praktyk zgodnych z kierunkiem wybranym przez ucznia czy studenta, które pomogłyby zdobyć twarde kompetencje już w czasie kształcenia.
CZYTAJ TAKŻE: W Norwegii brakuje rąk do pracy. Inżynier z Polski może poczuć się królem>>>