W pracy "War in Ukraine: The financial defence" przypominają, że w ostatnich latach Narodowy Bank Ukrainy (NBU) prowadził konserwatywną politykę monetarną, której celem było utrzymanie w ryzach inflacji. Polityka ta raczej nie zaskakuje, biorąc pod uwagę kryzys z lat 2014–2015, gdy w wyniku drugiego Majdanu doszło do przesilenia politycznego, a potem oderwania Donbasu i Krymu. Ekonomicznym efektem tamtych wydarzeń była duża dewaluacja hrywny i wzrost inflacji do poziomu 40–50 proc. rocznie. Od tamtej pory NBU starał się stabilizować sytuację, deklarując jako cel zbicie inflacji do 5 proc.
Reklama
Bardzo ciemne chmury nad ukraińską gospodarką zaczęły się zbierać jesienią 2021 r., gdy Rosja przystąpiła do gromadzenia przy granicy sił wojskowych. Hrywna natychmiast zaczęła tracić na wartości, zaś wielką rolę odegrało w tym procesie paniczne gromadzenie twardych dewiz przez mieszkańców Ukrainy. NBU próbował stabilizować sytuację poprzez interwencje na rynkach walutowych, jednak jego zasoby okazały się za małe. Gdy 24 lutego Rosja ostatecznie zaatakowała, bank centralny w Kijowie zareagował w sposób zdecydowany i nałożył kontrole kapitałowe, mocno ograniczając możliwości pozyskiwania walut obcych przez mieszkańców. A także ogłosił czasowe zawieszenie płynnego kursu, ustalając kurs stały na poziomie 29,25 hrywny za dolara.