Dziennik Gazeta Prawana logo
"Klienci chcieli kredytów we frankach. Teraz mówią: nic nie wiedzieliśmy, wcisnęli nam. Dzisiaj ci wykształceni, również ekonomicznie, ludzie dla pieniędzy udają naiwnych" - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Piotr Czarnecki doradca biznesowy, wykładowca w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.
Piotr Czarnecki doradca biznesowy, wykładowca w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej, w latach 2003–2018 prezes Raiffeisen Bank Polska (od 2013 r. funkcjonującego pod marką Raiffeisen Polbank)

DGP: Podobno nie spodobał się panu wywiad z Andrzejem Powierżą o kredytach frankowych („Frankowe gry i zakłady”, Magazyn DGP z 22 października 2021 r.)?

Piotr Czarnecki: To świetny analityk rynku bankowego, ale w tej rozmowie poszedł za daleko. Nie podoba mi się to, że mówi o tych kredytach jak o jakiejś grze czy zakładach.

„Zakład o przyszłe kursy z rynkiem”.

Używanie terminu „zakład” może być opacznie zrozumiane. Z kredytem wiąże się ryzyko stopy procentowej, a z pożyczką walutową także ryzyko walutowe. Po prostu oczekiwania kredytobiorców odnośnie do poziomu kursu waluty nie spełniły się - z różnych przyczyn, całkiem niezależnych od banków. Posługiwanie się terminem „zakład” może sprowadzić standardową usługę bankową, jaką jest kredyt, do kategorii gry hazardowej, co jest nadużyciem. Powierża powiedział też, że gra skończyła się przegraną. Nie można w połowie spłaty, gdy mówimy o 30-letniej pożyczce udzielonej w 2006 r., przesądzać, czy ona była bardziej lub mniej opłacalna niż zaciągnięty w tym samym czasie kredyt złotowy. Andrzej Reich, były dyrektor w KNF, przygotował raport, z którego wynika, że koszt tych kredytów był i jest na przestrzeni lat porównywalny.

Zapytam wprost: czy umowy frankowe były zgodne z prawem? Czy były uczciwe?

Teraz przedstawia się wszystko tak, jakby banki robiły umowy niezgodne z prawem. I to jest fundamentalna bzdura - te umowy były zgodne z prawem. Klauzule, o których dziś mówi się, że są abuzywne, wtedy takie nie były. Pamiętajmy, że banki były poddawane audytom nadzoru. I nikt - aż do momentu, gdy frank się skokowo umocnił w stosunku do złotego w styczniu 2015 r. - tych umów kredytowych nie kwestionował, nie mówiono też o żadnych klauzulach abuzywnych.

Jak to? Zapisy w umowach były uznawane za abuzywne i wcześniej.

Wcześniej? Czyli kiedy?

Kwestia spreadów walutowych to początek poprzedniej dekady.

Ale to tylko sposób rozliczenia. A nie nieważność całego kredytu.

CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz
Zastępca redaktora naczelnego DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia.
Zobacz wszystkie artykuły tego autora"Klienci chcieli kredytów we frankach. Teraz mówią: nic nie wiedzieliśmy, wcisnęli nam" »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj