– Taka decyzja zależy jednak od analizy materiału dowodowego, a ten ciągle jeszcze do nas spływa – wyjaśnia Paweł Sawoń, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Białymstoku. Przyznaje, że trwa śledztwo "sprawie" ewentualnego popełnienia przestępstwa z art. 231 kodeksu karnego przez urzędników poprzedniego Ministerstwa Finansów. Przepis mówi o karze więzienia do lat 3 dla funkcjonariusza publicznego, który przekroczył swoje uprawnienia lub nie dopełnił obowiązków i tym samym działał na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Badane jest, czy poprzednia ekipa rządząca celowo opóźniała w latach 2013–15 wprowadzenie mechanizmu odwrotnego obciążenia w branży elektronicznej. Pierwsze sygnały o swoich kłopotach branża przekazała w 2013 r., a zasada, zgodnie z którą to nabywca, a nie sprzedawca, rozlicza podatek, weszła w życie dopiero w lipcu 2015 r.
– Śledczy przesłuchali świadka, decyzje o kolejnych przesłuchaniach będą uzależnione od analizy dokumentów – mówi Paweł Sawoń.
Zdaniem ekspertów rozszerzenie śledztwa o inne branże byłoby krokiem logicznym.
Reklama
– Jeszcze przed 2013 r. trudności zgłaszali przedsiębiorcy sprzedający złom czy pręty stalowe. I to im właśnie pomogło wprowadzanie odwrotnego obciążenia. Jeśli więc podjęto decyzję o śledztwie dotyczącym elektroniki, to pytanie o inne branże nasuwa się samo – mówi Przemysław Antas, radca prawny w Antas Kancelaria Radców Prawnych i Doradców Podatkowych.
Jeszcze w 2007 r. luka w poborze VAT była równa 0,6 proc. PKB. W 2015 r. była to już równowartość blisko 3 proc. PKB (straty budżetu szacowano nawet na 53 mld zł). Pierwsi problemy z nielegalną konkurencją zgłaszali przedstawiciele branży złomiarskiej, potem stalowej (jedna z hut była zmuszona czasowo zawiesić produkcję), a następnie na celowniku oszustów znalazła się elektronika. Branża elektroniczna szacowała, że w 2013 r. skala wyłudzeń VAT na sprzedaży samych smartfonów sięgnęła 2 mld zł. Szybko zaczęła apelować do MF o wprowadzenie odwrotnego obciążenia, które pod koniec 2013 r. funkcjonowało już w złomiarskiej i stalowej (z dobrymi skutkami). W elektronice zmiana weszła w życie dopiero od lipca 2015 r., i to tylko w odniesieniu do niektórych produktów.
Śledztwo wszczęto z urzędu w październiku ub.r. w stołecznej prokuraturze regionalnej. W listopadzie ub.r. przejęła je białostocka prokuratura regionalna. Jak wyjaśnia Paweł Sawoń, stały za tym kwestie organizacyjne, a w szczególności "konieczność możliwie najsprawniejszego przeprowadzenia postępowania".
– Trudno ocenić, czy jest to jedyny powód – komentuje Przemysław Antas. Ekspert przypuszcza, że to białostocki fiskus może mieć największą wiedzę o działalności przestępców i dlatego to tamtejsza prokuratura będzie mogła najsprawniej zbadać jej skutki.
Radosław Piekarz, doradca podatkowy i partner w A&RT Rynkowska, Kosieradzki, przyznaje, że poprzednia ekipa działała wolno przy tworzeniu przepisów chroniących budżet przed wyłudzeniem VAT. Jego zdaniem opieszałość nie była jednak celowa. W tamtym okresie przepisy dotyczące odwrotnego obciążenia były nowością nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. – Z tego względu ustawodawca musiał je projektować ostrożnie, bo zmieniał w sposób istotny reguły gry na rynku (odwrotne obciążenie wpływa na płynność finansową przedsiębiorców).
Przemysław Antas przypomina też, że wprowadzanie odwrotnego obciążenia na elektronikę musiało być czasochłonne, bo wymagało uzyskania zgody Brukseli. Ta zaś przed wyrażeniem zgody musiała ocenić skalę wyłudzeń i ocenić, czy taki mechanizm jest "ostatnią deską ratunku".
– Wynik białostockiego śledztwa będzie miał także inne pośrednie skutki – dodaje ekspert.
Gdyby bowiem ocenić, że poprzednia ekipa rządząca powinna być ukarana właśnie za opieszałość we wprowadzaniu odwrotnego obciążenia, to oznaczałoby to też, że to ten mechanizm jest najważniejszym orężem do walki z wyłudzeniami VAT i powinien być jak najszybciej wprowadzany już przez obecną ekipę w każdej branży, gdzie na wielką skalę działają przestępcy. Dziś jest to np. branża spożywcza, co potwierdzają nawet komunikaty resortu finansów.
– Ale co do skuteczności odwrotnego obciążenia zdania są podzielone nawet wśród polityków rządu – przypomina Radosław Piekarz. Zwraca uwagę, że jeszcze w kampanii wyborczej PiS lansował projekt nowej ustawy o VAT, która w ogóle rezygnowała z tego mechanizmu.