Powiedzmy to szczerze, Milton Friedman nigdy nie był idolem polskich mediów głównego nurtu. Hołubienie osoby uznającej, że jedynym celem kapitalisty jest zysk, utrudniałoby rozwijanie cechy koniecznej do uzyskania miana wybitnego intelektualisty – a więc zdolności dostrzegania problemów we wszystkim oraz do nadymania ich do katastroficznych rozmiarów. Poza tym zysk i własność? To takie nieszlachetne. Już Jean-Jacques Rousseau ubolewał, że gdy „pierwszy człowiek ogrodził kawałek ziemi oraz powiedział: To moje!”, nie znalazł się nikt, kto „by kołki wyrwał (...) i zawołał do otoczenia: Uwaga! Nie słuchajcie tego oszusta; będziecie zgubieni, gdy zapomnicie, że płody należą do wszystkich, a ziemia do nikogo”.
Reklama
Sytuacja zmieniła się w lutym tego roku. Oczywiście wciąż nikt w mediach – oprócz mnie – Friedmana nie cytuje otwarcie, ale ton narracji na temat zysku i własności w istocie stał się friedmanowski. Powód? Zapowiedź opodatkowania głównego źródła zysku mediów: reklamy. Dostrzegły one znakomicie, że atak na ich własność jest jednocześnie atakiem na ich wolność. Ale czy dostrzegą też, że właściwie każdy nowy podatek – bez względu na kogo nakładany – to atak na wolność? Wątpliwe.
Z Zachodu bowiem wlewa się do Polski nowa fala antywłasnościowych (ergo: propodatkowych) wykwitów. Na jej czele pieni się co prawda nie aż tak groźna, choć nosząca szumną nazwę, idea Wielkiego Resetu, a w jej toni kotłują się pomysły naprawdę niebezpieczne. Własność ma być rozpuszczona.

Kapitalizm interesariuszy

Zacznijmy od Wielkiego Resetu. To hasło w (prawicowych zwłaszcza) mediach przedstawiane jest jako inna nazwa dla panowania antychrysta. Bezpośrednimi powodami do uruchomienia Wielkiego Resetu są pandemia oraz zmiany klimatyczne, a naczelnym promotorem tej idei jest Klaus Schwab, organizator słynnego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.
„Plan Wielkiego Resetu składa się z trzech głównych komponentów. Pierwszy pozwoli przesunąć rynki w kierunku większej sprawiedliwości. W tym celu rządy powinny poprawić koordynację (podatkową, regulacyjną i fiskalną), zaktualizować umowy handlowe i stworzyć warunki dla kapitalizmu interesariuszy” – pisze Szwab na stronach forum. Drugim elementem ma być „upewnienie się, że inwestycje mają wspólne cele takie, jak równość i zrównoważony rozwój. Tu szansą na postęp są wielkoskalowe programy wydatków rządowych. (…) Zamiast używać ich do zalepienia dziur w starym systemie, należy użyć ich do stworzenia nowego. (…) Trzecim i ostatnim celem Wielkiego Resetu jest wykorzystanie Czwartej Rewolucji Przemysłowej dla dobra publicznego, zwłaszcza poprzez uwzględnienie wyzwań zdrowotnych i społecznych”.
Co w tym rewolucyjnego? Z pozoru nic. Okrągłe frazy o dobru wspólnym to specjalność towarzystwa z Davos. Zazwyczaj służą kamuflowaniu prawdziwego celu – tego, o którym mówił Friedman. Tym razem jednak uderzające jest owo promowanie „kapitalizmu interesariuszy” (stakeholders) jako przeciwieństwa „kapitalizmu udziałowców” (shareholders). I uczynienie z wizji, w której korporacje mają dbać o realizację celów zrównoważonego rozwoju, jednego z głównych postulatów.