Dziennik Gazeta Prawana logo

Wszystko, co wiesz o rajach podatkowych, to najprawdopodobniej nieprawda

20 maja 2018, 21:32
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Samolot
Samolot/Shutterstock
Raj podatkowy to jedno z najdziwniejszych pojęć w rozmowach o gospodarce. Raj kojarzy się z czymś pięknym, niepowtarzalnym, boskim. A skoro tak, to zapewne podatki są tam dokładnie takie, jak w biblijnym Edenie. Nie ma ich wcale. Czyż nie jest to miejsce, w którym każdy z nas chciałby się znaleźć?

A jednak jeśli ktoś publicznie mówi o rajach podatkowych, to zazwyczaj nimi straszy. Stosuje się to określenie jako zbiorczą nazwę takich miejsc na świecie, do których – jak przekonują przedstawiciele wrogich im Unii Europejskiej, OECD czy rządu USA – uciekają bogaci z twoimi pieniędzmi. W ten sposób unikają płacenia podatków od dochodu magnaci finansowi, właściciele przedsiębiorstw, ich menadżerowie, a nawet dentyści, aktorzy i muzycy (np. Bono). Wszyscy oni optymalizują się w rajach kosztem budżetu twojego kraju. Twoim kosztem – bo z tych niezapłaconych podatków miałbyś lepszy szpital, twoje dziecko lepszą szkołę, a bezrobotny małżonek wyższy zasiłek.

Raj podatkowy jednych (bogatych) jest z tej perspektywy piekłem podatkowym drugich (biednych). Są nawet ekonomiści przekonujący, że gdyby pieniądze wytransferowane do rajów (szacuje się je w sumie nawet na 32 bln dol.) pozostały w krajach, w których je zarobiono, przestałyby one mieć problemy z zadłużeniem. Na przykład strefa euro z dłużnika netto stałaby się kredytodawcą netto. Szkoda tylko, że cała ta narracja nie trzyma się kupy.

Całkiem swojska egzotyka

Obronę rajów podatkowych można przeprowadzić na tylu poziomach, że właściwie nie wiadomo, od czego zacząć. Najlepiej więc od sprecyzowania, o czym tak naprawdę mowa. Czarny PR, który rajom podatkowym zrobiły rządy świata oraz samozwańczy agitatorzy, sprawia, że mogą one wydawać się zwykłemu zjadaczowi chleba jakimiś odległymi krainami zamieszkałymi przez tłustych, cynicznych bankierów strzegących wielopiętrowych sejfów pełnych złota. W końcu, gdy mowa o nich, najczęściej pojawiają się takie egzotyczne nazwy, jak Kajmany, Panama czy Brytyjskie Wyspy Dziewicze i same rozpoznawalne nazwiska.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Sebastian Stodolak
Sebastian Stodolak

Publicysta ekonomiczny Dziennika Gazety Prawnej, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowego Studium Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej PAN. W przeszłości jego artykuły ukazywały się na łamach tygodników „Wprost” oraz „Newsweek”. Zdobywca wyróżnienia w XV edycji konkursu im. Władysława Grabskiego za pracę z dziedziny polityki pieniężnej. W 2017 r. został laureatem  Nagrody Centrum im. Adama Smitha im. Krzysztofa Dzierżawskiego za „promowanie wolności i zdrowego rozsądku.” Poza pracą dziennikarską, jest także wokalistą heavymetalowego zespołu Scream Maker, z którym wydał 5 płyt i zagrał ponad 400 koncertów, w tym 6 tras w Chinach.  

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraCo będzie, gdy zabraknie USA jako żandarma? »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj