Dziennik Gazeta Prawana logo
Symbol stabilności i dobrobytu - funt staje się jedną z najszybciej tracących na wartości walut świata. Brytyjski pieniądz jest najtańszy w stosunku do euro od momentu powołania wspólnej unijnej waluty w 1999 r. Zawirowania związane z funtem powoli obalają jedno z tabu brytyjskiej polityki - pisze DZIENNIK.

Przyjęcie wspólnej waluty nie traktuje się już w Londynie w kategoriach political fiction, ale raczej jako jedną z realnych możliwości.

Wczoraj padł rekord. Za jedno euro płaciło się 96 pensów. "Nierealna do niedawna perspektywa wymiany funta na euro w stosunku 1:1 może stać się rzeczywistością" - mówił, jakby nie do końca wierząc w prawdziwość swoich słów, londyński finansista Angus Campbell. Choć część ekonomistów tłumaczy, że to tylko przejściowe, ponieważ euro jako waluta znacznie większego niż brytyjski rynku później zareaguje na szalejący kryzys i wkrótce także straci na wartości, to jednak przewidywania dla gospodarki Zjednoczonego Królestwa nie są optymistyczne. Zgodnie z ostatnim notowaniem krajów najbardziej zagrożonych bankructwem, publikowanym comiesięcznie przez grupę inwestycyjną Bespoke IG, sytuacja Londynu w ciągu 30 dni pogorszyła się o 98 proc. Bardziej spadły jedynie notowania Irlandii, Austrii i Grecji.

Ze spadku wartości funta cieszą się jedynie właściciele sklepów i hoteli z południowej Anglii. Turyści - zwłaszcza z pobliskiej Francji i Belgii - zostawiają coraz więcej pieniędzy, korzystając z tego, że dotychczas drogi kraj stał się dla nich dostępny.

Co o malejącej sile funta mówią ekonomiści? "Dewaluacja funta, która zwiększa także zyski eksporterów, paradoksalnie może być pomocna dla Wielkiej Brytanii w walce z recesją" - tłumaczy nam Iain Begg z London School of Economics. Mimo to Brytyjczycy nie mają powodów do optymizmu. Komitet Polityki Pieniężnej w walce o funta już na początku grudnia - jednogłośnie - zbił stopy procentowe o jedną trzecią do 2 proc., najniższego poziomu od 1951 r. W styczniu spodziewana jest kolejna duża obniżka.

W tej sytuacji Londyn coraz bardziej dopuszcza możliwość wprowadzenia euro. "Wielka Brytania jest bliżej wejścia do strefy euro niż kiedykolwiek" - mówił w listopadzie szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. Stwierdzenie zostało rytualnie zdementowane przez najważniejszych polityków na Wyspach Brytyjskich. Później zmieniono ton. "Widzimy zalety wejścia do Eurolandu" - mówił premier Gordon Brown. "Rząd może określić długoterminowy cel w postaci wprowadzenia euro" - komentował nawet brytyjski komisarz UE ds. handlu Peter Mandelson. Takie stwierdzenia do niedawna oznaczałyby polityczne samobójstwo. Dziś stają się codziennością.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraNadszedł koniec złotej epoki funta »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj