Taką ciekawą i nieszablonową radę dają ekonomiści Francesco D'Acunto (Boston College) i Michael Weber (Uniwersytet Chicagowski) w opublikowanym właśnie tekście. Ich zdaniem przed bankami centralnymi w całym zamożnym świecie stoi poważny i nieoczywisty wybór. Dlaczego nieoczywisty? Ponieważ rysują się nam w perspektywie dwie drogi. Z jednej strony widać dobrze wydeptany szlak – to droga, do której banki centralne są przyzwyczajone. Chodzi o mniej lub bardziej konwencjonalne działania z dziedziny polityki monetarnej, czyli stare, dobre (albo mniej dobre) ruchy na stopach procentowych. Druga ścieżka to wychodzenie z tych nowszych – testowanych w ostatnich latach – programów niekonwencjonalnej polityki pieniężnej, czyli luzowania ilościowego czy "utylizowania" długu publicznego.
Reklama
Opisane tu posunięcia są tym, do czego przekonywać nas będą co bardziej ortodoksyjni i konserwatywni ekonomiści, media i grupy interesu. Pójście tą drogą będzie dla banków centralnych jak zagranie piosenki, którą wszyscy znają. Konsekwencje okażą się zaś w dużym stopniu negatywne, bo zarówno podwyżki stóp procentowych, jak i porzucanie niekonwencjonalnej polityki monetarnej odbiją się niekorzystnie na koniunkturze gospodarczej, zwiększą bezrobocie i wyhamują wzrost płac.