Reklama

Musimy wiedzieć, kto zawinił, jeśli chodzi o katastrofę ekologiczną, ale musimy także wiedzieć, kto zawinił, jeśli chodzi o katastrofę komunikacyjną – przekonywała.

Podczas konferencji prasowej we Wrocławiu posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zwracała uwagę, że Odra przeżywa właśnie największą od dekad katastrofę ekologiczną. - Staje się rzeką martwą, której przywrócenie do życia będzie wymagało wielu lat intensywnej pracy – mówiła dodając, że do dziś nie wiemy, jakie są przyczyny tej katastrofy.

Podkreślała, że sytuacja związana ze skażeniem Odry wymaga podjęcia pilnych działań, ale także skontrolowania "serii zaniechań, do której doszło od końca lipca, do pierwszych dni sierpnia". - Dlatego zwracamy się dzisiaj do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie kontroli doraźnej dotyczącej działań Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego w sprawie katastrofy ekologicznej na Odrze, przeprowadzenia analogicznej kontroli doraźnej działań Ministerstwa Klimatu i Środowiska i przeprowadzenia takiej kontroli także w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa – poinformowała.

Reklama

Alert RCB

Jak zauważyła, od końca lipca do 12 sierpnia żaden mieszkaniec regionów nadodrzańskich nie otrzymał alertu RCB. Taki alert mieszkańcy województwa dolnośląskiego otrzymali w piątek wieczorem. W ocenie Dziemianowicz-Bąk, alert wysyłany po kilkunastu dniach "to nie jest alert, to jest pamiętnik". - To informowanie o tym, o czym wszyscy mieszkańcy, ci, którzy udawali się nad Odrę ze swoimi dziećmi, z psami, ci, którzy czerpali wodę z Odry na potrzeby rolnictwa, boleśnie się już zdążyli przekonać – dodała.

Posłanka Lewicy zapowiedziała także złożenie wniosku o odwołanie wojewody dolnośląskiego z jego funkcji. Jak mówiła, "od 3 do 10 sierpnia wojewoda nie podjął żadnych działań i nie ostrzegł mieszkańców".

Nie może być tak, że premier Mateusz Morawiecki beztrosko staje na jednej, czy drugiej konferencji prasowej, rozkłada ręce i przyznaje, że zbyt późno dowiedział się o katastrofie na Odrze (…). Nie może tak być, że nie wyciąga się żadnych konsekwencji. Dymisja szefa Wód Polskich czy Głównego Inspektora Ochrony Środowiska to za mało. Czas pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy wiedzieli i nic nie zrobili – przekonywała Dziemianowicz-Bąk.

Reklama

Rzetelne śledztwo i rzetelna debata parlamentarna

Dodała, że takich osób jest z pewnością więcej, a żeby przekonać się, jak długa jest ta lista potrzebne jest rzetelne śledztwo i rzetelna debata parlamentarna. Przypomniała, że klub Lewicy zwrócił się już z wnioskiem o zwołanie pilnego posiedzenia Sejmu jeszcze w sierpniu. - Nie ma dziś pilniejszej sprawy niż rzetelna debata i informacja premiera Mateusza Morawieckiego na temat katastrofy na Odrze – zaznaczyła.

Biolog, dr Robert Maślak z Uniwersytetu Wrocławskiego, członek Nowej Lewicy we Wrocławiu ocenił, że mamy dzisiaj dwie katastrofy - jedna to katastrofa ekologiczna na Odrze, druga to katastrofa informacyjna rządu. - W tej chwili właściwie mamy bardzo mało informacji pewnych, a te informacje, które są pewne niestety nie dobiegają z agend rządowych, ale od społeczeństwa obywatelskiego, które wzięło sprawy w swoje ręce – mówił.

20 tys. martwych ryb

Według jego wyliczeń, z Odry zebrano już co najmniej 20 tys. martwych ryb. - To znaczy, że mamy tych martwych ryb miliony, to jest wierzchołek góry lodowej, gdyż większości ryb nie widzimy, są one na dnie, a w tym środkowym biegu również ukryte w trzcinowiskach – powiedział. Dodał, że wbrew temu, co mówił były już Główny Inspektor Ochrony Środowiska sprawa nie dotyczy tylko ryb, bo – jak wskazał – są one tylko tym elementem ekosystemu, który widzimy.

Jak podkreślił, w sytuacji takiej katastrofy ekologicznej kluczowy jest element czasu. - Im wcześniej ją wykryjemy, tym łatwiej znajdziemy sprawcę i tym większe mamy możliwości przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się tej katastrofy, choćby poprzez spuszczenie wody ze zbiorników retencyjnych, które by rozrzedziły tę truciznę. Oczywiście w przypadku rtęci możemy dużo mniej. Łudzę się i wierzę, że to nie jest rtęć, bo jeśli tak by było, to mamy katastrofę, która po prostu będzie trwała dziesiątki lat – powiedział.

Premier Mateusz Morawiecki, który zdymisjonował szefa Wód Polskich i Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, podkreślił w sobotę w Gorzowie Wielkopolskim, że rząd zrobi wszystko, aby ograniczyć straty i zminimalizować negatywne skutki zanieczyszczenia Odry. Nie wykluczył kolejnych konsekwencji kadrowych.

Jak poinformował, "wszystkie zadania zostały rozdysponowane i wszystkie służby działają", ale – jak zaznaczył – "doszło do opieszałości niektórych służb, do zbyt wolnej reakcji, do zbyt wolnych działań". "Dla mnie jednak najważniejsze jest to, aby jak najszybciej uporać się z tym nieszczęściem ekologicznym, ponieważ przyroda jest naszym wspólnym dziedzictwem, jest dobrem narodowym" – powiedział premier po zakończeniu posiedzenia sztabu kryzysowego w Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim.

Aktualne wyniki badań wody

Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa napisała w sobotę w mediach społecznościowych, że strona polska otrzymała oficjalne aktualne wyniki badań wody. - Nie stwierdzono obecności rtęci. Analizy po obu stronach granicy wykazują wysokie zasolenie. W Polsce trwają kompleksowe badania toksykologiczne. Poinformujemy o kolejnych wnioskach – podała szefowa resortu.

Od końca lipca obserwowany był pomór ryb w Odrze na odcinku od Oławy w dół biegu rzeki.

Zakaz wstępu do Odry

12 sierpnia został wprowadzony zakaz wstępu do Odry w województwach zachodniopomorskim, lubuskim i w dolnośląskim. Trwa oczyszczanie rzeki z truchła ryb, co jest konieczne, by nie pogłębiły się skutki tej katastrofy ekologicznej.

Autorka: Agata Tomczyńska