Sąd w Düsseldorfie oddalił wczoraj wniosek spółki Nord Stream 2 AG o wyłączenie gazociągu spod reżimu unijnej dyrektywy gazowej. To kolejna już przegrana przez Rosjan bitwa o uniknięcie niekorzystnych dla nich regulacji. Taką samą decyzję wydała wcześniej Federalna Agencja Sieci (BNetzA). Utrzymanie jej w mocy oznacza m.in., że Rosja będzie mogła wykorzystywać tylko połowę przepustowości biegnącej pod Bałtykiem rury lub dopuścić do jej użytkowania konkurentów, co jest uznawane za mało prawdopodobne. Tak czy owak oznacza to osłabienie monopolistycznej pozycji Gazpromu, bo według ekspertów może uniemożliwić Rosjanom uniezależnienie się od tradycyjnych tras tranzytowych – biegnących przez Ukrainę oraz przez Białoruś i Polskę.
Reklama
Zobowiązania wynikające z unijnych przepisów uderzą ponadto w rentowność inwestycji. Jak wskazuje Wojciech Jakóbik, wykładowca Studium Europy Wschodniej UW i szef portalu BiznesAlert, Rosjanie w szczytowym momencie przesyłali przez Ukrainę ok. 110 mld m sześc. gazu, mniej więcej tyle, ile wynosi łączna przepustowość obu Nord Streamów.
Ograniczenia infrastrukturalne i prawne sprawiają, że w praktyce możliwości wykorzystania tych pojemności przez Gazprom będą ograniczone. Nawet jeśli uwzględnić omijający Ukrainę od południa TurkStream, może nie wystarczyć to do wyłączenia tradycyjnych tras przesyłowych – ocenia ekspert.
Konsekwencją objęcia NS2 przepisami dyrektywy będzie też obowiązek uniezależnienia operatora gazociągu od właściciela rury i dostawcy surowca.