Dziewieniszki pierwszy raz zostały wspomniane w 1385 r. Miejscowość powstała na skrzyżowaniu dróg prowadzących do Wilna, Solecznik, Oszmiany, Trab i Gieranonów” – głosi tabliczka przed kościołem w tym liczącym 500 mieszkańców miasteczku na granicy litewsko-białoruskiej. W te wakacje Dziewieniszki ponownie znalazły się na skrzyżowaniu dróg, tym razem prowadzących – przynajmniej według obietnic bliskowschodnich mafii przemytniczych – z Bagdadu do Berlina. A tym samym w centrum kryzysu migracyjnego wywołanego z zemsty przez prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenkę.
Spośród 4115 migrantów, którzy w tym roku nielegalnie przeszli zieloną granicę z Litwą, 926 zatrzymano w pobliżu Dziewieniszek. Nieoczekiwana popularność tej w większości polskiej gminy leży w geografii. Gdyby sprzed tablicy informacyjnej wyruszyć w linii prostej na południe, granicę białoruską osiągnie się po 6 km. Gdyby pójść na wschód – po 10 km, na zachód – po 4,5 km, na północ – po 13 km. Miasteczko leży w worku, z każdej strony otoczonym przez terytorium białoruskie i połączonym z resztą Litwy szerokim na 3 km korytarzem i jedną drogą, którą dwa razy dziennie (poza wakacjami częściej) kursuje autobus do Solecznik.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.
