Islandia i Belgia - już, Niemcy w trakcie a Wielka Brytania to zachęcających testach. Czterodniowy tydzień pracy staje się faktem, a w Polsce budzi wręcz wrogość pracodawców. Ci mają pamięć krótką i nie chcą pamiętać, że pracownicy głosują też nogami więc ruszą w świat.

Reklama

Ruszą – niekoniecznie wyjadą, bo rozwój nowych technologii po pandemii następuje tak błyskawicznie, że praca zdalna umożliwi zdecydowanie większej grupie pracowników niż kiedykolwiek wcześniej zatrudnić się poza Polską, niespecjalnie ruszając z kraju.

Konserwatywni od lat polscy pracodawcy jakoś nie chcą tego pojąć.

Rewolucja w kodeksie pracy już zaplanowana przez rząd

Aż 78 proc. dużych firm jest przeciwko czterodniowemu tygodniowi pracy w Polsce, wynika z Indeksu Lewiatana, ekspresowego badania przeprowadzonego pod koniec kwietnia. Wśród mniejszych firm ten odsetek jest nieznacznie niższy, ale w sumie aż 76 proc. pracodawców wrogo odnosi się do pomysłu. By każdy weekend zaczynał się nie w piątek, jak teraz, ale w czwartek – jak wkrótce, przy czterodniowym tygodniu pracy.

Reklama

Polscy pracodawcy są bardzo konserwatywni, co pokazują ostatnie dwie dekady, w czasie których na świecie dochodzi do rewolucyjnych wręcz zmian w organizacji pracy. Może to ich drogo kosztować, bo gdy znów po pandemii, inflacji i wywołanemu przez nie kryzysowi gospodarczemu znów ruszą gospodarki – w Niemczech, Francji, Skandynawii i południu Włoch, pozostanie im import mało wymagających pracowników z dalekiej Azji, bo Polacy znów falą zatrudnią się tam, gdzie zrozumienie trendów na rynku pracy przebiega bez oporu.

Pracodawcy nie chcą już nawet pracy zdalnej!

Najnowszym dowodem na konserwatyzm jest niechęć nawet do pracy hybrydowej. Coraz więcej firm nakazuje pracownikom powrót do biur – i to wbrew statystykom wydajności pracy.

To z kolei potwierdza najnowsze badanie JLL i raport z niego – „Rok 2024: nowa normalność czy następny etap transformacji hybrydowej …czyli jak Polacy wracają do biur?”.

Aż 87 proc. pracodawców wprowadziło politykę zachęcającą do powrotu do biur, także z pracy hybrydowej, a 33 proc. nie bawiło się nawet w dyplomację – nakazując powrót do pracy w formie znanej w powszechnej skali od co najmniej XIX wieku.

I to wbrew stanowisku samych pracowników, z których niemal dwóch na trzech uważa, że warunki domowe pozwalają na większą wydajność, bo są tu warunki do większego skupienia, a co drugi uważa, że w warunkach domowych pracuje wydajniej.

Oczywiście nie stwarza dobrych możliwości do kontaktu z innymi pracownikami – co też jest niezwykle ważne, przynajmniej dla wielu – ale ten mankament rozwiązuje opcja pracy hybrydowej.

Czterodniowy tydzień pracy to nowy standard na rynkach - Polska go nie uniknie

Ale to nic nowego. Pracodawcy wrogo nastawieni byli od początku do pracy zdalnej, określanej dekadę temu telepracą i aż trzeba było stworzyć specjalny rozdział z przepisami w kodeksie pracy, by ich do tego skłonić – teraz zresztą już nieaktualny, zastąpiły go przenoszone aż do końca pandemii przepisy o pracy zdalnej.

Od dawna w kodeksie pracy są przepisy regulujące zadaniowy system czasu pracy – bardzo dobre, bo opisujące precyzyjnie zadania i obowiązki obu stron – ale skłonienie pracodawcy do zgody na takie rozliczanie czasu pracy w większości polskich firm graniczy z cudem. Bo generalnie szefom w Polsce łatwiej czuć się bezkarnymi stosując mobbing i wszelkie możliwe formy dyskryminacji niż iść z duchem czasu.

Nawet jeśli akceptują z musu work-life-balans lub czytają artykuły w prasie fachowej o dobrostanie, to bardziej jak ich PRL-owscy poprzednicy widzą w tym fanaberie zachodnich burżuazyjnych radykałów niż nieunikniony trend na rynku pracy.

Tak na marginesie – gdyby kiedyś trzeba było jednak zawracać Wisłę kijem, to wielu HR-owców w Polsce doskonale by się do tego nadało. Wiem, że jestem złośliwy i generalnie niesprawiedliwy, ale felietonowa forma tego artykułu mi na to pozwala.
Czuję się w obowiązku, także w interesie pracodawców – a może w ich przede wszystkim – zwrócić uwagę że burzliwy proces zmian w trendach na rynku pracy się jeszcze nie skończył i długo nie skończy. Są one konsekwencją nowej rewolucji przemysłowej – tym razem technologicznej. Zamiast więc tracić czas i energię na walkę z trendami, lepiej ukierunkować je na przygotowanie się do ich wdrożenia, w tym znalezienie sposobu, by na nowych rozwiązaniach firma zyskała – chociażby poprzez poprawę konkurencyjności – niż została w tyle, by zniknąć z rynku.

Właśnie te nowe technologie, w które po prostu trzeba zainwestować, to odpowiedź na problemy jakie konserwatywnym organizatorom czasu pracy w firmie stworzy czterodniowy tydzień pracy.

Ci co teraz ocierając się o mobbing lub dyskryminację wymuszają powrót do biur z pracy zdalnej powinni liczyć się z tym, że wkrótce podążą w odwrotną stronę, do domu – jednak na pracę zdalną, ale zdani na los co do resztę swojej aktywności zawodowej.

Czterodniowy tydzień jak walka o wolne soboty w latach 70. Ubiegłego wieku

Prawdopodobnie więc ze skróceniem czasu pracy będzie jak z pracą zdalną, a wcześniej – telepracą. Tylko bezdyskusyjne przepisy w prawie pracy – najlepiej wprost w Kodeksie pracy – są w stanie egzekwować od firm skracanie czasu pracy.
Na razie resort pracy tylko pracuje nad projektami i komunikuje, że rozważane do docelowego wdrożenia są dwie opcje: skrócenie tygodnia pracy z 40 godzin do 35 godzin oraz czterodniowy tydzień pracy.

Być może więc zmiany będą wprowadzane etapowo. Podobnie było pół wieku temu gdy równie mocy opór – wtedy ze strony państwa, bo to był monopolistyczny pracodawca – budził pięciodniowy tydzień, a więc odejście od pracy w sobotę. Wówczas etap przejściowy polegał na tym, że wolna od pracy była tylko jedna sobota w miesiącu, a czas pracy rozliczany był nie tygodniowo, ale miesięcznie.