Większość państw UE, obawiając się kosztów ekonomicznych, nie chciała obejmować sankcjami dostaw rosyjskiego gazu (jak chciały m.in. Polska i kraje bałtyckie). Jak pisaliśmy w DGP w zeszłym tygodniu, z rąk Unii wymknęły się już sporządzone na początku inwazji plany ograniczenia importu o dwie trzecie w tym roku, a dyskusja o przyjęciu wiążących celów i terminów, tak jak stało się to w przypadku ropy i produktów naftowych, niemal zupełnie zamarła. Zamiast skoordynowanego i sprawnego procesu redukowania dostaw unijna „27” pozostawiła gazową derusyfikację w rękach poszczególnych państw członkowskich. Tym samym, jak się okazuje, otworzyła pole do dalszych manipulacji dla Kremla.
Reklama
W zeszłym tygodniu Rosja całkowicie zakręciła kurki z gazem płynącym do Francji i znacząco ograniczyła przesył dla Niemiec i Włoch, swoich największych europejskich klientów. Ograniczenia dotknęły też Austrię, Czechy i Słowację. Pod koniec tygodnia, jak wynika z danych operatorów, dzienny przesył Nord Streamem był na poziomie ok. 70 mln m sześc. w porównaniu z ponad 154 mln tydzień wcześniej.